zima 2008 - zima, której nie było
wydaje zespół
wydanie ukazało się 27 stycznia 2008 roku
Warszawa wie lepiej - Ślązaków nie ma PDF Drukuj Email
tekst: tomasz kamusella
zdjęcia: filip łepkowicz
  

W środkowoeuropejskich państwach narodowych nie uznaje się odrębności etnicznej tych grup ludności, które tego pragną, jeśli owe grupy mówią etnolektem bliskim językowi narodowemu (oficjalnemu) danego państwa oraz wyznają taką samą wiarę jak naród na terenie którego państwa zamieszkują. Ta nieartykułowana zasada powoduje, iż od roku 1996 Ślązacy nie mogą zarejestrować swojej organizacji społeczno-kulturalnej w Polsce, arcybiskup krakowski od 2005 roku nie zezwala na używanie języka góralskiego w kościele, a Kaszubi obawiają się zadeklarować jako naród.

Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Art. 32.2 Konstytucja RP z 1997 roku

 

W dobie komunistycznej Polski praktycznie osiągnięto ideał etnicznojęzykowej homogeniczności (co by raczej nie było możliwe bez narodowo-socjalistycznego i komunistycznego totalitaryzmu). Po upadku komunizmu Warszawa uznała istnienie tych mniejszości narodowych (np. Litwinów, Niemców, Ukraińców), za którymi mogą i chcą się wstawiać ich „macierzyste” państwa narodowe. Uznano też mniejszości etniczne, które nie są wyznania rzymskokatolickiego (np. Karaimów, Łemków, Tatarów) lub mówią językami niesłowiańskimi (np. Romowie). Pomimo tego, że Konstytucja z 1997 roku definiuje naród polski jako wszystkich obywateli RP, to praktyka polityczna i urzędnicza jest niezwykle etnicznojęzykowa, podobnie jak to ma miejsce w Francji, gdzie obywatelska definicja narodu francuskiego de facto jest przekładana na bezustanną etnicznojęzykową homogenizację wielojęzycznej i wieloetnicznej ludności tego państwa.

 

 

fot. filip łepkowicz

 

 

W spisie z 2002 roku, Ślązacy okazali się największą mniejszością narodową we współczesnej Polsce, lecz w ramach powyżej nakreślonego paradygmatu etnicznojęzykowej homogenizacji, Warszawa nie tylko nie uznaje istnienia śląskiego narodu i języka, lecz i fałszuje oficjalne statystyki pospisowe nie ujmując w nich Ślązaków, lub re-definiując ich (niezgodnie z deklaracjami samych Ślązaków) jako „grupę społeczną”. Podobnie rzecz się ma z katolickimi i zarazem słowiańskojęzycznymi Góralami i Kaszubami, którym nie zezwala się na samookreślenie nawet jako grupy etniczne. W oficjalnej wykładni są oni (tak jak i Ślązacy) traktowani jako „regionalne grupy” (etnicznojęzykowo zdefiniowanego) narodu polskiego, niezależnie od własnych opinii i dążeń w tym względzie.

Stąd wniosek natury ogólniejszej. W środkowoeuropejskich (zwłaszcza słowiańskich) etnicznojęzykowych państwach narodowych z zasady nie uznaje się odrębności etnicznej (nie mówiąc już o narodowej) tych grup ludności, które tego pragną, jeśli owe grupy mówią etnolektem genetycznie bliskim językowi narodowemu (oficjalnemu) danego państwa oraz (to słabszy warunek) wyznają taką samą wiarę jak naród na terenie którego państwa zamieszkują. Ta nieartykułowana explicite zasada powoduje, iż od roku 1996 Ślązacy nie mogą zarejestrować swojej organizacji społeczno-kulturalnej w Polsce, arcybiskup krakowski od 2005 roku nie zezwala na używanie języka góralskiego w kościele, a Kaszubi obawiają się zadeklarować jako naród. Podobnie w Republice Czeskiej nie uznaje się istnienia Morawian i Ślązaków jako narodów (ale tam przynajmniej nie fałszuje się w tym względzie wyników spisów), na Ukrainie Rusini muszą być Ukraińcami, Poleszucy Białorusinami na Białorusi, a Bunjewci Chorwatami w Chorwacji. Ponadto Czechosłowaków nie uznaje się ani na Słowacji ani w Republice Czeskiej a Jugosłowian w żadnej z republik postjugosłowiańskich.



 

Trochę o historii idei nacjonalizmu etnicznojęzykowego

Ślązacy są, ale jakoby ich nie było. Tego typu ambiwalentne podejście do kwestii istnienia lub nieistnienia Ślązaków wytworzyło się w ubiegłym wieku, zwłaszcza po I wojnie światowej, i dotyczy ono wielu bezpaństwowych grup etnicznych oraz narodów na obszarze Europy Środkowej. Owe odgórne i zarazem oficjalne zaprzeczenie istnienia de facto etnicznojęzykowego zróżnicowania jest związane z tym jak dokonano podziału tej części starego kontynentu na państwa narodowe po roku 1918. Przed I wojną światową, cały obszar Europy Środkowej był zawarty w granicach z definicji nie-narodowych tworów państwowych, to jest w ramach Austro-Węgier, Imperium Rosyjskiego oraz Cesarstwa Niemieckiego. Oczywiście wiadomo, że wielu (włączając w to niektórych twórców i liderów Cesarstwa Niemieckiego) uważało ten ostatni twór za niemieckie państwo narodowe, lecz z kolei wielu innych nie zgadzało się z takim poglądem. Dlatego nie nazwano tego państwa „Niemcami”, a właśnie „Cesarstwem Niemieckim”. Nie można jednak zaprzeczyć, że modus vivendi tegoż cesarstwa był nacjonalizm etnicznojęzykowy, którego pierwociny na tych terenach wzbudziły już z początkiem XIX stulecia wojny napoleońskie, czyli ekspansja militarna francuskiego państwa narodowego na obszar Europy Środkowej i Wschodniej. W tej perspektywie Cesarstwo Niemieckie jawiło się jako „małoniemieckie” państwo narodowe, czyli takie, w granicach którego nie zawarto jeszcze wszystkich zwartych terenów zamieszkałych przez ludność poważaną za niemieckomówiącą. O takim ideale, który faktycznie (za wyjątkiem niemieckojęzycznych kantonów Szwajcarii) został osiągnięty przez Adolfa Hitlera w czasie II wojny światowej, mówiono „wielkoniemiecki”.

Podobnie jak w wypadku Niemców, ekspansja francuska spowodowała przyjęcie ideologii nacjonalizmu w Europie Środkowej także przez grupy mówiące innymi językami. Utworzenie Cesarstwa Niemieckiego oraz Królestwa Włoch, jako państwa narodowego Włochów, stopniowo doprowadziło do uznania nacjonalizmu etnicznojęzykowego za najważniejszy rodzaj legitymizacji państwowości, zwłaszcza na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej. Stąd od lat sześćdziesiątych XIX wieku aż do rewolucji z roku 1905, w Imperium Rosyjskim starano się narzucić język rosyjski i prawosławie całej ludności w nadziei, że uda się ja przekształcić w jednorodny naród rosyjski. Podobnie Wiedeń zgodził się na przekształcenie Cesarstwa Austriackiego w Austro-Węgry, gdzie węgierska połowa tego tworu funkcjonowała jako państwo narodowe Węgrów. Jak wiadomo, nie podjęto żadnych prób przekształcenia austriackiej części cesarstwa w austriackie lub niemieckie państwo narodowe, lecz na bazie etnicznojęzykowej zezwolono na przekształcenie składowych krajów koronnych w autonomie narodowe (oficjalnie zwane „narodowościowymi”[1]), może niedoskonałe w oczach nacjonalistów, ale jednak. Na przykład, Galicja z oficjalnym językiem polskim została krajem Polaków (chociaż na przełomie wieków przyszło się podzielić autonomią z Rusinami, czyli przyszłymi Ukraińcami), a Bohemia i Morawy z oficjalnym niemieckim i czeskim stały się wspólnymi krajami koronnymi Niemców i Czechów.

