jesień'04




 

Król Olch

johann wolfgang goethe



Któż pędzi tak późno przez nocne zamiecie?
To ojciec na koniu wiezie swe dziecię;
Ściska on chłopca w objęciach krzepko,
Trzyma go pewnie, trzyma go ciepło.


Synu mój, jakaż bojaźń twarz w ramię ci wtula?
Czy nie widzisz ojcze ty olch tam króla?
Króla olch w koronie i z trenem długim?
Mój synu, to mgły są tylko smugi.


«Hej miłe dziecię, pójdźże ze mną ech ty!
W piękne ja z tobą będę grywał gry;
Wiele przy brzegu jest kwiatów kolorowych,
moja matka posiada wiele strojów złotych.»


Mój ojcze, mój ojcze, czy ty nie słyszysz,
Co obiecuje mi król olch w tej ciszy?
Spokojnie, spokojnym bądź, me dziecię;
To w wyschłych liściach szeleszczą zamiecie.


«Czy chcesz, chłopcze przedni, ze mną pójść?
Moje córki z ochotą czekają cię już;
Moje córki w tańcu nocnym pląsają
I ciebie rozkołyszą, roztańczą, rozśpiewają.»


Mój ojcze, mój ojcze, a nie widzisz ty tam
Olch króla córek na tle mrocznych plam?
Mój synu, mój synu, ależ widzę z pewnością:
To wierzby stare jawią się szarością.


«Kocham cię, postać twa piękna mię urzeka;
A nie będziesz posłuszny, użyć siły mi trzeba.»
Mój ojcze, mój ojcze, on już mnie dotyka!
Król olch cierpienia mi przydał!


Ojca zgroza ogarnia, koń prędko ich niesie,
On trzyma w ramionach swe jęczące dziecię,
Bezradny w podwórzec wpada resztką siły;
W jego ramionach dzieciak był nieżywy.







z niemieckiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)


wędrowiec © dziennikarze wędrowni