|
|
Między translacją a niewspółmiernością
zuzanna morawiecka
      Teoretycy
w różny sposób definiują przekład, jednak większość zgadza się co do tego, że
nie jest to po prostu operacja polegająca na transkodowaniu tekstu z języka
oryginału na język odbiorców przekładu1.
Pojęcie języka należy tu ograniczyć do zjawiska języków naturalnych2,
w innych bowiem przypadkach mechaniczna zmiana kodu językowego rzeczywiście nie
musi pociągać za sobą zmiany znaczenia przekazu. Przykład z dziedziny
matematyki pokazuje, że dana liczba nie zmienia swych własności bez względu na
to, czy wyrażona jest w systemie dziesiętnym, czy zerojedynkowym, a do takiego
"przekładu" niepotrzebne są żadne dodatkowe czynności służące
zachowaniu wartości wyrażonych w komunikacie wyjściowym. Języki naturalne
miewają niezgodne systemy gramatyczne, w warstwie leksykalnej raczej nie
występują absolutne ekwiwalenty3,
a tłumaczenie tekstów literackich dodatkowo utrudnia nieuniknione uwikłanie w
nie zawsze ujawnione explicité i nie zawsze całkowicie obecne w samym
tekście uwarunkowania i szeroko pojęte konteksty kulturowe4.
Sformułowana przez Olgierda Wojtasiewicza definicja uwzględnia powyższe
komplikacje związane z przekładem nie tylko literackim:
"Operacja tłumaczenia tekstu a sformułowanego w języku A na język B
polega na sformułowaniu tekstu b w języku B, który to tekst b
wywoływałby u jego odbiorców skojarzenia takie same lub bardzo zbliżone do
tych, które u odbiorców wywoływał tekst a."5
      Powstaje pytanie, czy wobec tego rodzaju
uwarunkowań, biorąc pod uwagę niewspółmierności językowe i kulturowe,
tłumaczenie odtwarzające taką recepcję odbiorców oryginału u odbiorców przekładu
jest w ogóle możliwe. Po pierwsze trudno zgodzić się z możliwością istnienia
dwóch identycznych reakcji na ten sam tekst6. Po drugie przy takim zdefiniowaniu wymagań
wobec tłumacza powstaje ryzyko nadmiernej ingerencji w formę i treść pierwotnego
komunikatu, a więc rozluźnienia związków między oryginalnym tekstem a produktem końcowym
przekładu. Istnieją opinie podważające możliwość przekładu jako takiego. Z zaprojektowanego
przez Willarda Van Ormana Quine'a modelu przekładu radykalnego, czyli sytuacji, w której obaj
uczestnicy komunikacji nie dysponują wspólnym medium językowym, nawet gdy jeden z nich jest
wykształconym lingwistą, wynika niemożność pełnego przekładu7, bowiem
"Nie może być żadnych wątpliwości, że konkurencyjne systemy hipotez analitycznych
mogą pasować w doskonały sposób do całości dyspozycji zachowań werbalnych, a
mimo to wskazywać na wzajemnie niezgodneprzekłady niezliczonych zdań, które nie poddają się
niezależnemu sprawdzaniu."8
Wtedy zachodzi możliwość "całkowitego błędu"9co do intencji i komunikatu
rozmówcy oraz percepcji całej rzeczywistości.