Rewolucja z 1905 roku, która zmusiła St Petersburgu do rezygnacji z przekształcenia imperium w rosyjskie państwo narodowe, z drugiej strony zezwoliła na rozwój różnych etnicznojęzykowych ruchów narodowych na terenie tego państwa (np. białoruskiego, fińskiego, litewskiego, małoruskiego [ukraińskiego], polskiego, czy rumuńskiego [mołdawiańskiego]). W tamtym okresie gwałtownie rósł wpływ ruchu robotniczego (socjalistycznego i komunistycznego) spowodowany postępującą industrializacją oraz urbanizacją. Co radykalniejsi przywódcy i myśliciele tegoż ruchu chcieli utworzenia na gruzach imperiów docelowo ogólnoświatowego państwa proletariatu. Jednak atrakcyjność nacjonalizmu etnicznojęzykowego okazała się bardziej pociągajaca niźli socjalizmu czy komunizmu. Pierwsi spostrzegli tą zależność austro-marksiści z austriackiej połowy Austro-Węgier. Doszli oni do wniosku, że trzeba w kalkulacjach politycznych wziąć pod uwagę nacjonalizm, jeśli po przyszłej rewolucji chce się zachować całość terytorialną imperiów środkowoeuropejskich, przekształconych w jedno państwo lub alians państw światowego proletariatu. Za ich myśleniem stała konieczność zachowania odpowiednio dużych i przez to funkcjonalnych gospodarek przemysłowych jako ideologiczno-ekonomicznej bazy rozwoju globalnego ruchu robotniczego. Tuż przed wybuchem I wojny światowej Józef Stalin przeniósł te przemyślenia do Rosji na grunt partii bolszewickiej.

Tak nagła popularność nacjonalizmu w Europie Środkowej dała do myślenia zarówno mocarstwom centralnym jak i zwycięskim Aliantom. Te pierwsze w celu zagwarantowania sobie lojalności ludności na okupowanych przez nich obszarach zachodniej Rosji, zezwoliły na odbudowę odrębności administracyjno-kulturowej Królestwa Polskiego jako przyszłego państwa narodowego Polaków oraz na pierwsze w historii użycie takich języków jak białoruski, litewski, łotewski i jidysz jako języków oficjalnych w administracji lokalnej oraz szkolnictwie. Oczywiście, równocześnie zabroniono na okupowanych terenach używać rosyjskiego, jak i cyrylicy. Zaobserwowawszy w roku 1917 i 1918 oddolne deklaracje niepodległości (bez żadnych gwarancji ze strony mocarstw) takich zupełnie nowych państw narodowych jak Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Estonia, Finlandia, Litwa. Łotwa, czy Ukraina, Alianci nie mogli ani zaprzeczać ani nie brać pod uwagę siły nacjonalizmu etnicznojęzykowego w planach powojennej reorganizacji Europy Środkowej. Pod wpływem tych wydarzeń, ale także pod wpływem kontaktów z liderami bezpaństwowych ruchów narodowych amerykański naukowiec a następnie prezydent, Woodrow Wilson, postanowił oprzeć powojenny porządek w Europie Środkowej na bazie nacjonalizmu etnicznojęzykowego.

Przyświecała mu w tym postanowieniu utopijna idea, wypracowana w tym regionie starego kontynentu przez filologów i statystyków w drugiej połowie XIX wieku, że narody to byty naturalne, które można „zmierzyć” poprzez ustalenie gdzie się mówi danym językiem. Po skatalogowaniu wszystkich odrębnojęzycznych grup i ustaleniu obszarów, na których zamieszkują, należało te grupy, zdefiniowane teraz jako narody, obdarzyć własnymi państwami narodowymi. Sądzono, że w ten „naukowy sposób” zapewni się trwały pokój przyszłym pokoleniom oraz powstrzyma się napór rewolucyjnego bolszewizmu na Europę. Jednak już przy wcielaniu zasady tak sformułowanego nacjonalizmu etnicznojęzykowego w życie okazało się, iż to było myślenie życzeniowe, nie mające pokrycia w rzeczywistości. Po pierwsze, ludzie mówią dialektami zmieniającymi się od wioski do wioski, od regionu do regionu nim szkoła i administracja państwowa nie wpoi im powszechnej znajomości języka standardowego (poważanego za narodowy) oraz dzięki postępującej mobilności społecznej i przestrzennej nie dojdzie do marginalizacji dialektów. Po drugie, języki standardowe skodyfikowane na bazie tych dialektów nie są tworami naturalnymi tylko efektem decyzji politycznych (np. z dialektycznego punktu widzenia nie ma żadnej językowej granicy pomiędzy białoruskim, czeskim, kaszubskim, łużyckim [sorbskim], polskim, rosyjskim, rusińskim, słowackim, śląskim, czy ukraińskim). Po trzecie, przed ustanowieniem państw narodowych, mobilność społeczna i przestrzenna przyczynia się do występowania zjawiska wielojęzyczności pośród znacznych grup ludności. Po czwarte, ludność mówiąca językiem standardowym (lub dialektami do niego zbliżonymi) jakiegoś narodu, nie zawsze musi chcieć identyfikować się z tymże narodem (vide casus niemieckomówiących Austriaków, Liechtensteińczyków, Luksemburczyków, Niemców czy Szwajcarów).

Takoż, podział Europy Środkowej, który nastąpił po roku 1918 w zgodzie z tymi zasadami bezprecedensowo zdestabilizował ten obszar starego kontynentu, zantagonizował jego mieszkańców oraz zniszczył tradycyjne powiązania gospodarcze, handlowe, kulturowe, edukacyjne i rodzinne. Stało się tak z powodu „rewolucyjnego” charakteru tego podziału, bowiem w czasie jego dokonywania nie brano pod uwagę ustalonych czy historycznych granic państwowych, administracyjnych i kościelnych. A to właśnie takie tradycyjne granice tworzyły „porządek świata”, który od stuleci wyznaczał mieszkańcom Europy Środkowej ich miejsce pod słońcem. Paradoksalnie, Związek Radziecki (pomijając zbrodnie dokonywane w imię zaprowadzenia „dyktatury proletariatu”) uniknął tych „rewolucyjnych” niebezpieczeństw, bowiem zasadę „samostanowienia narodów” wykonano w granicach tego państwa. Nie inaczej niż wcześniej w Austro-Węgrzech, nadano różnego typu autonomie terytorialne etnicznojęzykowo zróżnicowanym grupom[2]. Tym to sposobem do początku lat dwudziestych XX stulecia, podzielono całość Europy Środkowej i Wschodniej pomiędzy państwa i republiki narodowe. (Alter 1999; Böckh 1866; Kamusella 2001; Martin 2001; Olender 2002; Trampe 1908; Waldenberg 1992: 159-280)

Przy tym najczęściej odgórnie dokonanym podziale nie uwzględniono głosu wielu etnicznojęzykowych grup pretendujących do odrębności narodowej i/lub państwowo-narodowej. Zjawisko to dotyczyło zwłaszcza Europy Środkowej, która pozostała poza granicami Związku Radzieckiego. Z ważniejszych grup tego typu można wymienić, na przykład, Rusinów, Słowaków i Ślązaków.

