|
|
Spektakl antyczny a koncert rockowy czyli co łączy teatr grecki z rock'n'rollem
justyna teodorczyk, tekst maciej skawiński, zdjęcia
     Podobieństwa koncertu rockowego i spektaklu antycznego1
można doszukać się zarówno na poziomie artystycznym (dramaturgicznym), jak i
socjologicznym (kulturowym). Zależnie od perspektywy spojrzenia na te dwa
historycznie odległe od siebie wydarzenia ukazują się analogie dotyczące różnych aspektów. Mają one
charakter bezpośredni – gdy opisuje się poszczególne obszary, integralne części
omawianych zjawisk, jak i pośredni – gdy porównanie rozszerzy się o kontekst
społeczno-polityczny, psychosocjologiczny, czy choćby zestawi się rzeczone
przedstawienia jako złożone struktury lub swoiste „pieczątki” kultury.
Wykonanie dramatu starogreckiego i rockowy show pełnią
identyczne funkcje. Funkcje artystyczne, bo są rodzajem sztuki preparowanej na
potrzeby mas i odgrywanej przed nimi2 oraz funkcje społeczne, bo stanowią
rozrywkę podbudowaną ideologicznie, która nie tylko dostarcza doznań estetycznych,
ale także odsłania bogate zaplecze kulturowe (wzory kultury, wartości),
uruchamia pewne mechanizmy i determinuje zachowania społeczne. Zderzenie tych
zjawisk znajdujących się na przeciwległych biegunach historii jest zajmujące
również z punktu widzenia antropologii kulturowej. Oto ukazują się nam dwa
obrazy realizacji i aktywnej percepcji odmiennego dzieła scenicznego, w całej
jego złożoności – warstwie literackiej, muzycznej, teatralnej (z użyciem
scenografii, kostiumu i ekstremalnych efektów) oraz aktorskiej. Ale prócz tego, że takie zestawienie obfituje
w liczne i głębokie podobieństwa, trzeba podkreślić też, iż nie jest ono wolne
od prymarnych różnic, które wynikają z transformacji historyczno-kulturowych i
są swoistymi nieuniknionymi znakami czasu. Ich najjaskrawszymi przykładami będą
choćby całkowite odwrócenie relacji artyści-widownia, zgoła odmienny status
aktora/muzyka czy transgresja sacrum
czyli przeniesienie waloru mistycznego rytuału z obrzędów na zjawiska o
charakterze niereligijnym.
     Na początku zajmijmy się
zbieżnościami spektaklu rockowego i antycznego na poziomie artystycznym i
sięgnijmy do uchwytnych zdarzeń i faktów scenicznych, choćby natury
technicznej. By dotrzeć do najmniejszych szczegółów przydatne okaże się
wyodrębnienie podstawowych elementów struktury widowiska, takich jak scena,
występujący, przestawienie i widownia.
Scena
     Scena jest właściwie elementem bardzo pierwotnym i stosunkowo
niezmienionym w swej formie od wieków. Jej idea pozostała do dziś niemal taka
sama jak dawniej, dalekim modernizacjom ulegały natomiast jej poszczególne
realizacje. Ponieważ zaś historia sceny teatralnej to właściwie historia sceny
w ogóle (także muzycznej estrady), dlatego też skupić się tu należy jedynie na
tym, co uderzająco podobne w tej materii w kulturze rocka i antycznej. Przede
wszystkim będzie to więc zwyczaj charakteryzowania tylnej ściany sceny tak, by
przypominała monument z drzwiami, na wzór scenicznej budowli skene
(zapoczątkowanej przez spektakle ajschylosowe) albo dekorowania jej skórami
lub kotarami3. Odpowiednikiem pierwszego przypadku są scenografie np. heavymetalowych
grup Iron Maiden (ukazujące wejścia do lochów
zamczyska lub egipskiej mastaby) czy King
Diamond (prowadzące do opuszczonego domu lub bram cmentarza), a drugiego –
tak popularne backdropy, czyli
wielkie płótna z nazwami zespołów czy okładkami promowanych płyt rozwieszane
jako tło dla grających muzyków. Kolejną analogię można zauważyć w fakcie, iż
najwięksi satanistyczni ortodoksi, czyli członkowie niektórych kapel
blackmetalowych występują na estradzie, nad którą góruje łeb kozła lub
podobizna diabła, albo też podczas koncertu składają mu skrwawione wota na
specjalnym ołtarzu. Dość powiedzieć, że w starożytnej Grecji zarówno
ofiarowanie na ołtarzu było elementem przedstawienia, jak i to, iż maskę
Dionizosa zawieszano zawsze nad sceną jako symbol jego kultu. Ponadto w dobie
antyku na potrzeby przedstawień budowano doraźne estrady, a widzowie mieli w
zwyczaju spoglądać na nie z wysokości, co nasuwa nieodparte skojarzenia z
dzisiejszymi scenami „przenośnymi”, montowanymi na koncerty rockowe np. w
miejscach publicznych oraz faktem, iż ich fani też wdrapują się dla lepszej
widoczności to na dachy pobliskich zabudowań, to znów na drzewa (na dużych
festiwalach istnieje natomiast zwyczaj śledzenia poczynań scenicznych z dachów
samochodów czy kontenerów śmietników). Podobne szczegóły techniczne można by
mnożyć, zakończmy więc ostatnim obrazowym przykładem. Otóż Grecy w swych
dramatach spływali spod niebios i wzlatywali doń niczym dzisiejsi aktorzy
wielkich rockowych widowisk, mieli też, tak jak i oni efekty specjalne –
grzmoty i pioruny na scenie, a przede wszystkim posiadali zadaszone odeony
– odpowiedniki współczesnych sal
koncertowych.