      Tezę tę krytykuje Donald Davidson uważając, że tego,
co jest całkowicie nieprzekładalne, nie można uznać za zachowanie językowe10
Opierając się na przykładzie odwrotnym – gdy obaj rozmówcy
posługują się tym samym językiem, wykazuje nieuniknione niewspółmierności
wynikające z zachodzącego w umysłach interlokutorów zjawiska "radykalnej
interpretacji"11 odbieranych
przekazów. Sytuację tłumaczenia rozciąga więc na struktury metajęzykowe i
podważa możliwość ich przekładu.12
      Aby złagodzić wymowę swych teorii, obaj myśliciele
podają sposoby przynajmniej częściowego pokonania barier nieprzekładalności;
Quine proponuje przyjęcie "zasady życzliwości"13 wobec nadawcy komunikatu,
natomiast Davidson pisze tak:
"przekład możliwy jest dzięki temu, że możemy a priori odrzucić ewentualność
totalnej pomyłki. Nie może być poprawna taka teoria przekładu, która skłania
człowieka do uznawania bardzo wielu fałszywych zdań: ogólnie musi być tak, że
dane zdanie jest prawdziwe, gdy ktoś uzna je za prawdziwe"14
      Mniej radykalne stanowiska filozoficzne dopuszczają
możliwość częściowej przekładalności języków, schematów pojęciowych i
światopoglądów15. Alasdair
MacIntyre twierdzi, że niemożliwa jest zarówno całkowita nieprzekładalność, jak
i całkowita przekładalność języków, bowiem:
"uznanie nieprzekładalności nie pociąga za
sobą uznania jakichś koniecznych granic dla rozumienia [obu języków]. I
odwrotnie, jeżeli rozumiemy całkowicie to, co jest wypowiadane w jakimś języku,
innym od naszego, nie pociąga to za sobą tego, że potrafimy przełożyć to, co
rozumiemy."16
W myśl tej teorii przekład w obrębie wzajemnie
niewspółmiernych struktur wiąże się zawsze z utratą bądź modyfikacją znaczenia
pierwotnego komunikatu, co jednak nie oznacza, że przekład nie jest w ogóle
możliwy.
Postulat dążenia do maksymalnej wierności przekładu
narzuca taką postawę tłumacza, który by sprostać tak trudnemu zadaniu, powinien
stać się "przezroczysty"; niezależnie od tego, czy przekłada żywe
słowo, czy pisany tekst, jego pośrednictwo powinno być na tyle dyskretne, by
zarówno nadawca, jak i odbiorca mieli szansę zapomnienia o jego istnieniu.
Każdy przejaw indywidualności tłumacza może świadczyć o mniejszej lub większej,
nie zawsze świadomej manipulacji komunikatem. Nawet jeśli nie następuje zmiana
znaczenia podstawowego przekazu, ujawnienie stosunku tłumacza do tekstu –
nieistotne czy o charakterze pozytywnym, czy pejoratywnym – jest nieuprawnioną
ingerencją, a więc zakłóceniem odbioru. Czyli osobisty stosunek tłumacza do
przekazywanego przezeń komunikatu nie powinien znajdować odzwierciedlenia w jego
pracy.17
      Przystępując
do pracy tłumacz bierze na siebie odpowiedzialność18
za myśl i słowo autora oryginalnego tekstu, a także za dalsze funkcjonowanie
tego przekazu w odmiennych warunkach. Wadliwość przekładu pociąga za sobą
zniekształcony odbiór, niezgodne z pierwotnym komunikatem wnioski, co w
zależności od rodzaju i wagi merytorycznej tekstu może powodować dalsze
nieprzewidziane przesunięcia i deformacje założeń autora.
      Aby tego uniknąć, paradoksalnie, niezbędny
jest udział interpretacji, która przez wielu19 teoretyków i
praktyków przekładu uznawana jest, obok zrozumienia i transpozycji oryginału na
język przekładu20, za jedno z podstawowych narzędzi
używanych symultanicznie21
w trakcie całego procesu przekładu. Krzysztof Hejwowski twierdzi, że
"tłumaczenie nie jest operacją na tekstach ani na językach, lecz na umysłach"
22.
Należy sprecyzować, że w tym ujęciu
"interpretacja jest w znacznie większym stopniu sprawą percepcji, niż kreacji"
23.
Każde inne rozumienie tego pojęcia zastosowane w
trakcie tłumaczenia może zaowocować błędami translatorskimi polegającymi na
zubożeniu bądź wzbogaceniu tekstu przekładu o elementy nieobecne w oryginale,
co skutkuje nieprzewidzianą w pierwotnym komunikacie transformacją treści lub
formy ostatecznego produktu procesu przekładu24.
      Analiza i interpretacja tłumaczonego tekstu pozwala
na przynajmniej częściowe pokonanie problemów wynikających z i
niewspółmierności i nieprzekładalności25,
której przyczyny mogą leżeć albo w
różnicach gramatyczno-leksykalnych obu języków, albo w rozbieżnościach
kontekstów kulturowych i odmienności środowiska naturalnego. W tych przypadkach
tłumacz zmuszony jest do ingerencji26 w tekst: albo dodając
komentarz w postaci przypisów27,
albo bezpośrednio dostosowując formę przekazu do warunków odbiorcy.