Ci pierwsi, znajdujący się w strefie wzajemnie znoszących się wpływów Węgier, Ukrainy (Związku Radzieckiego) oraz Polski bezskutecznie raz po raz ogłaszali niepodległość. W końcu Alianci przyłączyli większość terenów rusińskojęzycznych jako autonomiczną Ruś Podkarpacka do nowoutworzonej Czechosłowacji. Po 1945, region ten anektowano do Radzieckiej Ukrainy, gdzie zniesiono jego autonomię, a Rusinów odgórnie określono jako Ukraińców. Po dziś dzień Rusinom nie zezwala określać się jako takim nawet na niepodległej Ukrainie.[3] (Magocsi 1978; Pop 2005)

Wydaje się, że wbrew woli większości Słowaków konstytucyjnie połączono ich z Czechami w obywatelski naród Czechosłowaków, a język słowacki z czeskim w oficjalny i narodowy język czechosłowacki. W praktyce przełożyło się to na dominację Czechów i języka czeskiego w Czechosłowacji, a niezadowolenie Słowaków z zaistniałej sytuacji doprowadziło do federalizacji Czechosłowacji po 1968 roku, a w końcu do pokojowego podziału tejże federacji na niepodległe państwa narodowe Czechów i Słowaków. (Rychlík 1998)

Zaś co się tyczy Ślązaków, to stanowili oni największą siłę polityczną na Górnym Śląsku w latach 1918-1922, zorganizowaną w ramach Bund der Obverschlesier / Związku Górnoślązaków z 300,000 do pół miliona członków (na dwumilionową ludność regionu). Domagali się oni utworzenia niepodległego Wolnego Państwa Górny Śląsk (Freiestaat Oberschlesien) – czyli śląskiego państwa narodowego – z językiem niemieckim i polskim jako oficjalnymi, lub podobnej autonomii, która na zasadzie federalnej pozostałaby częścią powojennych Niemiec. Ich życzeń nie uwzględnili Alianci, którzy podzielili region pomiędzy Niemcy i Polskę w roku 1922. Ani Alianci, ani Niemcy czy Polska nie poważali Ślązaków za mniejszość, i bez brania pod uwagę ich własnych życzeń w tym względzie, odgórnie definiowali Ślązaków jako Niemców lub Polaków. Ślązaków i ich język pod mianami, odpowiednio, „Górnoślązaków” (Oberschlesier) i „języka górnośląskiego” (Oberschlesisch) uwzględniono tylko raz w niemieckim spisie z roku 1939. Wyraźna odrębność etnicznojęzykowa Ślązaków, na bazie ich niemiecko-słowiańskiej dwujęzyczności pozwoliła Berlinowi włączyć ich w obręb narodu niemieckiego, a po 1945 Warszawie w obręb narodu polskiego. Jednak w obydwu przypadkach Ślązacy byli obywatelami drugiej kategorii, których uważano za „niedorobionych Niemców czy Polaków”. Owa ambiwalencja w traktowaniu Ślązaków przez Berlin i Warszawę wynikała z utrzymującej się odrębności etnicznojęzykowej Ślązaków, której nie dało się do dzisiaj zredukować ani do niemieckości ani do polskości, nawet przez pół wieku narodowosocjalistycznego i komunistycznego totalitaryzmu (1939-1989).

(Chałasiński 1935; Jerczyński 2006; Kamusella 2007: 272-299)

Wygląda na to, że podział Europy Środkowej i Wschodniej na państwa narodowe i terytorialne jednostki narodowe (w ramach ZSRS), który dokonał się po I wojnie światowej, niejako nie pozostawił wolnego miejsca na nowe państwa i jednostki narodowe. Nacjonalizmu to obecnie jedyna globalna i powszechnie uznawana ideologia legitymizacji państwowości. Z normatywnego punktu widzenia jej dynamika wyraża się koniecznością likwidacji państw nie-narodowych i zastąpienia ich państwami narodowymi. Po takiej przemianie, która nastąpiła w Europie Środkowej po roku 1918, powstanie nowych państw narodowych naruszałoby ustalony już narodowy przecież porządek, co stałoby w sprzeczności z nacjonalistyczną legitymizacją państwowości, która zabrania niszczenia lub dzielenia istniejących już państw narodowych. (Kamusella 2003; Kohn 1962)

Ktoś może powiedzieć, że rozpad Czechosłowacji czy Jugosławii przeczy temu normatywowi. Ale przecież w okresie międzywojennym Czechosłowacja powstała jako narodowe państwo Czechosłowaków mówiących po czechosłowacku, a Jugosławia jako narodowe państwo Serbochorwatów i Słoweńców (po roku 1929 – Jugosłowian) mówiących językiem serbskochorwackosłoweńskim (od 1929 roku – jugosłowiańskim). Dopiero po 1945 roku obydwa państwa przekształcono w federacje narodowych republik, zamieszkałe przez odrębne narody z własnymi językami narodowymi. Tak więc logika nacjonalizmu wymagała aby coraz bardziej wielonarodowe te państwa rozbić na państwa narodowe, tak jak to wcześniej stało się z Austro-Węgrami, a w roku 1991 ze Związkiem Radzieckim.

 

Polska i model francuski

Polska została utworzona jako państwo narodowe w roku 1918. Nacjonalizm obywatelski Józefa Piłsudskiego (tzw. wizja jagiellońska), który zakładał budowę wieloetnicznego państwa narodowego (federacji) na historycznej podbudowie Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, przegrał z tzw. wizją piastowską, czyli nacjonalizmem etnicznym reprezentowanym przez Romana Dmowskiego. Podług tej późnodziewiętnastowiecznej koncepcji, na modłę francuską miano zbudować (lub „odbudować” jak to utrzymywano w słownictwie epoki) Polskę jako silnie scentralizowane, etnicznojęzykowo jednorodne państwo narodowe. W swych granicach (bez względu na tradycję czy historyczne zaszłości) gromadziłoby ono obszary zamieszkane przez ludność, która poważało się za mówiącą po polsku lub dialektami języka polskiego. Dmowski nie wykluczał zajęcia terytoriów zamieszkałych przez ludność posługującą się innymi językami, lecz tylko z ograniczoną liczbą mieszkańców, których dałoby się łatwo (przymusowo) spolonizować w krótkim czasie. Dlatego na pokoju ryskim (1921) kończącym wojnę polsko-Radziecką, polska delegacja zdominowana przez zwolenników Dmowskiego zrezygnowała ze wschodnich połówek Białorusi i Ukrainy, które pokonany Związek Radziecki był gotów odstąpić Polsce, oficjalnie uznawanej za sukcesora Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z kolei Warszawa wystąpiła także z żądaniami wobec takich obszarów, które nigdy nie należały do Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego (chociaż, chyba nie zupełnie bez związku, tereny te były bogate w pokłady węgla i przemysł ciężki), czyli wobec niemieckiego Górnego Śląska i Śląska Austriackiego.

Pogłębiające się represje wobec używania języków mniejszościowych w szkolnictwie i urzędach a także przeciwko wyznawcom prawosławia jasno dawały do zrozumienia, iż nie do końca jasno artykułowanym celem rządu była całkowita polonizacja niepolskomówiących obywateli. Ten trend, wraz z narastającymi wystąpieniami antysemickimi (zwolennicy Dmowskiego a priori zakładali niemożność asymilacji Żydów, nawet tych, którzy od kilku pokoleń byli wyłącznie polskojęzyczni, a nawet przeszli na katolicyzm), faktyczną likwidacją autonomii województwa śląskiego oraz fałszowaniem wyborów i statystyk, pogłębił się zwłaszcza w drugiej połowie lat trzydziestych XX stulecia, to jest po śmierci Piłsudskiego (1935) i wygaśnięciu kontroli międzynarodowej nad przestrzeganiem praw mniejszości w II RP (1937). Po Holokauście Żydów i Romów, przesunięciu terytorium Polski na zachód i północ oraz związanych z tym masowymi wysiedleniami Niemców, Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, jak i wielomilionowymi przesiedleniami do powojennej Polski Polaków głównie z terenu ZSRS, na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku komunistyczna Polska faktycznie stała się etnicznojęzykowo jednorodnym państwem narodowym, z demograficznie nieistotnym odsetkiem mniejszości. Czyli państwem wymarzonym przez Dmowskiego. (Magocsi 2002: 189-193; Ogonowski 2002; Porter 2000)

Powstaje pytanie skąd Dmowski oraz jego zwolennicy, i ci z międzywojnia, jak i ich komunistyczni naśladowcy po 1945 roku brali pomysły na urządzenie etnicznojęzykowo homogenicznej i scentralizowanej Polski? Raczej bezpiecznie można założyć, że to pod wpływem koncepcji niemieckiego państwa narodowego jako państwa wszystkich niemieckomówiących, jasno wyrażonej w słynnym wierszu Ernsta Moritza Arndta „Was ist des Deutschen Vaterland?” (1813, Czym Niemiecka Ojczyzna?), przyjęto pod koniec XIX wieku, że tam polska ziemia gdzie słychać polską mowę (czymkolwiek by ona nie była; pomijam tu kwestię definicji języka). Na tym jednak wyraźne podobieństwa się kończą, bowiem wszystkie formy narodowego państwa niemieckiego (za krótkotrwałymi wyjątkami Trzeciej Rzeszy i NRD) były silnie zdecentralizowane, lub wręcz federalne. Po dziś dzień zarówno w Niemczech, jak i Austrii oraz Szwajcarii hołubi się tożsamości regionalne i miejscowe dialekty (także Kultursprachen, czyli te dialekty, w których pisało się i wciąż pisze oraz publikuje wydawnictwa, chociaż nie poważa się ich za odrębne języki; a różnią się one między sobą często bardziej niż czeski i polski). W niezakłócony sposób współistnieją one z tożsamościami narodowo-państwowymi, jak i standardowym językiem niemieckim, który narodowy dla Niemiec i Austrii oraz współnarodowy (obok francuskiego, retroromańskiego i włoskiego) dla Szwajcarii.

