|
| BAZAR
magda skawińska, tekst maciej skawiński, zdjęcia
Warzywa, owoce, karma dla psów, zwierzęta hodowlane, żywność, odzież. Bazar małomiasteczkowy mieni się feerią barw, pulsuje. Krzyki, przepychanki. Życie pachnące karkówką i kaszanką. Czasami śmierdzące nawozem.

Plac pełen ludzi. Każdy chce sprzedać, kupić nie każdy. Ale zachwalać swój towar trzeba zawsze. Wszystko jest dobre, najlepsze.

"Uważaj, bo mi lakier porysujesz" - krzyczy mężczyzna w modnych ciemnych okularach i przesuwa wózek z napojami. Kawa, herbata, bulion, barszcz. Blaszana budka na kółkach kryje w sobie kuchenkę gazową, czajnik, butlę. Na wierzchu kubki i zimne napoje. Takich wózków na bazarze jest bardzo wiele. O kraksę
nietrudno.

Każde małe miasteczko ma swój bazar, swój dzień handlowy. Mój ulubiony jest w Płońsku w niedzielę. Wiem, że przy parkanie obok stoiska z dywanami znajdę małżeństwo, które sprzedaje karmę dla psów. "Dawno pani nie było" - wita mnie zawsze sympatyczna blondynka. Rozpoznała mnie juz za drugim razem i tak jest zawsze co miesiąc - dwa. Rzadko przyjeżdżam, nieregularnie. Zimą w czapce, z czerwonym od mrozu nosem. Latem w ciemnych okularach. A ona poznaje mnie zawsze. Nie tylko mnie. Dla suki pana Zbyszka zostawia mielone drobiowe, które "schodzi" najszybciej, a pan Zbyszek przychodzi jeszcze później niż ja. Około 12-stej, a bazar rusza kilka godzin wcześniej.

Potem idę w alejkę z warzywami. Tam mam ulubionego sprzedawcę pomidorów. "Malinowy bartek i nie ma niespodzianki na talerzu" - tym mnie ujął i przywiązał do siebie i swoich bartków. Zawsze dużo opowiada, że synowa w ciąży, że wczoraj jadł placki z młodych ziemniaków. Dla każdego klienta inna historyjka. Każdy dostanie swoją razem z kilogramem cebuli, marchwi, ogórków. Przysuwam się i zanim zdążę poprosić o bartki wpycha się przede mnie grube babsko i chce czereśni. Handlarz patrzy przepraszająco i baba nie usłyszy swojej historyjki.

I tak chciałoby się jeszcze chodzić od straganu do straganu. Pogadać z ludźmi. Popatrzeć na gołębie. Zjeść karkówkę...
Ale myśl, że w bagażniku rozmraża się mięso każe iść do samochodu.

Jeszcze rzut oka na plac. Do następnego razu.
|