Część powyższych zagadnień spróbuję zilustrować
konkretnymi przykładami moich własnych tłumaczeń krótkich opowiadań
południowoafrykańskich pisarzy Jana Rabiego i Martina Versvelda pisanych w
afrikaans.
      Języki germańskie dążą w swej ewolucji do
uproszczeń28. Afrikaans jest najmłodszym w tej grupie, a więc posiada najbardziej zredukowaną
gramatykę. Ta prostota formy pozwala na bardzo szybką, oszczędną i precyzyjną
komunikację, daje możliwość omijania w łatwy i logiczny sposób zbędnych
konstrukcji retorycznych. Jednak to, co w afrikaans jest naturalne, dosłownie
przełożone na polski może zabrzmieć zbyt surowo; język literacki, w skrajnych
przypadkach, staje się niewyszukany, niejednokrotnie nie do końca zrozumiały.
Tłumaczenie trzeba więc "wzbogacić" leksykalnie i gramatycznie, by
zachować zgodny z odbiorem oryginalnego tekstu poziom stylistyczny. Skala
ingerencji w tekst jest w tym przypadku zależna jedynie od indywidualnego
wyczucia i preferencji językowych tłumacza.
      Jednym z przejawów niewspółmierności języków jest
przypadek konfliktu wynikającego z różnicy stopnia skomplikowania struktur
gramatycznych – w języku afrikaans nie istnieje podział osobowych rodzajów
gramatycznych na żeński i męski, podczas gdy w polskim podział ten wynika z
samej budowy rzeczownika. W opowiadaniu "Ropucha i księżyc"29
("Die padda en die maan") ropucha – die padda jest samcem szaleńczo
zakochanym w reprezentującym pierwiastek żeński księżycu – die maan. W języku
polskim stosowanie końcówek gramatycznych odpowiednich dla rodzaju męskiego
wobec rzeczownika rodzaju żeńskiego i odwrotnie - brzmi sztucznie, jednak
zarówno utworzenie alternatywnych tworów leksykalnych spełniających wymogi
polskiej gramatyki, jak i zamiana ról – żeńska ropucha próbuje zdobyć wzajemną
miłość męskiego księżyca – byłoby zbyt głęboką ingerencją w sferę merytoryczną
opowiadania. Można było zamienić ropuchę na ropucha, a księżyc na lunę, jednak
u polskiego czytelnika mogłoby to przywołać konotacje niezgodne z treścią
opowiadania. Dlatego zdecydowałam się rozwiązać tę niezgodność norm językowych
za pomocą komentarza w przypisach. Przez ten brak korekty gramatycznej w
tekście podstawowym powstała dodatkowa, nieprzewidziana przez autora, warstwa
obecnej w opowiadaniu wielopłaszczyznowej groteski. Tak więc na przykład
czytamy:
"Ropucha wykrzywił miłośnie swoje wielkie usta, lecz choć księżyc uśmiechała
się do niego promiennie, pozostała bez ruchu."30
      Czasem przekład pozbawia poszczególne wypowiedzenia
gładkości stylu. Ze względu na brak zgodnych struktur gramatycznych obu języków
tłumacz, nie chcąc zbyt drastycznie ingerować w tekst, zmuszony jest w
niektórych zdaniach zaburzyć pierwotny rytm słów i pozbawić je poetyckiego
wdzięku. Na przykład, w tym samym opowiadaniu, zdanie w afrikaans:
"Maar
nie eens die heel lelikste padda kan uitsluitlik op die bodem van duisternis
lewe nie"31
brzmi lekko, rytmicznie i poetycko, podczas gdy tłumaczenie:
"Lecz nawet najbrzydsza ropucha nie potrafi
żyć przez cały czas na dnie ciemności"
w porównaniu z oryginałem jest niezgrabne,
"chropawe" i wręcz banalne. Jeśli nie da się takiego efektu uniknąć,
by nie pozbawić całego tekstu polotu, można dla równowagi, jeśli możliwe jest
uniknięcie przy tym przekłamania, wzbogacić metaforykę w innym miejscu. Zdanie:
"... die padda heeltemal uitgeput moes
uitkruip op die oewer waar die modder koel en sag teen sy wreed-skoppende bors
was."
nie odbiega poziomem literackim od stylistyki całego tekstu. Znowu syntagmatyczne32
tłumaczenie ujęłoby mu trochę urody; brzmiałoby to tak:
"... ropucha zupełnie wyczerpany musiał
wypełznąć na brzeg, gdzie dla jego wściekle łomoczącej piersi błoto było
chłodne i miękkie."