     Najważniejszą natomiast różnicą, jeśli chodzi o scenę dzisiejszego
koncertu oraz dawnej Grecji jest odwrócenie relacji: publiczność-dzieło sztuki.
Otóż w antycznym teatrze miejsce przeznaczone dla aktorów znajdowało się
poniżej widowni. Oglądający spoglądali na orchestrę
z góry, czyli symbolicznie kontrolowali dzieło i dominowali nad artystą. Z
kolei na koncertach muzyki rockowej przeważnie to występujący stoją nad
publicznością (estrady mają formę
podestów – od kilkunastocentymetrowych w małych klubach do kilkunastometrowych
w wielkich halach czy na festiwalach na otwartym powietrzu)4. W tym wypadku to
muzycy mają przewagę nad słuchaczami, a na straży ich dominującej pozycji stoją
też sprzęt nagłaśniający i reflektory skierowane na widownię. Dzięki takiemu
usytuowaniu sceny wykonawcy mogą oglądać rozgrywającą się pod nią zabawę, czyli
tzw. młyn, a przez swą fizyczną wyższość nad tłumem także za pomocą gestów
„dyrygować” nim, prowokować go i powodować niektóre jego zachowania5. Tylko taki
układ umożliwia bezpośredni, bliski i wzajemny kontakt stron, który jest
niezbędny, aby rockowe misterium dopełniło się.
Występujący
     Zastanówmy się kim byli, są bywalcy tych scen, jaki jest ich status i na
czym polega ich aktorstwo. Profesjonalizm od najdawniejszych czasów do dziś
polega na robieniu jak najlepiej tego, co się robić ma; do tego zaś niezbędne
jest przyuczenie (trening) i doświadczenie (praktyka). Jedno i drugie
znają starożytni aktorzy i muzycy rockowi, choć przedstawia się to różnie.
Ci pierwsi, pomimo dużej świadomości swego rzemiosła musieli kreować się na
amatorów i tuszować swój profesjonalizm, gdyż dla starożytnych paranie się
pracą zarobkową czy wykonywanie zawodu było rzeczą niegodną greckiego
obywatela. Jednakże aktorzy nie tylko odbywali próby tańca, śpiewu, recytacji i
gestów, ale pobierali w tych kierunkach specjalne lekcje, a ponadto nieraz
musieli nawet stosować się do zalecanych im diet, podejmować pewne rodzaje
aktywności fizycznej, a stronić od innych. Dzisiejsi idole sceny rockowej nie
mają łatwiej, profesjonalizm wykonania koncertu to ich „pierwsze przykazanie”,
a i wielu z nich tylko ze słyszenia zna slogan „sex, drugs & rock`n`roll”.
