archiwum

wiosna'04
str. 1





Oświadczenie US-amerykańskiej Narodowej Rady Kościołów


  12 maja, 2004, Nowy Jork. Narodowa Rada Kościołów patrzy z rosnącym smutkiem i oburzeniem na to, jak kryzys w Iraku przechodzi w coraz większy chaos. Chaos ten znaczony jest coraz liczniejszą śmiercią żołnierzy Stanów Zjednoczonych, irackich cywili, oraz innych osób; zwiększającą się brutalnością, nie wyłączając doraźnych egzekucji i okaleczeń amerykańskich obywateli; trwającymi w całym Iraku niepokojami społecznymi; niepewnością co do przejęcia władzy przez Irakijczyków po 30 czerwca; niewielką i tylko niechętną zmianą postawy USA co do roli międzynarodowej społeczności w Iraku; druzgocącymi raportami o upokorzeniach i torturowaniu irackich więźniów przez amerykański personel wojskowy.

  Stany Zjednoczone wyruszyły na wojnę w Iraku rzekomo w ramach prowadzonej przez siebie "wojny przeciw terroryzmowi". Obojętnie, co kto myśli o "war on terror" jako przewodniej zasadzie US-amerykańskiej polityki zagranicznej, jej pierwszorzędny cel, wykorzenienie terroryzmu jako bezpośredniego zagrożenia dla ludzi dobrej woli na całym świecie, wymaga kooperacji większości, jeśli nie wszystkich, krajów świata.

  Jakże Amerykanie mogą oczekiwać takiej współpracy, skoro nasze działania napotykają jedynie na odrazę? Doprawdy, działania te znalazły swój rezultat nie tylko w roztrwonieniu powszechnej przychylności jaka spłynęła na Stany Zjednoczone po atakach z 11 września, lecz również w alienacji wielu ludzi na całym świecie, którzy dotąd postrzegali amerykańską demokrację jako rzecz godną naśladowania. Jakże tu oszacować szkody wynikłe z unilateralnej inwazji na Irak, odmawiania należytego procesu sześciuset ludziom uwięzionym w Guantanamo, zamykania irackich gazet, bulwersującego maltretowania irackich więźniów?

  Wspólna sprawa, która winna łączyć wszystkie kraje w "wojnie przeciw terroryzmowi" ustąpiła miejsca poczuciu urazy do Stanów Zjednoczonych wobec czegoś, co rozumiane jest jako zdrada własnych ideałów. W niefortunny sposób fotograficznym emblematem tej wojny nie będzie wspólne uroczyste powalenie statuy Saddama Husseina przez Amerykanów i Irakijczyków; będzie nim piramida nagich irackich więźniów, z których w chwili moralnego bankructwa szydzą amerykańscy żołnierze.

  Szczególnie w świecie przepełnionym konfliktami nasza wiara wzywa nas, jako świadków Chrystusa będącego naszym pokojem, do zespolenia się i zjednoczenia z wszystkimi ludźmi i narodami. Droga wiodąca ku takiej społeczności nie jest łatwa. Wymaga ona wielu rozmów, wzajemnego respektu i przeświadczenia o godności każdego ludzkiego bytu. Taka społeczność wymaga też powszechnego przestrzegania zobowiązań oraz reguł legalnego postępowania, wyrażonych w prawie międzynarodowym i ustaleniach wspólnoty narodów.

  Czas, by Stany Zjednoczone podjęły działania adekwatne do pozycji, jaką wśród tejże wspólnoty zajmują. Czas, abyśmy my Amerykanie powstali i zażądali tego od samych siebie.



*




z angielskiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)

oryginał: NCC Issues Statement on Devolution of the Iraq Crisis

wiosna'04  str. 1

wędrowiec © dziennikarze wędrowni