W tym wypadku drobna kosmetyka stylistyczna nie
wypacza myśli autora, a pozwala wyrównać wymuszone przekładem spłycenia innych
fragmentów. Ostatecznie moje tłumaczenie tego zdania jest takie:
"... ropucha krańcowo wyczerpany musiał wypełznąć na brzeg, by w chłodnym i
miękkim błocie ostudzić swą szalejącą pierś."
Taka operacja wymaga zdania się na intuicję i wyczucie stylistyczne,
wiąże się z dużym ryzykiem manipulacji tekstem – a więc i odbiorcą, ale
wykonana umiejętnie sprawić może, że przekład dotyczy nie tylko treści
komunikatu, lecz także i jego formy.
      Tłumaczenie może
zdeformować nie tylko metaforykę tekstu. Zdarzają się fragmenty zupełnie
prozaiczne, w których na potrzeby przekładu, ze względów czysto gramatycznych,
trzeba jakiś element dodać lub usunąć. W opowiadaniu "Miejsce dla
jednego"33 ("Plek
vir een") pojawia się sformułowanie "spierwit-bemoude pols",
które przetłumaczyłam jako "nadgarstek otoczony śnieżnobiałym
mankietem", chociaż dosłownie należałoby utworzyć neologizm w rodzaju:
"śnieżnobiałoumankiecony nadgarstek", lub "nadgarstek
umankiecony śnieżną bielą" – nie jest jasne, czy słowo "spierwit"
występuje w funkcji rzeczownikowej, czy przymiotnikowej. Jakkolwiek by nie
wybrać, brzmiałoby to po polsku dziwnie, a nie taki był zamysł autora. Zdarza
się również odwrotnie: że aby nie znużyć odbiorcy żmudnym tłumaczeniem, zdanie
można przełożyć szybciej, krócej i prościej:
"... hou sy eie gelaatstrekke versigtig styf en leeg van uitdrukking"
34
znaczy dosłownie:
"... ostrożnie usztywnia i pozbawia wyrazu swoje własne rysy twarzy"
co jednak, w kontekście całego opowiadania, można przełożyć po prostu:
"... stara się swoją mimiką nie wyrażać nic"
      W tym samym tekście pojawia się jeszcze inny przykład,
w którym ingerencję tłumacza na płaszczyźnie językowej uważam za uprawnioną,
mimo iż w języku docelowym istnieje adekwatne słowo. Rozdrażniony konduktor,
chcąc usunąć nadprogramowych pasażerów z pękającego w szwach autobusu, krzyczy
"Af!"35, co znaczy po prostu "precz". Czysto semantycznie takie
tłumaczenie byłoby dopuszczalne, jednak przestrzeń kontekstowa tych słów
nie do końca się zgadza. "Precz" należy już do języka raczej
bardziej wyszukanego i w akcji opowiadania zabrzmiałoby wręcz
"operetkowo", podczas gdy "af" jest kolokwialne.
"Af" można powiedzieć do psa. Dlatego zdecydowałam się w tłumaczeniu
użyć słowa "won".
      Innej natury są problemy translatorskie związane z
płaszczyzną pozajęzykową – wynikające z niewspólmierności sfer środowiska
naturalnego. Natrafiając w tekście na odwołania do zjawisk zupełnie zwyczajnych
dla odbiorców funkcjonujących w środowisku autora, a dla odbiorców przekładu
całkowicie obcych, tłumacz staje przed dylematem: w jaki sposób pogodzić
przybliżenie swojemu odbiorcy świata przedstawionego w tekście z zasadą
nieingerencji i wierności przekładu. W opowiadaniu Martina Versfelda
"Dynia"36 ("Die
pampoen"), bohater spożywa galjoena37.