Przypuszczam (choć udowodnienie mej tezy wymaga dalszych badań źródłowych), iż modelem, który starano się naśladować w Polsce po roku 1918 i po 1945 było silnie scentralizowane francuskie państwo narodowe. Po pierwsze, w rewolucyjnej Francji zerwano z tradycyjnym, historycznie uwarunkowanym podziałem na regiony. Po drugie, całą władzę w państwie scentralizowano w Paryżu, co spowodowało rozbudowę struktur administracji jak i powstanie infrastruktury komunikacyjnej (dróg żelaznych, autostrad i połączeń lotniczych) ze stolicą jako przestrzenno-ideologiczno-społeczno-gospodarczym centrum kraju. (Duby 2004: 137, 139, 141; Żelazny 2000: 51) Po trzecie, po początkowym wahaniu, w 1794 roku zaprowadzono paryski (standardowy) francuski jako jedyny oficjalny, a zarazem narodowy język państwa. Ergo, zabroniono używania w piśmie innych języków, w tym i dialektów (patois). (Edwards 1994: 154) Następnie powszechny system oświaty elementarnej, jak i równie powszechna dla mężczyzn obowiązkowa służba wojskowa doprowadziła do upowszechnienia znajomości standardowej francuszczyzny kosztem innych języków i dialektów, chociaż proces ten zakończył się dopiero po II wojnie światowej w dobie gwałtownego rozwoju mass mediów (zwłaszcza radia i telewizji). (Weber 1976: 68, 75)

Filolodzy nigdy nie byli (i często do dzisiaj nie są) naukowcami (scientists) we współczesnym tego słowa znaczeniu. Ich zainteresowanie językiem, kulturą, folklorem wynikało z herderowskiej w swym pochodzeniu wiary (a nie udowodnionego faktu), iż „duch” ludu (następnie mianowanego „narodem”) zaklęty w jego mowie (to jest języku). Georg Wilhelm Friedrich Hegel przekuł na język polityki te etnoicznojęzykowe w swym charakterze pojmowanie narodu, i to nie Johann Gottfried Herder, ale właśnie Hegel ukuł termin Volksgeist, który pojawił się w jego pismach po raz pierwszy w roku 1801. (Eisler 1904) A początek XIX wieku okazał się „sądnym czasem” dla niemieckojęzycznych elit, bowiem zamieszkałe przez nich Święte Cesarstwo Rzymskie i Prusy zostały pokonane i poddane okupacji rewolucyjnej Francji. Zwycięska „wojna wyzwoleńcza” (Befreiungskrieg, 1812-1815) z Napoleonem została poprzedzona w Prusach zniesieniem pańszczyzny oraz reformą armii, administracji i szkolnictwa, przebudowanych („zmodernizowanych”) w zgodzie z narodowym paradygmatem (który także zalecał dążenie do jednorodności etnicznojęzykowej) wcześniej już wypracowanym na gruncie francuskim. W procesie tych zmian wiodąca rola przypadła filologowi Wilhelmowi von Humboldtowi i bliskiemu mu w myśleniu o języku filozofowi Johannowi Gottliebowi Fichtemu. A gdy w roku 1815 nie udało się utworzyć niemieckiego państwa narodowego, filolodzy ujrzeli w języku i kulturze ersatz państwa narodowego. Stąd rozwój filologii (osiągnięty szczególnie dzięki pracom Franza Boppa, Friedricha Diza, czy Braci Grimm) jawił się jako budowanie „duchowego państwa narodowego” (co jak najbardziej było w zgodzie z pojęciem Volksgeistu), które wcześniej czy później będzie można przyoblec w materialne ramy granic, terytorium i administracji. Ukoronowaniem tego trendu było założenie przez Heymana Steinthala i Moritza Lazarusa wpływowego periodyku Zeitschrift für Völkerpsychologie und Sprachwissenschaft (1860-1928), poświęconego „naukowemu badaniu duchów narodów”. To właśnie na jego łamach, w 1866 roku pruski statystyk Richard Böckh zaproponował statystyczne „mierzenie” bezpaństwowych narodów poprzez zadawanie pytania o język w spisach ludności. I po dziś dzień przyjmuje się za dobrą monetę tą niby to „obiektywną” metodę ustalania kto przynależy do jakiego narodu. (Böckh 1866; Finkielkraut 1992: 15; Gumbrecht 1986; Leuschner 2004: 396-397)

Ucieleśnienie duchowo-językowego państwa narodu niemieckiego nastąpiło w wyniku wojny francusko-pruskiej (1870-1871), która zakończyła się porażką Francji i proklamacją Cesarstwa Niemieckiego. We Francji porażkę tę odebrano jako „narodowe poniżenie”, które, jak wtedy uważano, było spowodowane wyższym stopniem zaawansowania filologii niemieckiej. To jakoby dało Niemcom sprawniejsze instrumenty intelektualnej analizy, co miało się przekładać na tak samo sprawniejsze działanie na polu walki zbrojnej. Stąd, francuskie elity doszły do wniosku, że aby sprostać „niemieckiemu wyzwaniu” francuscy filolodzy muszą się zapoznać z oraz przejąć i ulepszyć osiągnięcia filologii niemieckiej. Ten program „pokojowego rewanżu” skanalizował wysiłek intelektualny francuskich naukowców w stronę języka, podobnie jak to się stało wcześniej w kręgach niemieckojęzycznych po wojnach napoleońskich. Tym to sposobem filologię sprowadzono do roli „nauki narodowej” a język do roli podstawowego oręża używanego w walce między narodami. (Gumbrecht 1986; Hoyt 2006: 91) Na pierwszy ogień poszła kwestia czy teksty frankońskie (to jest dokumenty romańskie z dużą ilością zapożyczeń germańskich, a pochodzące z terenu Cesarstwa Frankońskiego) tak „naprawdę” należą do literatury francuskiej czy niemieckiej. (Bloch 1990: 39-42) Potem przyszedł czas na odebranie Niemcom prymu w badaniach nad językami romańskimi. W tym celu tacy francuscy filologowie jak Michel Bréal, Paul Meyer, czy Gaston Paris opanowali niemiecki i przyswoili na gruncie francuskim „niemiecką metodę filologiczną”, oraz poczęli szerzyć jej znajomość poprzez École des hautes études utworzoną w roku 1868, pod wpływem Bréala, na bazie modelu niemieckiego seminarium badawczego. „Odzyskanie” z rąk niemieckich badań nad językami romańskimi (a zwłaszcza francuskim) osiągnięto wraz z założeniem takich wpływowych periodyków jak Revue des langues romanes (1870) i Romania (1872) (podobne czasopismo naukowe o tytule Archivio glottologico italiano założył we Włoszech w roku 1873 Graziadio Isaia Ascoli). (Hoyt 2006: 91-92)

Tak jak to już wcześniej miało miejsce w przypadku scentralizowanej struktury administracji czy sieci komunikacyjnej we Francji, Bréal, Meyer i Paris uważali, że „modernizację” języka francuskiego, konieczną do uporania się z „niemieckim niebezpieczeństwem”, można osiągnąć jedynie poprzez paralelną centralizację badań nad francuszczyzną. Wcześniej język francuski postrzegano jako uniwersalny sam przez się, tak więc polityka językowa postrewolucyjnej Francji sprowadzała się do prostego zakazu używania innych języków i dialektów w życiu publicznym. Za to po wojnie prusko-francuskiej, potrzeba bezustannej „modernizacji” francuszczyzny aby utrzymać prymat jej „uniwersalności” oraz zapewnić jedność francuskiego narodu, spowodowała, iż filologowie przedzierzgli się w polityków i ministrów. Tym to sposobem od początku lat siedemdziesiątych XIX stulecia poczęto wydawać szczegółowe regulacje dotyczące użycia języka francuskiego jako takiego oraz jako medium państwowo-narodowej komunikacji, jak i przystąpiono do ponownego tępienia innych języków oraz dialektów na terytorium Francji. Owe upolitycznienie i zarazem unarodowienie uprawiania filologii ostatecznie przeniosło punkt ciężkości badań z ludzkości na naród, a zmiana ta dotyczyła także uprawiania filologii w Cesarstwie Niemieckim. (Habermas 2002: 32; Hoyt 2006: 90, 94, 104-107)