Często ów stereotyp na temat rock`n`rollowego stylu życia nie
sprawdza się wcale, bo wielu artystów rockowych po prostu nie może sobie na to
pozwolić w swej profesji (jakże wielu wokalistów w trosce o swój głos stroni od
używek, a muzyków zarzuca nałogi na rzecz dobrej formy na estradzie i
samorozwoju artystycznego). Oczywiście, drugie tyle spośród rockowców prowadzi
jak najbardziej hulaszczy tryb życia, ale bywa też tak, że jest to świadomym
elementem autokracji, szczegółem dobrze wpasowującym się w kontrowersyjny
image, żeby nie powiedzieć wykalkulowanym chwytem marketingowym, co zresztą
czasami staje się aż nadto ewidentne. Nie odosobnione są nawet daleko posunięte
opinie w tej kwestii samych zainteresowanych, które wnoszą, iż odurzenie jest
przydatne przy tworzeniu lub do osiągnięcia transu, poczucia „adrenaliny”,
doznania głębokich emocjonalnych stanów na scenie, sprzyjających twórczemu i
autentycznemu wykonaniu koncertu. Autentyczność i prawdziwość przeżycia jest
bowiem elementem konstytuującym rocka i obecność w muzyce „tego czegoś, co
porusza do głębi” jest często ważniejsze od umiejętności warsztatowych. To
tłumaczy istnienie rockowych idoli, którzy osiągają wielką sławę pomimo
oczywistych niedoskonałości technicznych (np. nienajlepsza dykcja Ozzy`ego
Ozbourne`a z światowej sławy kapeli Black
Sabbath, czy Muńka Staszczyka z rodzimego T.Love).
Owo rozprzężenie artystów-rock`n`rollowców w stosunku do dyscypliny greckich aktorów (dla
których nota bene osobista umiejętność poruszania widzów były także nie lada
nobilitacją) nie wynika raczej z zaniechania tych drugich, ale z odmiennej
definicji „zawodu” artysty. W antycznym bowiem pojęciu sztuki było więcej
rzemiosła niż jej samej, techne czyli
umiejętność, biegłość techniczna wyprzedzała kreację artystyczną. Obecnie
natomiast w sztuce nie wystarczy sam profesjonalizm, a mistrzostwo twórcy jest
wypadkową umiejętności i talentu.
     Kolejnym ważnym zagadnieniem dotyczącym aktorów spektakli starożytnych i
rockowych jest właśnie kwestia samego aktorstwa. W takim ujęciu zagadnienia
rysuje się podstawowy problem. W greckim teatrze to poeta był „sprawcą dzieła
teatralnego pojmowanego jako całość” (Kocur 2001:6). Na początku autor dramatu
pełnił jednocześnie funkcje reżysera, scenografa, opracowywał muzykę i
choreografię oraz grał główną rolę, do pozostałych samodzielnie dobierając
aktorów. Tak więc ówczesną relację pośrednictwa między autorem a widownią można
określić schematem:
autor = aktor -> widownia,
który da się też
zastosować do lustrzanej relacji u artystów rockowych i odbiorców ich muzyki.
Jest to jednak jedyna wspólna obu zjawiskom relacja, następne są bowiem
sprzeczne. Z czasem mianowicie, gdy organizacja greckich spektakli przeszła
całkowicie na ręce państwa główny aktor – protagonista (odpowiednik tzw. lidera
czy frontmana na koncercie)
wyznaczany był odgórnie, także do mianowania pozostałych. Wówczas protagonista
(i inni aktorzy) stawali się ogniwem pomiędzy poetą a widzami, co oznaczamy
następująco:
autor -> aktor -> widownia.
Taki układ jest raczej
niedopuszczalny w rocku, gdyż autentyczność muzyczna oznacza tworzenie i granie
własnej muzyki przez członków grup rockowych i jest podstawą, sednem ich
egzystencji6.
Ten pogląd w
konsekwencji implikuje też kolejną tezę, że w rocku tak naprawdę w ogóle nie ma
aktorstwa, które jest przecież tradycyjną formą udawania, skonwencjonalizowanym
kłamstwem. Z tym do końca nie można się jednakże zgodzić, bo sama sytuacja
koncertu, który jest przedstawieniem, występem, czyli pochodną idei teatru;
który stanowi materię jak najbardziej dramaturgiczną, determinuje nieodłączne
tu pojecie gry, aktorstwa, choćby te miały określać jedynie stronę (oglądanych
w opozycji do oglądających) czy wynikać z innych obecnych elementów
teatralnych, jak kostium, dekoracja, itp. Ponadto
koncerty niektórych zespołów rockowych to wielkie megawidowiska o rozbudowanej
oprawie scenograficznej, dramatycznej, kostiumowej, gdzie przebrani,
ucharakteryzowani muzycy inscenizujący wyreżyserowane zachowania po prostu
odgrywają swe spektakularne role. Dlatego na potrzeby opisania „aktorstwa” w
muzyce rockowej niezbędne są dwa schematy:
muzyk = performer
gdy ten odgrywa samego siebie, czyli „jest sobą” na scenie, oraz:
muzyk = aktor
gdy „wchodzi w rolę” by wykonać widowiskowy show.