Jest to pospolita ryba z gatunku Coracinus capensis, która jednak na polskich
stołach raczej się nie pojawia. Najprościej byłoby przetłumaczyć ją jako
"rybę", bez podania nazwy – wtedy uniknęłoby się nieplanowego
zadziwienia odbiorcy. Jednak byłoby to tłumaczenie niepełne. Również zamiana galjoena
na dobrze znaną u nas flądrę byłoby nadużyciem – wszakże w tekście podano
konkretną nazwę. Dlatego, po zastosowaniu techniki "egzotyzacji"38,
w przekładzie pozostał galjun w polskiej pisowni, z wyjaśniającym przypisem.
      Czasem jednak tłumacz, celem uniknięcia błędu
wprowadzenia nadmiernej ilości paratekstu39 (różnego rodzaju objaśnień),
co powodować może niepotrzebne zamieszanie i zagęszczenie dodatkowych informacji,
decyduje się na technikę "udomowienia"40, czyli "oswojenia" obcych nazw.
W tym samym tekście "swarthoutbos"41, czyli las z niewystępujących w naszym klimacie
drzew "swarthoutboom", stał się po prostu "czarnym lasem"42
      Podobnej natury kłopoty sprawiają niezgodności
kontekstów kulturowych43. Jeżeli dostosowanie nie wymaga drastycznej zmiany, w przypadku przekładów
literackich, łatwiejsze w odbiorze są tłumaczenia nie naszpikowane zbyt wielką
ilością przypisów. Zwrot (czysto językowy w tym wypadku) "dominee"44,
czyli "pastorze" można chyba z czystym sumieniem zastąpić naszym
skolokwializowanym "proszę księdza".
      Napotykając odwołania do szerokich zjawisk
zupełnie nieznanych, znanych tylko częściowo lub błędnie, a bez zrozumienia
których tekst traci komunikatywność, jedynym rozwiązaniem jest załączenie
wyjaśnienia w formie przypisu. Jednak zdarza się, że zjawisko takie zostało
umieszczone w tekście w ten sposób, że odbiorca ma szansę samodzielnego
odgadnięcia jego natury. Jan Rabie w opowiadaniu "Susza"45
("Droogte") przywołuje Ngoma – tradycyjny taniec żniwny, a
także taniec czarownika ludów Bantu w sposób nie wymagający objaśnienia w
tekście:
"Sto lat temu jego przodkowie zbierali ciemne
żniwa swoimi włóczniami i żądza czarnego słońca wypełniała ich kończyny,
schwytane w tańcu Ngoma."46
      Natomiast użycie przez autora zapożyczeń
z języków obcych nie zawsze daje tłumaczowi możliwość pozostawienia ich bez
komentarza. W tym samym opowiadaniu, opisując relacje między czarnym robotnikiem,
a białym pracodawcą, Rabie używa pochodzącego z języka bantu słowa "Inkoos"
47 oznaczającego "pana", "szefa".
Obecność tego zapożyczenia, zrozumiałego dla odbiorców posługujących się językiem afrikaans,
ma znaczenie merytoryczne dla całego opowiadania, dlatego przekład w tym przypadku musiał
się ograniczyć do przypisu.
      Nieraz jednak
zapożyczenie nie wymaga komentarza – jest zrozumiałe dla użytkowników obu
języków, za to autor zachowując brzmienie obcego słowa dostosował jego pisownię
do własnej ortografii – wtedy tłumacz zmuszony jest zrobić to samo. Przykładem
może być tutaj zabieg zastosowany w przywołanym wyżej opowiadaniu Martina
Versfelda "Dynia"48. Angielskie słowo "nevermind" zostało
zacytowane fonetycznie jako "newwermaaind"49, więc konsekwentnie
w polskim tłumaczeniu, w wyniku transliteracji, powstało "newermajnd".
Każdy tekst niesie ze sobą inne, specyficzne trudności. Przekład nigdy
nie jest dosłowny – poprzez nieuniknione konflikty niewspółmiernych struktur
komunikacyjnych, nawet zakładając doskonałą biegłość tłumacza w odczytywaniu
czynników językowych i kulturowych obu wspólnot, zawsze dochodzi do zmian
formalnych pierwotnego komunikatu. Najważniejszym, w tej sytuacji, zadaniem
tłumacza byłoby możliwe zminimalizowanie tych transformacji oraz dbałość o
zachowanie niezmienionej treści.