Od tego momentu, jedyne co różniło Francję i państwa niemieckojęzyczne (a także Włochy) na gruncie polityki językowej było przyjęcie przez Paryż silnie scentralizowanego modelu języka narodowego i aparatu administracyjno-naukowego kontroli nad nim, wzorowanego na wcześniej już wypracowanym centralistycznym modelu państwa. A polskim elitom wyrosłym w XIX wieku ze szlachty polsko-litewskiej i inteligencji, było bliżej do Francji niż Cesarstwa Niemieckiego. Po pierwsze, od XVIII stulecia francuszczyzna była socjolektem arystokracji polsko-litewskiej a następnie polskiej inteligencji, aż po wybuch II wojny światowej. Po drugie, utworzone w roku 1807 Księstwo Warszawskie było francuskim protektoratem. Po trzecie, od powstania listopadowego, największy ośrodek emigracyjny polskiego życia politycznego i kulturalnego znajdował się w Paryżu, a co bardziej ugodowo nastawieni carowie porozumiewali się z arystokratycznymi przedstawicielami Polaków po francusku aż do powstania styczniowego. Ponadto, do roku 1939 Francja, a zwłaszcza Paryż, pozostała dla Polaków „mekką nauki i kultury”, dokąd podążali najambitniejsi z nich aby kontynuować studia uniwersyteckie, zdobywać doświadczenie zawodowe oraz obracać się w kręgach międzynarodowej socjety.

Stawiam tezę, że z powodu tych szerokich i długotrwałych kontaktów polskich elit z Francją przyjęto centralistyczne państwo narodowe Francuzów (wraz z jego polityka językową) jako „naturalny model” do naśladowania przy budowaniu polskiego państwa narodowego po roku 1918. Na gruncie filologii, w roku 1911, Kazimierz Nitsch w pierwszej monografii poświęconej polskim dialektom o tytule Mowa ludu polskiego, opisał obszar „przynależny” przyszłemu polskiemu państwo narodowemu „z językowego punktu widzenia”. Oznaczało to „naukowe” zerwanie z historyczną (jagiellońską) koncepcją „odrodzenia Polski” na terytorialnej bazie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Filolodzy wsparli swym autorytetem etnicznojęzykową (piastowską) koncepcję promowaną przez Dmowskiego. Najpełniej program walki o polskie terytorium tak rozległe jak z dialektycznego punktu widzenia zdefiniował je Nitsch w powyżej wspomnianej pracy, przedstawił on też w swym słynnym artykule z 1920 roku o znamiennym tytule „Granice państwa polskiego a granice języka polskiego”. Podług Nitscha „[p]aństwo w pewnych chwilach musi się godzić z losem, musi politycznie rezygnować z jakiejś najświęciej należącej mu się części; rezygnacja ta nie dotyczy jednak społeczeństwa, którego obowiązkiem jest właśnie pamiętać także o swych zagranicznych braciach i utrzymywać z nimi stały kulturalny kontakt[4]. (1920: 97)

 

O niewidzialności Ślązaków w Polsce

Przed rokiem 1989, Ślązacy nie istnieli w polityce czy oficjalnym dyskursie prawno-administracyjnym za wyjątkiem lat 1918-1922, kiedy to pod mianem Oberschlesier / Górnoślązaków domagali się utworzenia własnego państwa narodowego oraz roku 1939, kiedy to w niemieckim spisie pojawili się (Oberschlesier) wraz ze swym językiem (Oberschlesisch) jako kategorie spisowe. Po roku 1945, kiedy całość Górnego Śląska znalazła się w granicach powojennej Polski, nie wysiedlono Ślązaków (obok Kaszubów i Mazurów) pomimo tego, że legitymowali się obywatelstwem niemieckim (także tym nabytym w czasie wojny poprzez wpis na Niemiecką Listę Nrodową – Deutsche Volksliste, DVL). Zatrzymano ich jako Polaków, acz ich odrębność etnicznojęzykową zaakcentowano narzucając im (wraz z Kaszubami i Mazurami) oficjalną etykietę „autochtonów”. Etnicznie polska ludność napływająca na Górny Śląsk z Kresów oraz Polski centralnej poważała Ślązaków za „hanysów”, „gebelsów”, czy „krypto-Niemców”, a ich mowę za obcą do tego stopnia, że nawet określano ją jako dialekt języka niemieckiego. (Wyderka 1998)

W efekcie nigdy nie doszło do planowanej „repolonizacji” Ślązaków, a raczej do ich trwałego wykluczenia z powojennego społeczeństwa polskiego, jako obywateli drugiej kategorii. (Linek 2000) Cały wysiłek władz był skierowany na wykonanie zakazu używania języka niemieckiego pośród Ślązaków oraz nauczenia ich „poprawnego mówienia po polsku”. (Linek 2001; Żlabowa 1959) To ostatnie czyniono także przy pomocy szkolnych podręczników do nauki „poprawnego polskiego”, które są wydawane po dziś dzień (Cząstka 1990). Wystarczy jednak do nich zajrzeć, żeby się zorientować, że de facto są to podręczniki do nauki języka polskiego jako obcego. Tak więc, aby ze Ślązaka stał się „prawdziwy Polak” musiał on zapomnieć niemieckiego, oduczyć się śląskiego i zacząć mówić wyłącznie „po pańsku”, czyli w standardowym polskim. Pełna asymilacja była jedyną drogą ucieczki od statusu obywatela drugiej kategorii, drogą do kariery czy awansu społecznego w PRLu. Ponadto należało wstąpić do PZPR i wynieść się z Górnego Śląska w inny rejon Polski, bowiem władze nie powierzały istotnych stanowisk „autochtonom” w ich własnym regionie. Do normalności prowadziła też inna droga, przez emigrację do Niemiec Zachodnich, gdzie Ślązaków traktowano jako etnicznych Niemców (Aussiedler) i przywracano lub przyznawano im obywatelstwo niemieckie.[5] W latach 1950-1989 wyjechało co najmniej 558,000 Ślązaków do RFN. (Bahlcke 1996: 183)

Paradoksalnie, chociaż skutecznie zlikwidowano przekaz międzygeneracyjny języka niemieckiego w rodzinach śląskich, to praktycznie większość Ślązaków z niemieckiej części międzywojennego Górnego Śląska oraz znaczny ich odsetek z obszaru międzywojennego województwa śląskiego począł się jednoznacznie identyfikować jako Niemcy. Ten przykład dowodzi, że nawet w Europie Środkowej, gdzie nacjonalizmy etnicznojęzykowe wiodą prym, wciąż zdarzają się takie przypadki, że to kontekst rodzinny, zaszłości historyczne i świadomy wybór a nie język decydują o tożsamości jednostki. W kontaktach z polską większością nie mówiący po niemiecku Niemcy górnośląscy mogą jednak akcentować swą niemieckość także na gruncie językowym poprzez mówienie „po naschimu”, czyli miejscowym dialektem słowiańskim, czy też kreolem słowiańsko-germańskim. Ów etnolekt nie mówiący po niemiecku Niemcy górnośląscy poważają albo za dialekt niemieckiego, albo za dialekt nie-polski.