Przedstawienie
     Spektakle antyczne i rockowe koncerty mają ze sobą wiele
wspólnego także, a nawet przede wszystkim w warstwie dramaturgicznej. Ale zanim
o tym, przytoczmy parę detali związanych z samym przedstawieniem, ale
dotyczących spraw przygotowawczo-organizacyjnych.
     Wspólne obu
widowiskom, tym odbywającym się dziś i przed setkami lat są bowiem niektóre
zachowania widzów, czy ogólnie przyjęte zwyczaje. I tak, np. greckie prawo
proedrii, czyli zajmowania pierwszych miejsc przez uprzywilejowanych (dostojników
państwowych, zagranicznych gości) do złudzenia przypomina koncertowe tzw. loże
vipów, czyli najlepiej sytuowane
miejsca dla przedstawicieli mediów, gwiazdorów, którzy chcą obejrzeć występ
kolegów z branży, itp. To samo z powszechnymi w obu przypadkach zjawiskami
płatnych wstępów czy przybywania na miejsce przed czasem, a nawet spędzania
nocy w pobliżu obiektu (z tą różnicą, że w antyku zwykle tyczyło się to
niewolników zajmujących dogodne miejsca swym panom, obecnie – rockowej
młodzieży zjeżdżającej na występ ulubionej grupy z odległych miast i w ten
sposób demonstrującej także swój udział w muzycznym misterium, identyfikację z
podobnymi sobie oraz oddanie dla samych idoli).
     W ramach przedstawień natomiast
czynnikami wspólnymi omawianym kulturom są na pewno kostiumy, atrybuty, maski,
dodatkowe postacie (zwierzęta) na scenie oraz pewne elementy gry i ekspresji.
Greckie kostiumy sceniczne dzieliły się na zwykłe (wystylizowane, sugestywne
wizualnie odpowiedniki ówczesnych strojów) oraz szczególne, czyli okazjonalne
(weselne, żebracze, żałobne, święte). Ponadto ich kreacje dookreślano przez
maski, rekwizyty pełniące funkcje atrybutów (np. królewskie berła, laski
posłańców i podróżnych, oliwne gałązki błagalników i boskie symbole), które
miały komunikować funkcję i rangę postaci w tak jednoznaczny i oczywisty
sposób, by widz bez trudu dekodował kto jest kim na scenie. U rockowych
„aktorów” zauważyć można zarówno zwyczaj prezentowania się na estradzie
w dżinsach i t-shirtach, jak i przywdziewania „kostiumu” subkulturowego czy też
noszenia wyjątkowych przebrań. Im także towarzyszą „odwieczne”
rekwizyty-atrybuty w postaci instrumentów muzycznych, choć nie tylko tych, bo
często posługują się oni dodatkowymi symbolami, takimi jak pacyfy, pentagramy,
krzyże (odwrócone), które uwiarygodniają muzyczny przekaz i ideologię lub
artystyczny image. Rolę maski pełni raczej mimika, ewentualnie długie włosy –
swoista ikona rocka; choć należy zauważyć iż zdarzają się również przypadki
malowania twarzy na wzór zunifikowanych masek (np. Sweet Noise,
Slipknot oraz wielu muzyków blackmetalowych).
     Publiczność starogreckiego teatru i rockowego widowiska niejednokrotnie
oglądała te same „chwyty” sceniczne, a jej emocje maksymalizowano w tych samych
momentach przedstawienia i podobnymi efektami. Napięcie widzów od zawsze
podsyca się efekciarskimi zabiegami, np. ekspresywnym, transowym tańcem, żywą
gestykulacją i sugestywnymi pozami. Gwałtowny, wyuzdany taniec, miotanie się po
scenie, spontaniczne zrzucanie szat, ożywiona teatralna gestykulacja7 i
przybieranie bojowych postaw będących ekspresją siły, były tak samo częste na
scenach greckich, jak i obecnie na rockowych. Były też wstrząsające efekty,
przerażające krzyki i piski, bójki, podpalenia oraz defekacje na scenie,
ekstremalne wrażenia wywoływały drastyczne sceny, np. wprowadzania wyjących z
bólu półnagich męczenników, samooślepionych ofiar, matki dzierżącej zakrwawioną
głowę syna czy trupy swych dzieci. Czyż niepodobne do tego są zachowania
prezentowane przez rockowych muzyków: autentyczne samookaleczenia, pozorowane
ukrzyżowania, uśmiercania, gwałty, stawanie w płomieniach, tortury i pętanie
ofiar, a nawet oddawanie moczu na publiczność lub polewanie się krwią zwierząt
i zjadanie surowego mięsa? Wszakże Alice
Cooper i King Diamond słyną z
odgrywanych na scenicznych deskach bójek, mordów, straceń, pochówków i
towarzyszących im obrzędów8. Formacje grające ekstremalny metal zaś pławią się
we krwi, szczątkach zwierząt, w oprawie fetoru i rozkładu, a co „twardsi”
rockowcy finalizują występ zdemolowaniem sprzętu, sceny (co czasem kończy się
nawet obrażeniami u osób z widowni).
