|
|
Szarańcza
zuzanna morawiecka
Co zostało po gazam, zjadła szarańcza,
a co pozostało po szarańczy, zjadł jelek,
a co pozostało po jelek, zjadł chasil.
Ocknijcie się, pijani, a płaczcie!
Narzekajcie wszyscy winopilcy,
bo młode wino zniknęło od ust waszych!
Nadciągnął bowiem naród przeciw ziemi mojej,
mocny i niezliczony,
zęby jego jak zęby lwie,
a zęby trzonowe ma jak lwica.
Pustkowiem uczynił winnicę moją,
a drzewo moje figowe obłupił;
obnażył je zupełnie i porzucił,
tak że gałęzie ich pobielały.
<...>
Spustoszone jest pole,
w żałobie jest ziemia,
bo spustoszone jest zboże;
zabrakło moszczu,
zwiędła oliwa.
Zawstydźcie się, rolnicy,
narzekajcie uprawiający winnice,
z powodu pszenicy i jęczmienia,
bo znikło żniwo polne.
Uschła winna latorośl
i zwiędło drzewo figowe,
drzewo granatowe i palma daktylowa, i jabłoń,
wszystkie drzewa polne uschły.
I zniknęła radość wśród synów ludzkich.
[Proroctwo Joela, 1,4-7 i 10-12]
      Hendrik Jacob Wikar, pisarz szpitalny na
Przylądku Dobrej Nadziei, w roku 1775 zdezerterował ze służby Zjednoczonej
Kompanii Wschodnioindyjskiej i stał się wielkim podróżnikiem. Jego obserwacje,
zapisane niepowtarzalnym, uwolnionym z bezwzględnych ram gramatycznych językiem,
fascynują swoją otwartością. Podejście Wikara do świata, w którym się nagle znalazł,
jest czyste i pozbawione jakichkolwiek uprzedzeń. Strumień obrazów przenikających się
wzajemnie, niekiedy nakładających się na siebie, jest jakby nanizany na wędrówkę,
która staje pretekstem do opowiedzenia mnóstwa niesamowitych historii. Nagromadzenie
dziwności jest tu tak duże, że po kilku stronach lektury największe nawet kuriozum zdaje
się być zupełnie zwyczajnym elementem codzienności. W opisach tych nie widać żadnej
hierarchii i żadnej selekcji. Wielki podróżnik w taki sam sposób spogląda na przemierzany
przez siebie krajobraz, napotkane zwierzęta i otaczających go ludzi. Nawet szarańczę opisuje
w sposób rzetelny i, na miarę swoich możliwości, obiektywny:
      "Szarańcza jest w górze, tak że czasem wygląda
jak chmura w powietrzu, ciągnie zawsze z wiatrem, a gdy wiatr się zmienia, to i ona tak leci.
3 razy zmienia kolor, najpierw będąc małą jest czarna, bo gdzie tego roku spada chmara
szarańczy, zostawia po sobie tyle jajeczek, że następnego roku w tym samym miejscu jest
tyle czarnej szarańczki tej samej wielkości, że można by powiedzieć, że pył lub piasek ziemi
zamienił się w szarańczę. Teraz będąc małymi i czarnymi nie latają, lecz skaczą po ziemi,
wszystkie trzymając jeden kurs; coś zadziwiającego zauważyłem u tych małych, bo kopaliśmy
by chwytać w rowie w wyschniętej rzece i one tam wskakiwały; te które już były dalej zawracały
i też wskakiwały do rowu, jak tylko spostrzegły że ich towarzysze nie idą za nimiN.B..
Półdorosłe są czerwone, w końcu będąc dorosłymi są płowe, tam gdzie spadają czasem pozostają
ledwie kikuty krzewów i trawa. Zaraz gdy spadają na rozległe łąki, Buszmeni podpalają trawę i
zbierają upieczoną szarańczę w stosy, przechowują w sakwach, odłamując głowę i skrzydełka,
zjadają ze smakiem. Gdy Buszmeni widzą nadchodzącą szarańczę, okazują klaskaniem w dłonie
i krzykiem wielką radość, bo oto nadchodzą ich żniwa.
      N.B. Widziałem je tak wiernie podążające za sobą, że
wskoczyły do wielkiej rzeki, tak że w końcu rzeka wyrzucała wzdłuż brzegów sterty ich trupów.
"
I tak to, co w umysłach projektowanych odbiorców tej zadziwiającej historii powinno budzić skojarzenia
z najstraszliwszą starotestamentową karą, okazuje się błogosławieństwem. Prostota i bezpośredniość
opisu, a także rezygnacja z komentarza i dążenie do wyłączenia z tekstu własnych emocji, pozwala na
oderwanie się od części konotacji kulturowych warunkujących odbiór i wpływających na interpretację
obserwowanych zjawisk. Wikar, a wraz z nim czytelnik jego opowieści, nie czuje odrazy ani przerażenia
wobec tych stworzonek, które w innych okolicznościach budziłyby grozę. Szarańcza staje się przedmiotem
badania tak samo wdzięcznym i godnym uwagi jak każdy inny element opisywanej z zapartym tchem
rzeczywistości.
      Jednak wielki podróżnik
tylko pozornie wyrzeka się własnego punktu widzenia. Powyższy fragment swojej
relacji zamyka informacją, że ubiegłego roku szarańcza dotarła "do
przylądgowej* strony wielkiej
rzeki", potem zawróciła. Tym jednym krótkim zdaniem Wikar demaskuje siebie
jako uwikłanego w relacje ze swoją własną przestrzenią kulturową obserwatora
zewnętrznego, przypomina wszystkie skrzętnie odsuwane przez większą część opisu
aspekty budzące skojarzenia z apokaliptycznymi wizjami wielkich proroków. Dla
załogi fortu na Przylądku Dobrej Nadziei spotkanie z szarańczą oznaczałoby
klęskę głodu.
Biblia Tysiąclecia, Poznań 1965, p.1104
E.C. Godée Molsbergen, Reizen in Zuid-Afrika in de Hollantse tijd, t. 2,
's-Gravenhage 1976, p.130
*
"Caabze" zamiast "Caapse"
|