Tak jak władzy powiodło się na Górnym Śląsku „odniemczanie”, czyli trwałe wykorzenienie języka niemieckiego z codziennego użycia, to „re-polonizacja” zakończyła się klęską lub jeno połowicznym zwycięstwem. Otóż, tak jak w przypadku nie mówiących po niemiecku Niemców górnośląskich, miejscowy dialekt słowiański wraz z kreolem słowiańsko-germańskim pozostały głównym medium komunikacji codziennej tych „autochtonów”, którzy nie identyfikują się jednoznacznie jako Niemcy, a zamieszkują w „autochtonicznych” skupiskach, czyli po wioskach i w starych dzielnicach miast górnośląskich. To także ich etnolekt, czyli językowy marker tożsamości grupowej. Ci, co uważają siebie za Ślązaków, mówią o tym etnolekcie jako własnym języku (narodowym), a z kolei osoby identyfikujące się jako Polacy śląskiego pochodzenia, klasyfikują go jako dialekt języka polskiego.

Tradycyjnie, to jest w okresie od połowy XIX wieku do połowy następnego stulecia, słowiańsko-mówiący mieszkańcy Górnego Śląska używali miejscowego dialektu słowiańskiego (wraz z kreolem germańsko-słowiańskim w zindustrializowanej części regionu) do kontaktów codziennych z rodziną i we własnych społecznościach, niemieckiego – w szkołach i urzędach, a polskiego i łaciny – w kościele. Ponadto polski był też obecny w pierwszych klasach szkoły podstawowej od 1849 do 1873 i w szkołach mniejszościowych w międzywojniu na niemieckiej części Górnego Śląska. W tym okresie starano się wyrugować niemiecki w województwie śląskim do pozycji języka mniejszościowego, lecz to udało się tylko na poły, a użycie standardowego polskiego ograniczało się do 80,000 urzędników i nauczycieli, którzy przybyli wraz z rodzinami z Galicji i Polski centralnej. Ta tradycyjna na Górnym Śląsku wielojęzyczność zanikła, wpierw z powodu zakazu używania polskiego i etnolektu w czasie II wojny światowej, następnie wyniku powojennego zakazu używania niemieckiego i wysiedleń ludności uznanej za niemiecką; ponadto, po soborze watykańskim II łacinę zastąpiono polszczyzną w liturgii katolickiej z początkiem lat siedemdziesiątych XX wieku.

Penetracja Górnego Śląska przez standardowy polski była o wiele szersza niż w przypadku międzywojennego województwa śląskiego. Wysiedlenia Niemców i stały odpływ Aussiedlerów do RFN wytworzył poważną lukę demograficzną, którą zapełniono osadnikami z Kresów wschodnich i Polski centralnej. Ponadto tak poszerzono granice powojennego województwa śląskiego (popularnie, acz niepoprawnie, zwanego „śląsko-dąbrowskim”) a następnie katowickiego, że w ich skład weszło wiele obszarów historycznie nie-śląskich. Dynamika zanikania odsetka ludności miejscowej najłatwiej uchwycić na przykładzie województwa opolskiego, dość ściśle pokrywającego się z zachodnią połową Górnego Śląska. Otóż w 1950 „autochtoni” stanowili 54,3% mieszkańców tego województwa, a obecnie nie więcej niż 30%. Z tego powodu użycie miejscowego dialektu słowiańskiego ograniczyło się do zwartych śląskich społeczności wiejskich, a kreola słowiańsko-germańskiego do podobnie zwartych społeczności w starych dzielnicach miast przemysłowych. A nawet dla tych społeczności, często odmiennie niż przed wojną, polski stał się jedynym językiem kontaktów w szkole, z urzędami i w kościele.

Od lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX stulecia rozpowszechnienie odbiorników radiowych i telewizyjnych spowodowało przenikanie polszczyzny do języka rozmów codziennych nawet w tych zwartych społecznościach. Prowadzi to do zanikania dialektu/kreola, releksykalizacji kreola w stronę dialektu, zbliżania dialektu do standardowego polskiego, czyli prosto mówiąc – stopniowej polonizacji mowy zwartych społeczności śląskich. Proces ten przyśpiesza powszechny w Polsce negatywny stosunek wobec śląskiej mowy, tak odmienny od neutralnej akceptacji kaszubszczyzny i radosnej afirmacji góralszczyzny[6] (dlatego „pięknie i tak polsko jest”, że po góralsku pisali Kazimierz Przerwa-Tetmajer czy Józef Tischner). Śląskie dzieci wstydzą się mówić po śląsku, a ich rodzice starają się z nimi rozmawiać po polsku, aby śląszczyzna nie przeszkadzała im w robieniu karier. W chwili obecnej wielu młodych Niemców górnośląskich, Ślązaków i Polaków śląskiego pochodzenia nie potrafi już mówić po śląsku, a często nie opanowało w pełni standardowego polskiego, co prowadzi do dynamicznego przemieszania kodów językowych, które może doprowadzić do wyłonienia się silnie spolszczonego śląskiego lub ostatecznego zaniku śląskiego. Przeciwwagą dla tego trendu są masowe wyjazdy, zwłaszcza Niemców górnośląskich (250,000 z nich legitymuje się paszportem niemieckim), do pracy w Niemczech. Zazwyczaj nie nabywają oni standardowego niemieckiego, acz pobyty za granicą prowadzą do odpolnizowania ich śląskiego, czyli releksykalizacji w stronę niemczyzny, co odtwarza też, lub wzmacnia funkcjonowanie kreola słowiańsko-germańskiego na Górnym Śląsku. Tylko, że w tym wypadku, rola kreola wzmacnia się na wiejskich terenach środkowego Górnego Śląska, a nie jak to drzewiej bywało w przemysłowych miastach na wschodzie tego regionu. (Bahlcke 1996: 188; Kamusella 2006a: 55-154; Wanatowicz 1982)

Pomimo łatwo zauważalnej etnicznojęzkowej odmienności autochtonów z Górnego Śląska, tak jak przed wojną, nie uwzględniano ich istnienia w spisach ludności. De facto w komunistycznej Polsce, która miała być etnicznojęzykowo jednorodnym państwem narodowym tylko Polaków, przyjęto francuską zasadę aby nie uwzględniać w statystykach narodowości obywateli i języków przez nich używanych w kontaktach codziennych. (Żelazny 2000: 20) Po wojnie po raz ostatni uwzględniono kategorię języka jako wskaźnika narodowości tylko w spisie z 1946 roku, a i wtedy pytano wyłącznie o język niemiecki, celem ustalenia liczby „niewątpliwych Niemców”, których należało wysiedlić. Szacunki na temat rozmiarów demograficznych pozostawiono naukowcom, którzy często w zgodzie z oczekiwaniami władzy zaniżali ich liczbę, a zwłaszcza liczbę Niemców (szacowanych na zaledwie 3,000), pomimo bezustannych wyjazdów Aussiedlerów do Niemiec. (Byczkowski 1976; Chałupczak 1998: 26)

Ergo, jeśli nie było nawet Niemców w PRL, to tym bardziej Ślązaków.

 

W Polsce postkomunistycznej

Polska i RFN były pierwszymi państwami po II wojnie światowej, które zdecydowały się uwzględnić kwestię mniejszości[7] w traktacie bilateralnym, podpisanym w 1991 roku. Traktat ten stał się wzorem dla podobnych traktatów zawieranych pomiędzy państwami środkowo- i wschodnioeuropejskimi. Tym to sposobem Warszawa oficjalnie uznała istnienie mniejszości niemieckiej w Polsce, która w przeważającej mierze skupia się na Górnym Śląsku, lub dokładniej mówiąc, we wschodniej połowie województwa opolskiego. Szok jakim było dla społeczeństw przyznanie przez Warszawę, że znaczna mniejszość niemiecka istnieje w Polsce, początkowo prowadził do negowania tego faktu nawet przez naukowców zawodowo parających się badaniem Górnego Śląska. Tak silny był wpływ peerelowskiego mitu o „autochtonach”, czyli nieistnieniu Niemców w powojennej Polsce. (Linek 1994: 110-112) Często podnoszonym argumentem był fakt, iż większość polskich Niemców nie mówi po niemiecku, stąd wyciągano wniosek, że to tacy „niby-Niemcy”, „Volksawgendeutsche”, czyli „tak naprawdę” Polacy podający się za Niemców z chęci odniesienia korzyści materialnych poprzez emigrację lub legalną pracę sezonową w RFN[8]. Nie ważne było co w tej kwestii sądzili sami zainteresowani, a oni wpierw „głosowali” składając wnioski o odzyskanie lub nadanie obywatelstwa niemieckiego, a po reformie samorządowej z 1999 roku wyrośli na najważniejszą permanentną siłę polityczną w województwie opolskim. Tym to sposobem Niemcy w Polsce odzyskali podmiotowość i możliwość decydowania o sobie. Dlatego od początku XXI stulecia ustały retoryczne spory o istnienie lub nie tejże mniejszości, które teraz są odgrzewane jedynie podczas obchodów Konstytucji 3 maja na Górze św. Anny[9] przez marginalne grupy ekstremistów etnicznonarodowych. (Pszon 2007)