     Starożytni reżyserzy teatralni doskonale wiedzieli, że by emocje widzów
sięgnęły zenitu należy nieco opóźnić rozpoczęcie, a najbardziej efektownie
zainscenizować moment wejścia i zejścia ze sceny, wiedza ta nie jest obca
również artystom koncertującym obecnie. Antyczni aktorzy stosowali
spektakularne introdukcje, np. wjazd na skrzydlatym gryfie, na pędzącym
rydwanie, wynurzenie z grobowca, wejście z procesją z płonącymi pochodniami,
przez wrota, wbieganie z krzykiem. Na koncertach rockowych zespoły wyłaniają
się z dymów (Vader), z ruin zburzonej
budowli (AC/DC), z paszczy smoka (Kiss), frontmani wkraczają z
rozwierających się wrót (King Diamond),
wjeżdżają na motorach (W.A.S.P., Manowar, Judas Priest),
a nawet na wielbłądzie (Alice Cooper); w finale
natomiast następują zburzenia, eksplozje, podpalenia, unicestwienia, pochody
lub wtargnięcia gigantycznych monstrów czy też innych tajemniczych postaci.
Nagie kobiety to równie popularne urozmaicenie widowiska9. Podobnie jak żywe
zwierzęta, które niekiedy zmuszano do „uczestnictwa” w spektaklach. W teatrze
greckim były to zwykle prosięta10, w rockowym także ptactwo (gołębie pokoju
wypuszczane niegdyś w powietrze przez hipisowskich muzyków, kury zabijane na
estradzie przez członków formacji Deicide
i Marylina Mansona czy choćby słynny
nietoperz, któremu wokalista Black Sabbath
rzekomo przez przypadek odgryzł głowę). „Zaszczytu” goszczenia na rockowej
estradzie dostąpił też ulubiony pies gitarzysty legendarnej polskiej grupy TSA,
jak również ulubione przez Alice`a Coopera węże i pająki.
Widownia
     Widownia, czyli odbiorcy przedstawienia, publiczność, bez której teatr
nie ma racji bytu, w rockowym światku określana słowami „publika”, „rasa”,
„zwierz”, to zagadnienie równie obszerne, jak poprzednie, a i nie mniej
ciekawe. Jak się okazuje, pewne skonwencjonalizowane sposoby wyrażania przez
publiczność swych odczuć są bardzo trwałe historycznie, wiele z nich pozostało
identycznych do czasów dzisiejszych.
     Oto jak zachowywała się
publiczność podczas spektakli w hellenistycznej Grecji. Zgromadzeni na widowni
wykazywali się dużą aktywnością, chętnie wyrażali swe uczucia, byli bezpośredni
i żywo reagowali na wydarzenia rozgrywające się „po drugiej stronie”. Na
porządku dziennym odpowiedzią na podobającą się grę aktorską były następujące
działania: okrzyki, oklaski, wołanie „authis,
authis” czyli „jeszcze, jeszcze” (Winniczuk 1983: 545); głośne wybuchy
śmiechu i radosne komentarze. Z równie dużą zapalczywością wyrażano swą
zbiorową dezaprobatę, która mogła być wyrazem nie tylko niezadowolenia z całego
występu, ale też wynikać z nieodpowiedniego stroju aktora, jego nienajlepszej
dykcji, sposobu gry, czy nawet chybionego doboru osoby do danej postaci.