      Przywołane na wstępie tezy filozoficzne
odwołują się do dwóch skrajnych przykładów: Quine'owski model przekładu
radykalnego zupełnie pozbawia tłumacza znajomości języka przekładu,
natomiast Davidsonowska wizja udziela mu jej całkowicie. W praktyce
translatorskiej raczej nie spotyka się żadnej z tych sytuacji – idealny tłumacz
powinien równie sprawnie posługiwać się językiem przekładu jak i oryginału,
jednak zazwyczaj znajomość języka docelowego jest większa. Poza tym operacja
tłumaczenia najczęściej obejmuje dwa języki, a nie jeden. Mimo to, w połączeniu
z elementami teorii przekładu, przytoczone teorie filozoficzne w sposób zadowalający
pozwalają wyjaśnić naturę i usystematyzować zjawiska determinujące procesy przekładu.
Jak twierdzi Wojciech Kalaga,
"o praktyce można mówić jako o źródle lub
skutku teorii"50.
Oba podejścia badawcze, aprioryczne i aposterioryczne, spośród których jedno ma swe
źródło w teorii, a drugie wyrasta z praktyki, rozpoznają te same problemy i
wzajemnie uzupełniają się w dążeniu do ich rozwiązania.
Źródła
1.Chmielewski Adam, Niewspółmierność, nieprzekładalność, konflikt. Relatywizm we
współczesnej filozofii analitycznej, Wrocław 1997.
2.Hejwowski Krzysztof, Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu, Warszawa 2004.
3.Kalaga Wojciech, Efekt teorii: przekład – interpretacja – etyka, w: przekład
artystyczny a współczesne teorie translatologiczne, Katowice 1998.
4.Koch Jerzy, Die tuiskoms, Suid-Afrikaanse verhale vir Poolse Studente verwerk deur Jerzy Koch.
5.Maria Krysztofiak, Przekład literacki we współczesnej translatoryce, Poznań 1996.
6.Rabie Jan, Versamelverhale, Kaapstad – Pretoria – Johannesburg, 1980.
7.Wojtasiewicz Olgierd, Wstęp do teorii tłumaczenia, Warszawa 1996.
1
por. Krzysztof Hejwowski, Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu,
Warszawa 2004, pp.17; 29
2
Olgierd Wojtasiewicz, Wstęp do teorii tłumaczenia,Warszawa 1996, p.14:
"Języki naturalne wytworzyły się samorzutnie i ewolucyjnie, służą do
obsługiwania ogólnych potrzeb porozumiewania się w obrębie grup etnicznych
(narody, narodowości) i przynajmniej w początkowych okresach swego rozwoju
wykazują ścisły związek z mową (chodzi tu o te języki graficzne, które z
biegiem czasu z różnych przyczyn odrywały się od języków fonetycznych, jak
chiński styl tzw. literacki, czyli wen-jen, łacina średniowieczna itp.)".
3
Adam Chmielewski w myśl filozofii relatywistycznej podkreśla "zależność
znaczeń słów od języka, w którym one występują, i niemożność – całkowitą lub
częściową – oddawania znaczeń terminów jednego języka za pomocą innych
języków", Adam Chmielewski, Niewspółmierność, nieprzekładalność,
konflikt. Relatywizm we współczesnej filozofii analitycznej, Wrocław 1997, p.50.
4
Maria Krysztofiak precyzuje to zagadnienie w następujący sposób:
"Potencjał znaczeniowy tekstu literackiego zainstalowany na różnych
poziomach dzieła literackiego, a także w dużej mierze w kontekście poza
dziełem, powinien przez tłumacza zostać określony przed podjęciem procesu
tłumaczenia. Sprecyzowanie sensu następuje w trakcie analiz związków dzieła z
otoczeniem, sytuacją, epoką itp.", Maria Krysztofiak, Przekład
literacki we współczesnej translatoryce, Poznań 1996, p.44.
5
Olgierd Wojtasiewicz, op.cit., p.22.
6
Sam Wojtasiewicz przyznaje, że "nawet jeden i ten sam tekst (w jednym i
tym samym języku) wywołuje różne reakcje u różnych osób", a nawet "u
tej samej osoby wywołuje różne reakcje w różnych momentach", więc
"każdy zespół skojarzeń powstających u odbiorcy pod wpływem danego tekstu
jest zjawiskiem niepowtarzalnym"., op.cit., p.17.