Inaczej potoczyła się sprawa Ślązaków. Po pierwsze, w roku 1993 wprowadzono ważne zmiany w prawodawstwie niemieckim. Dotyczyły one szczególnie osób z terenu międzywojennego województwa śląskiego i ich zstępnych. Nabyły one obywatelstwo niemieckie (lub prawo do niego w wypadku zstępnych) w czasie wojny poprzez wpis na DVL. Ale powyżej wspomniane zmiany w praktyce uniemożliwiły im odzyskanie lub nabycie obywatelstwa niemieckiego, które stało się istotnym wyznacznikiem tożsamości dla mniejszości niemieckiej w województwie opolskim, a także uchroniły ją przed plagą bezrobocia. (Wolf 1996) A bezrobocie w szybko deindustrializowanym województwie katowickim (obecnie – śląskim) z dnia nadzień stało się tam jeszcze większym problemem niż w województwie opolskim. Z kolei ogólnopolskie partie polityczne nie zdecydowały się zagospodarować elektoratu zamieszkałego w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym, który tak ciężko został doświadczony przez transformację gospodarczo-systemową. Odrzuceni zarówno przez Niemcy jak i polską klasę polityczną osoby te wybrały tożsamość regionalno-etniczną. W sumie, nie dano im żadnej innej sensownej alternatywy, podobnie jak to było na Górnym Śląsku w czasie plebiscytu z 1921 roku, kiedy to Ślązakom wbrew ich własnym oczekiwaniom i interesom kazano wybierać między Niemcami a Polską, choć sami pragnęli utworzenia niepodległego lub autonomicznego (w ramach Niemiec) narodowego państwa śląskiego.

W roku 1990 powstał Ruch Autonomii Śląska (RAŚ), który uzyskał dwa mandaty w wyborach parlamentarnych rok później. (Wanatowicz 2004: 142) Jednak już w roku 1993 wprowadzono pięcioprocentowy próg wyborczy, który znów pozbawił Ślązaków przedstawicieli w Parlamencie, a zarazem krótkotrwałej podmiotowości. Wykluczenie poważnej grupy ludności (konserwatywnie szacowanej na 300,000 do pół miliona członków) wzmocniło barierę etniczną między Ślązakami z jednej strony, a Polakami i, w trochę mniejszym stopniu, górnośląskimi Niemcami z drugiej. Cień nadziei na uzyskanie jakiejś formy podmiotowości zauważono w tym, że organizacje mniejszości narodowych były zwolnione z konieczności zdobycia co najmniej 5% głosów w wyborach do Parlamentu, aby wprowadzić do niego własnych deputowanych.

W1996 roku grupa członków RAŚ założyła Związek Ludności Narodowości Śląskiej (ZLNŚ) i złożyła formalny wniosek o jego rejestrację. W następnym roku Sąd Wojewódzki w Katowicach zarejestrował ZLNŚ, ale w atmosferze skandalu medialno-politycznego wywołanego przez polskich etnonacjonalistów, katowicki Sąd Apelacyjny uchylił ową rejestrację już po kwartale. Tym samym uniemożliwiono ZLNŚ wzięcie udziału w wyborach parlamentarnych tego samego roku. Głównym argumentem podnoszonym przez Warszawę było twierdzenie ex cathedra, iż Ślązacy to nie mniejszość narodowa, etniczna, czy językowa, a jedynie grupa regionalna narodu polskiego. Po wyczerpaniu drogi sądowej w RP, w roku 1998 założyciele ZLNŚ wnieśli skargę na utrzymaną odmowę rejestracji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasbourgu, argumentując, iż Polska złamała art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje wolność zrzeszania się i stowarzyszania. Trzy lata później Trybunał orzekł, iż Polska nie naruszyła tego artykułu odmawiając rejestracji ZLNŚ, bowiem ze statutu ZLNŚ wynikało, że jego założyciele w ten sposób mogą ominąć pięcioprocentowy próg wyborczy. Polskie media komentowały ten wyrok prostym stwierdzeniem „Ślązacy to nie mniejszość narodowa”, chociaż trybunał wyraźnie zaznaczył, że nie zajmował się kwestią czy Ślązacy to mniejszość narodowa czy nie.

W roku 2002 ZLNŚ zwrócił się do Wielkiej Izby Trybunału o ponowne rozpatrzenie sprawy, która w wyroku wydanym dwa lata później podtrzymała stanowisko Trybunału z roku 2001. W międzyczasie przeprowadzono pierwszy spis ludności w postkomunistycznej Polsce. Uwzględniono w nim pytanie o narodowość obywateli oraz o język komunikacji w rodzinie[10]. Stanowiło to radykalne zerwanie z tradycją nie zadawania takich pytań oraz nie prowadzenia oficjalnych zapisów statystycznych w tym względzie począwszy od roku 1946. Wyniki spisu zaskoczyły zarówno rząd i mniejszości. Okazało się, że jedynie 445,000 osób zadeklarowało narodowość niepolską co było o wiele mniej niż wcześniejsze szacunki rzędu 700,000 do 1,5 miliona osób. Ponadto największą mniejszością narodową według tego spisu okazali się Ślązacy ze 173,000 deklaracji, pomimo tego że większość fałszerstw spisowych (krytykowanych przez ONZ w roku 2003) było właśnie skierowanych przeciwko deklaracjom narodowości śląskiej. (Adamczuk 2006: 100; Chałupczak 1998: 29; Gorzelik 2002; Grand 2004; Summary 2003; Związek 2006: 3-4)

Znamienne jak Warszawa zapatrywała się na kwestię śląską. W roku 2000 doszło do pono przypadkowego wycieku w internecie raportu UOP (Urzędu Ochrony Państwa, poprzedniczki ABW – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego) na temat potencjalnych niebezpieczeństw zewnętrznych i wewnętrznych, z którymi może przyjść się zmierzyć państwu polskiemu. RAŚ okazał się jedyną polską organizację, stanowiącą według UOP „potencjalne zagrożenie dla interesów RP”, którą wymieniono z nazwy w tym raporcie. (Faruga 2004: 99) Nie dziwi więc, że Główny Urząd Statystyczny (GUS) i inne instytucje państwowe komentując wyniki spisu, zupełnie pominęły jasny wyraz woli dany przez 173,000 Ślązaków odgórnie redefiniując ich jako bliżej nieokreśloną „grupę społeczną”. Ponadto, co znamienne, do chwili obecnej, to jest pięć lat od przeprowadzenia spisu, wciąż nie opublikowano jego wyników, a GUS nagminnie utrudnia zainteresowanym badaczom dostęp do zebranych danych spisowych. Postawa ta raczej wynika ze złej woli GUSu i administracji państwowej niż z jakiejkolwiek innej przyczyny. (Adamczuk 2006: 158; Klich 2004)

Przypuszczam, że ta zła wola jest podyktowana nie do końca uświadamianym odruchem „obrony etnicznojęzykowej czystości ojczyzny”. Odruch ten był niezmiennie warunkowany i utrwalany przez kolejne rządy, szkolnictwo, administrację państwową i armię poborową począwszy od roku 1918. Przez to stał się on „prawdą objawioną”, przeciwko której nie wolno występować ani jednym słowem, a tym bardziej czynem. Oczywiście w postkomunistycznej Polsce nie ma cenzury, lecz w tym względzie mit konieczności ciągłego budowania i utrwalania homogeniczności etnicznojęzykowej jako najistotniejszego raison d’être oraz podstawowej legitymizacji istnienia polskiego państwa narodowego, stał się granicą poprawności politycznej (lubo cenzury odautorskiej), której nie wolno przekraczać w dyskursie publicznym. Jeśli taka postawa kłóci się z faktami, tym gorzej dla faktów.