Wówczas występujący narażeni byli na dzikie wrzaski, kąśliwe uwagi i
szyderstwa, gwizdy, syczenie, cmokanie, a także tupanie, obrzucanie kamykami,
orzeszkami, owocami i warzywami (których to podjadanie podczas przedstawienia
leżało w zwyczaju oglądających). Niejednokrotnie zmuszano tym do ingerencji
dzisiejszych ochroniarzy, czyli ówczesnych „noszących laskę” stojących na straży
porządku w trakcie uroczystości. Zażarte sprzeciwy niekiedy przeradzały się w
zamieszki i wyjątkowo okrutne czynności kończące się przerwaniem występu,
wygnaniem aktorów z podestu, a nawet usunięciem z teatru autora dramatu. Tak
działała rozjuszona publiczność, która innym razem chętnie dawała wciągać się
do aktywnego uczestnictwa, brać udział w konkursach, odpowiadać na bezpośrednie
zwroty skierowane doń ze sceny i angażować swą całą uwagę w wygłupy i
błazenady, które serwowano im na rozgrzewkę.
     Zastanówmy się czy audytorium widowiska rockowego podziela cechy swych
antycznych poprzedników. Opisane zachowania od razu na myśl przywodzą
bliźniacze czynności młodzieży, które mają miejsce w sytuacji koncertu. I tu
spotyka się skrajne postawy – od pełnej uwielbienia aprobaty, przez chłodne
przyjęcie objawiające się blokadą ekspresji i niepokojącą ciszą na widowni, po
agresywna krytykę. Tumult, wrzask, gwizd oznacza na rockowym spotkaniu
właściwie i zachwyt i dezaprobatę, intencja tłumu nie jest jednak trudna do
odczytania. Nieustających braw, skandowania nazwy zespołu, domagania się bisów
nie sposób pomylić z tupaniem, zagłuszaniem, mnóstwem obelg i agresją
polegającą na obrzucaniu muzyków odpadkami, czy niezwykle popularnym
chóralnym i rytmicznym wykrzykiwaniem
niecenzuralnych słów, które bynajmniej nie są zachętą do kontynuowania występu.
     Jak wynika z powyższych przykładów, historyczne widowiska teatralne i
współczesne koncerty mają wiele punktów stycznych w obrębie zjawisk i zdarzeń
scenicznych, gry aktorskiej i zachowań publiczności. Wykażmy jednak także ich
głębokie podobieństwo również na poziomie ponadartystycznym, na poziomie
zjawisk społeczno-kulturowych. Spektakle, o których mowa są bowiem wydarzeniami
charakterystycznymi i reprezentatywnymi dla swych epok. Mają także identyczne
cechy podstawowe.
     Pierwszą z nich będzie z całą pewnością „cielesność” nie tyle samego
wykonania, co odbioru przekazu, niezwykła fizyczność doświadczeń. Znawczyni
starożytnej Grecji, Ruth Padel, stwierdza w odniesieniu do ówczesnego teatru,
iż Grecy „myśleli i czuli organami wewnętrznymi”11, co przekładało się na
specyficzny odbiór komunikatów artystycznych i intensyfikację emocji.
Analogiczne konstatacje na temat doznań związanych z percepcją rocka formułują
rodzimi badacze. Otóż Andrzej Dorobek nazywa to „bebechową” spontanicznością
aktu wykonawczego i twierdzi, że rock wydobywa się z „głębin biologicznej
istoty wykonawcy i do tychże głębin sięga u odbiorcy” (Dorobek 2000: 110); że
jest to muzyka kreowana i odbierana na poziomie bebechów. Podobny sąd na temat
jednej z ekstremalnych odmian rocka wysnuwa Mirosław Pęczak, który pisze, iż
muzyka ta ma „opanowywać mózg i trzewia słuchacza” (Pęczak 1997: 70-71).
Wojciech Siwak zdaje się potwierdzać powyższe tezy konstatacją, iż odbiór
przekazu rockowego na koncercie ma charakter cielesny (Siwak 1993: 54).
     Obustronna ekspresja zintensyfikowanych wrażeń, wspólnota przeżyć
budowana na sprzężeniu zwrotnym, potęgują zbiorowe reakcje i histeryczne
zachowania na widowni oraz identyfikację z rolą wykonawców. Sprzyja to
niekontrolowanym, spontanicznym wybuchom emocji, które mogą być kierowane na
siebie, bądź na zewnątrz albo wywoływać trans czy powodować skrajne stany
emocjonalne. Na koncertach rockowych zdarzają się owszem sytuacje
niepohamowanego wyrażania uczuć, ekspresyjno-emocjonalnej ekstazy, gdy
instynkty wyzwalają się, a maksymalne pobudzenie osiąga wymiar czysto fizyczny.
Stąd przypadki samookaleczania się muzyków, wykonywania karkołomnych ewolucji
(np. stage-diving, czyli skakanie w
publiczność z wysokiej sceny), agresywnych i destrukcyjnych działań (np.
demolowanie sprzętu), niekiedy też skierowanych do widzów12 (np. plucie na fanów
na koncertach punkowych).