7
"Zdania przekładalne wprost, to znaczy przekładalne przy użyciu
niezależnych danych z sytuacji bodźcowych, są bardzo rzadkie i z konieczności
muszą implikować bardzo poważne niedookreślenie hipotez, na których opiera się
przekład wszystkich innych zdań.", W. Van Orman Quine, Word and Object,
The MIT Press, Cambridge, Massachussets 1960, p.72, za: Adam Chmielewski, op.cit.,
p.213.
8
ibidem.
9
por. Adam Chmielewski, op.cit., p.237.
10
por. ibidem.
11
"Ci, którzy mówią
tym samym językiem, mogą posługiwać się nim opierając się na założeniach, że w
ich przypadku te same wyrażenia winny być interpretowane w ten sam sposób, ale założenie
to nie wskazuje, czym należałoby je uzasadnić. Wszelkie rozumienie mowy innych
ludzi pociąga za sobą radykalną interpretację.", D. Davidson, Radical
Interpretation, [w:] Inquiries to into Truth and Interpretation, Clarendon
Press, Oxford 1984, p. 125, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.216.
12
Komentując teorię istnienia odmiennych, nieprzekładalnych schematów
pojęciowych, Davidson pisze: "Pytanie, czy jest to kryterium użyteczne,
jest pytaniem o to, czy potrafimy zrozumieć pojęcie prawdy odniesione do
języka, niezależnie od pojęcia przekładalności. Według mnie odpowiedź brzmi, że
nie jesteśmy go w stanie zrozumieć niezależnie od pojęcia przekładalności.",
Donald Davidson, op.cit., p.194, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.237.
13
Chmielewski tłumaczy to
tak: Zasada życzliwości nie jest czymś, co możemy sobie wybrać lub nie, jest
bowiem ona na nas wymuszana przez okoliczności i potrzeby naszej komunikacji;
jeśli bowiem chcemy rozumieć innych, musimy uznawać, że generalnie mówią
prawdę, kiedy mówią to, co mówią.", op.cit., pp.235-236.
14
Donald Davidson, op.cit., pp. 168-169, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.239.
15
Thomas Nagel nie odmawia miana "prawdziwości" odmiennym, nawet
potencjalnie niezrozumiałym schematom pojęciowym, językom i koncepcjom świata,
które nie dają się wyrazić w ramach innych struktur językowych. Por. Adam
Chmielewski, op.cit., pp.249-250.
16
Alasdair MacIntyre, Relativism, Power and Philosophy, p.393, za: Adam
Chmielewski, op.cit., p.287.
17
Przeciwnicy postulowanej tu postawy dystansu wobec tłumaczonego tekstu, tak jak
Krzysztof Krzeczkowski, "uważają, że pełna identyfikacja tłumacza z
przekładanym dziełem świadczy o właściwym poczuciu odpowiedzialności i stwarza
możliwość w pełni satysfakcjonującego przekładu", Maria Krysztofiak,
op.cit., p.48.
18
Wojciech Kalaga, traktując interpretację "jako działalność warunkującą
przekład" rozpatruje pracę tłumacza w kategoriach etycznych. Zob. Wojciech
Kalaga, Efekt teorii: przekład – interpretacja – etyka, w: przekład
artystyczny a współczesne teorie translatologiczne, Katowice 1998, pp. 25,26.
19
między innymi Stanisław Barańczak, Gideon Toury, Jiři Levý, Friedmar Apel,
Hans-Georg Gadamer, Maria Krysztofiak, Wojciech Kalaga, Ernst-August Gutt,
Krzysztof Hejwowski.
20
Jiři Levý traktuje te procesy jako trzy równorzędne fazy pracy tłumacza. Por.
Maria Krysztofiak, op.cit., p. 44
21
por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.55.
22
ibidem, p.48, uzasadnia to między innymi tym, że "tłumacz stara się
zrekonstruować możliwie jak największą część bazy kognitywnej nadawcy
tekstu", ibidem, p.55.
23
Wojciech Kalaga, op.cit., p.29. Jak rówież: "Rozumienie i interpretację
należy tu rozumieć <...> jako dwa aspekty jednego procesu
poznawczego.<...> Interpretacja umożliwia rozumienie, ale sama też
korzysta z rozumienia.", ibidem, p.24. Pogląd ten podziela również
Krzysztof Hejwowski: "interpretacja nie oznacza własnej twórczości",
Krzysztof Hejwowski, op.cit., p. 145.