     Trzeba dodać, iż długie przebywanie w stanie przeciążenia bodźcami
(oddziałującymi nota bene na niemal
wszystkie zmysły odbiorców) oraz dominujący i nieustający rytm który i w
rocku i w dramacie antycznym stanowi
dominujący element i podstawę muzyki, prowadzi strony do wzajemnych
emocjonalnych wyładowań, które są jak najbardziej pożądane, a nawet niezbędne
do pełnego i całkowitego doświadczenia koncertu czy spektaklu. To
„oczyszczające” przeżycie, nie dające się odtworzyć uwspólnienie emocji, to
właśnie rockowe „bycie razem” i antyczne katharsis.
Drugim zasadniczym podobieństwem opisywanych tu wydarzeń jest ich ludyczny, odświętny
charakter i związany z tym walor
masowości. W starogreckich uroczystościach teatralnych brała udział duża część
społeczności, która integrowała się poprzez owo współuczestnictwo w kulcie
dionizyjskim. Doświadczenie wspólnotowe pogłębiały takie elementy, jak
partycypacja w odświętnych procesjach, libacjach i biesiadach, gdzie uczestnicy
pochodów mieli określone stroje, charakterystyczny taniec i zachowania (np.
symboliczne smarowanie twarzy wytłoczynami i osadem gron winnych). To z kolei
nasuwa skojarzenia z identyfikacją subkulturową, która dokonuje się na poziomie
wyglądu, zachowań i symboliki, a uwidacznia się szczególnie na tle zbiorowości
na koncercie. Samo widowisko nie jest też wolne od znamion muzycznego święta
dla fanów rocka i członków poszczególnych podkultur młodzieżowych (szczególnie
zaś przez dostrzegalne tendencje do nadawania kultowego charakteru np. idolom,
muzyce, koncertom, jako przeżyciom wspólnotowym danej subkultury). Ta doraźna
wspólnota ta polega też na poczuciu pewnego wtajemniczenia13 oraz wyraźnej
opozycji uczestników integrującego doświadczenia do tych, którzy pozostają „na
zewnątrz”. Podczas greckich spektakli wyśmiewano i krytykowano bogatych i
wpływowych, rockowa młodzież z kolei odcina się od konformistycznego świata
dorosłych.
     Antyczny spektakl jest wizytówką ówczesnej kultury greckiej, tak jak
rockowy koncert jest zjawiskiem reprezentatywnym dla dzisiejszych subkultur.
Wydarzenia te odciskają niezatarte piętno na wizerunku kultury antycznej i
pejzażu aktualnego krajobrazu subkluturowego, w których występują i mają
znaczny wpływ na ich ostateczny kształt.
     A więc, czy dzisiejsze koncerty muzyki rockowej są choć częściowo podobne
do starogreckiego teatru, czy te dwie matryce pokrywają się chociaż w paru
punktach? Czyż nie są odpowiedzią na te same potrzeby katarktyczne, religijne,
estetyczne, samoekspresji, przynależności, czyż nie pełnią podobnych funkcji
integracyjnych, tożsamościowych, rytualnych i mistycznych? Czy pradawny Grek
oddający kult Dionizosowi nie jest w pewnym sensie praprzodkiem dzisiejszego
rockowca wpatrzonego w swego scenicznego idola, a jego upojeni współbiesiadnicy
czy nie mogli by być poprzednikami młodych, długowłosych, kolegów tamtego,
eksperymentujących z alkoholem, narkotykami i hałaśliwą, ciężką muzyką? Może w
końcu, współczesny wielki festiwal rockowy to odpowiednik widowiska antycznego,
gdzie skwierczące, dymiące i roztaczające zapachy ołtarze ofiarne zza sceny
zastąpione są przez obecne wokół przestrzeni koncertu stoiska z wonnymi
grillami; gdzie bakchiczny trans zamienia się w popisowe wymachiwanie włosami?
A może, humorystyczna pointa, iż prastary, półnagi Dionizos to ówczesny
zniszczony Mister Rock`n`roll w
długich włosach i wytartych dżinsach, nie jest do końca żartem? I nawet, jeśli
odpowiedź na te pytania jest przecząca, to i tak warto było je postawić.

Bibliografia:
Dorobek A. (2001) Rock - problemy, sylwetki, konteksty. Bydgoszcz.
Kocur M. (2001) Teatr antyczny Grecji. Wrocław.
Pęczak M. (1997) Ciemny przepływ energii. Polityka 15, 70-71.