24
A przecież "rolą tłumacza nie jest zmienianie autorskiej wizji,
korygowanie autorskiej bazy tekstu. Wręcz przeciwnie – tłumacz ma się starać,
by wszystkie "tropy", wszystkie odesłania, odwołania i aluzje były
dostępne dla czytelników przekładu", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p. 44.
25
"Nieprzekładalność może dotyczyć pewnych wypadków szczególnych, może nawet
bardzo licznych, ale dających się interpretować jako wyjątki od ogólnej zasady
przekładalności z jednego języka na drugi", Olgierd Wojtasiewicz, op.cit.,
p.23. Pogląd ten podziela Krzysztof Hejwowski, przyznając nawet, że "o
nieprzekładalności można mówić właściwie tylko wtedy, kiedy na przekład nie ma
zapotrzebowania", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.16.
26
"Tłumacz niejednokrotnie musi <...> zadecydować o hierarchii
ważności – po to, by ustanowić dominantę, kiedy to zajść może potrzeba
poświęcenia w części formalnych lub semantycznych wartości utworu",
Wojciech Kalaga, op.cit., p.25.
27
Olgierd Wojtasiewicz uznaje przypis za "najprymitywniejszą" formę
objaśnienia, Wojtasiewicz, op.cit., p.61, z czym polemizuje Krzysztof
Hejwowski: "Tłumacze literatury pięknej (zwłaszcza współczesnej) uważają
na ogół przypisy za ostateczność, niejako za przyznanie się tłumacza do porażki
w danej sytuacji tłumaczeniowej. Pokutuje teoria, że przypisy przeszkadzają w
czytaniu, rozpraszają uwagę czytelnika, zamieniają powieść w podręcznik czy
encyklopedię. Kiedy przypomnę sobie, z jaką uwagą chłonąłem przypisy w
lekturach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości <...> - mam pewne
wątpliwości, czy powyższe obawy są uzasadnione.", Krzysztof Hejwowski,
op.cit., p.148.
28
Gocki, jako najstarszy spośród znanych języków germańskich uznawany jest za
najbardziej skomplikowany, podczas gdy każdy kolejny wydaje się być prostszym
od poprzedniego. Również obserwując rozwój poszczególnych języków z tej grupy
można zauważyć tendencje uproszczeniowe.
29
Jan Rabie,Versamelverhale, Kaapstad
– Pretoria – Johannesburg, 1980, pp.17-18.
30
"Die padda het sy groot mond liefderik verwring, maar hoewel die maan
stralend geglim het, het sy stil en roerloos gebly.", Jan Rabie, op.cit., p.17.
31
Jan Rabie, op.cit., p.18.
32
polegające na automatycznym zastępowaniu poszczególnych słów lub całych fraz
języka wyjściowego odpowiednio pierwszymi ekwiwalentami słownikowymi lub
stereotypowo kojarzonymi zwrotami i typowymi strukturami języka docelowego –
por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., pp.49,57.
33
Jan Rabie, op.cit., pp.41-42.
34
ibidem, p.42.
35
ibidem, p.41.
36
Martin Versfeld, Die pampoen, - Tyd en
dae, 1982, [w:] Jerzy Koch, Die tuiskoms, Suid-Afrikaanse verhale vir
Poolse Studente verwerk deur Jerzy Koch, pp.29-30.
37
ibidem, p.30.
38
por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., pp.46-47.
39
por. ibidem, p.148.
40
ibidem.
41
Martin Versfeld, op.ct., p.29,
swarthoutboom = Gymnosporia penduclaris.
42
swart = czarny, hout = drewno, bos = las.
43
"Tłumacze stosują bardzo różne metody przy rozwiązywaniu takich problemów,
a toretycy przekładu próbują owe metody klasyfikować, a także oceniać ich
przydatność w różnych sytuacjach.", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.74,
czyli w przypadku tłumaczeń niewspółmierności kulturowych teoria wyrasta z
praktyki.
44
ibidem, p.29.
45
Jan Rabie, op.cit., pp.33-35.
46
ibidem, p.33.
47
ibidem, p.35.
48
Martin Versfeld, op.cit., pp.29-30
49
ibidem, p.30
50
Wojciech Kalaga, op.cit., p.23
|