Siwak W. (1993) Estetyka rocka. Warszawa.
Winniczuk L. (1983) Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu. Warszawa.
1 W pracy tej będzie rozpatrywany jedynie starożytny
teatr grecki (z pominięciem rzymskiego). Nie będzie również brane pod uwagę
rozgraniczenie na komedię i tragedię (tak wówczas doniosłe), te gatunki
dramatyczne potraktowane zostaną jako równorzędne formy teatru.
2 Umasowienie teatru na największą skalę nastąpiło w
Grecji hellenistycznej, gdy przedstawienia utraciły swój pierwotny wymiar
religijny i związek z kultowymi uroczystościami, a stały się rozrywką dostępną
szerokim masom. Koncerty rockowe, przez swą dostępność i komercjalizację,
również są jedną z najpopularniejszych form rozrywek młodzieży (jak też ważnym
źródłem wartości estetycznych z jakimi ma okazję obcować nastolatek).
3 Co sugeruje Lidia Winniczuk (Winniczuk 1983: 529).
4 Wielkie obiekty koncertowe są dodatkowo wyposażone
w sektory siedzące wznoszące się ponad estradą, co umożliwia oglądanie zdarzeń
zachodzących na niej samej, jak i na widowni, czyli w przestrzeni przed nią.
Takie rozwiązanie architektoniczne pozwala więc na udział
w koncercie i oglądanie go z pozycji uczestnika (z płyty) oraz obserwatora (z
sektora siedzącego).
5 Jak również wykonywać bardzo popularny na
koncertach tej muzyki tzw. stage-diving,
to jest skoki ze sceny w publiczność.
6 W świecie rocka niedopuszczalne są sytuacje
definiowane jako nieautentyczne, czyli np. wykonywanie repertuaru tworzonego
przez kompozytorów spoza zespołu czy granie koncertów z playbacku. Te praktyki, powszechnie stosowane w muzyce pop, są
potępiane przez rockowców i często wręcz dyskwalifikują owych rywali na
„prawdziwej scenie muzycznej”.
7 Na koncertach rockowych gesty pełnią prócz
ekspresyjnych także inne ważne funkcje – są symbolami, hasłami (np. znak
pokoju, szatana). Tutaj też doniosłą rolę pełni mimika (którą w antyku
zastępowała maska).
8 O ile muzycy rockowi zazwyczaj inicjują i
finalizują te okropieństwa na estradzie, przed zgromadzonymi, to greccy aktorzy
publiczności demonstrowali jedynie efekt mordu czy samookaleczenia, sam akt
odbywał się natomiast za budowlą skene,
czyli jeszcze w przestrzeni świątyni Dionizosa, ale już nie na oczach ludu.
Wszelkie krwawe czynności dokonywały się bowiem w sferze zdarzeń ostatecznych,
misteryjnych, dostępnej tylko dla aktora-„kapłana” dionizyjskiego teatru.
9 Chodzi tu jedynie o kobiety pełniące funkcje
niemych „statystek”, bo tylko te miały prawo występowania na greckiej scenie, a
i często spotykane są na koncertach rockowych, jako uczestniczki obrzędów,
orgii czy tancerki (dla nadania seksualnej, czasem pornograficznej wymowy
spektaklu). Kobiety-rockmanki, które
są znikomą mniejszością w męskim światku „mocnego grania” stanowią odrębne
zagadnienie, które nie będzie tu poruszane.
10 Te obecnie „uatrakcyjniają” krwawą scenografię
death- czy blackmetalowych koncertów już tylko w formie rozpłatanych tusz i
zakrwawionych łbów (których dalsza destrukcja siekierą czy piłą elektryczną bywa
finalnym punktem satanistycznego performance`u, np. grupy Mayhem).
11 Podaję za: (Kocur 2001:57).
12 Jednakże agresja muzyków na koncertach rockowych
zwykle nie jest zamierzoną przemocą, ale środkiem artystycznej ekspresji
(skądinąd ogólnie nie jest postrzegana jako coś złego, wręcz przeciwnie, znów
dowodzi owej autentyczności) i rzadko kiedy jest skierowana na publiczność;
zwykle jej celem nie jest wyrządzenie krzywdy, ale wyładowanie silnych emocji i
demonstracja tożsamości muzycznej czy subkulturowej.
13 Znajomość treści dramatu czy repertuaru muzycznego
zdecydowanie sprzyja głębszym doznaniom i poczuciu „swojskości” oraz
bezpośredniego związku z całą sytuacją.
|