Naginanie faktów lub otwarte fałszerstwa mają długą tradycję w polskiej statystyce oficjalnej. Żeby zbyt daleko nie odbiegać od spraw śląskich, pozwolę sobie przywołać spis ludności z roku 1931, kiedy to okazało się , że autonomiczne województwo śląskie było ponoć najbardziej polskim ze wszystkich polskich województw z odsetkiem 7,7% ludności etnicznojęzykowo niepolskiej, chociaż rok wcześniej 34,2% wyborców głosowało tam na listy niemieckie w wyborach do Sejmu Śląskiego. (Ogonowski 2000: 174-175; Tomaszewski 1985: 31-51) W latach 1990 i 1991 Warszawa uznała istnienie mniejszości niemieckiej (głownie zamieszkałej na Górnym Śląsku), z czym wiązało się nadanie tej grupie ludności praw mniejszościowych, w tym prawa do szkolnictwa mniejszościowego w języku niemieckim. Doskonałe „wykonanie planu” w tym zakresie obwieszcza rocznik statystyczny GUSu za rok 2002, z którego polsko- i angielskojęzyczni czytelnicy dowiedzą się, że w roku szkolnym 2000/01 nauczanie w niemieckim języku ojczystym (native language) prowadzono w Polsce w 256 szkołach podstawowych, 62 gimnazjach i dwóch liceach ogólnokształcących. (Rocznik 2002: 239) Oczywiście autorzy rocznika nie podają, że nauczanie w języku ojczystym definiuje się, jako nauczanie języka ojczystego (de facto jako obcego) co najmniej trzy godziny lekcyjne w tygodniu[11]. Po prawdzie nie ma w Polsce ani jednej szkoły mniejszościowej z niemieckim językiem wykładowym, a jedynie dwa zespoły szkół bilingualnych z polskim i niemieckim językiem wykładowym, obydwa zlokalizowane w województwie opolskim, to jest w Oleśnie i Solarni.

Tak więc, pomimo 18 lat demokracji na współczesną polską kulturę polityczną wciąż się kładzie cieniem międzywojenny autorytaryzm i prawie pół wieku komunistycznego totalitaryzmu z ich etnicznonarodowymi uwarunkowaniami. Odmiennie rzecz się ma w przypadku Republiki Czeskiej, która po upadku komunizmu w roku 1989, mogła zwrócić się do silnie ugruntowanej międzywojennej tradycji czechosłowackiej demokracji. Dlatego, po roku 1989, Praga nie wstrzymywała się z publikacją wyników spisów, chociaż w ostatnim czechosłowackim spisie z roku 1991 okazało się iż 1,362,000 osób zadeklarowało narodowość morawską, a 44,000 śląską. W czeskim spisie z 2001 roku, deklaracje tych narodowości wyniosły odpowiednio: 380,000 i 11,000. Chociaż ani Morawiaków ani Ślązaków nie uznaje się w Czeskiej Republice za mniejszości, to bez problemu zezwolono na rejestrację ich partii i organizacji. I to właśnie chyba tak otwarte i liberalne podejście Pragi w połączeniu z równomiernym rozwojem całego państwa prowadzi do stopniowego zaniku atrakcyjności etnicznonarodowej tożsamości morawskiej i śląskiej. (Šatava 1994: 50; Sčítaní 2007)

Niezaprzeczalna represyjność państwa polskiego względem Ślązaków najlepiej widoczna na przykładzie ZLNŚ. W tym roku mija 11 lat odkąd grupa założycielska tego związku rozpoczęła działania zmierzające do jego oficjalnej rejestracji. Ta represyjność jest wykonywana w ramach dopuszczalnych przez prawo polskie i międzynarodowe zobowiązania RP, lecz stoi to w jawnej sprzeczności z duchem polskiej Konstytucji i z zasadami demokracji. Podobnie rzecz się ma we Francji, gdzie nie tylko nie uznaje się mniejszości etnicznych czy językowych, ale także narodowych. (Żelazny 2000)

Oczywiście Polska nie mogła ani nie może postępować w dokładnie taki sam sposób jak Francja, bowiem w okresie międzywojennym była zmuszona przez zapisy traktatu wersalskiego uznać istnienie mniejszości narodowych, a obecnie, w imię pokojowego współistnienia, RP przyjęła podobne zobowiązania w traktatach bilateralnych zawartych z sąsiadami. Jednak w okresie międzywojennym Warszawa ignorowała aspiracje i deklaracje narodowości, na przykład, Hucułów, Polesz(cz)uków, Ślązaków, Tutejszych, czy Ukraińców. O tych ostatnich, wbrew ich życzeniom, oficjalnie mówiono jako „Rusinach”, a w ramach osłabiania zwartości mniejszości ukraińskiej, Warszawa promowała etnicznojęzykową odrębność Łemków jako mniejszości narodowej odrębnej od Ukraińców. Chociaż Łemkowie o sobie mówili „Rusini” (czyli inaczej niż większość polskich Ukraińców), to Warszawa odgórnie narzuciła im etnonim „Łemkowie”, aby ich odróżnić od mniejszości ukraińskiej oficjalnie zwanej „rusińską”. (Michna 1995: 40, 42, 44, 57, 95; Tomaszewski 1985: 39-40)

Dlatego obecnie Warszawa uznaje Łemków, lecz tradycyjnie nie zezwala na uzyskanie podmiotowości ani Kaszubom ani Ślązakom. W wypadku tych pierwszych, doszło do kompromisu już w roku 1956, kiedy komunistyczne władze zezwoliły na utworzenie etniczno-regionalnej organizacji Kaszubów o nazwie Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie (ZK-P). ZK-P mogło także wydawać publikacje po kaszubsku, chociaż oficjalnie utrzymywano, że to dialekt języka polskiego. W spisie z 2002 roku 57,000 osób zadeklarowało używanie w domu języka kaszubskiego, lecz jedynie 5,000 narodowość kaszubską. (Adamczuk 2006: 148, 150) Te wyniki są pochodną powyżej wspomnianego kompromisu oraz zapewne jakiś (szerzej nieujawnionych) negocjacji pomiędzy Warszawą a ZK-P. W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku doszło do oddolnego rozwoju szkół z kaszubskim językiem wykładowym, lecz polskie władze wkrótce przestały na nie łożyć argumentując, że nie są do tego zobligowane, bo Kaszubi nie są ani mniejszością narodową, ani etniczną. Poza tym, podług Warszawy język kaszubski nie istniał, bowiem z oficjalnego punktu widzenia był to li tylko jeden z dialektów języka polskiego. Dzięki pomocy organizacji pozarządowych szkoły kaszubskie przetrwały, a w czasie spisu z roku 2002 liderzy kaszubscy namawiali Kaszubów do deklarowania narodowości polskiej i kaszubszczyzny jako języka kontaktów w rodzinie. (Beza 2001: 311)

I chyba właśnie na tym zasadzał się nowy modus vivendi wypracowany między Kaszubami a Warszawą. Zgodnie z życzeniami polskich władz, odmiennie od Ślązaków, Kaszubi wyrazili wolę pozostania grupą regionalną narodu polskiego. Za swoją postawę zostali wynagrodzeni w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z roku 2005. W tej ustawie ogłoszono zasady ochrony praw mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce oraz listę takich mniejszości, którym państwo gwarantuje ochronę ich praw. Największym novum tej ustawy zostało zaanonsowane przez użytą w tytule frazę „język regionalny”. Co znamienne ustawa mówi o języku regionalnym w liczbie pojedynczej, bowiem Warszawa zdecydowała się nadać status języka regionalnego tylko kaszubszczyźnie. Tym to sposobem, po raz pierwszy w historii Polska oficjalnie uznała istnienie języka kaszubskiego. Z jednej strony Kaszubi otrzymali takie gwarancje ochrony dla swojego języka jak mniejszości narodowe i etniczne, a z drugiej udało się ich utrzymać w składzie etnicznie zdefiniowanego narodu polskiego. Piszę etnicznie, a nie etniczniejęzykowo, bowiem z prawnego punktu widzenia zapisy tej ustawy skutkują tym, że od roku 2005 naród polski jest oficjalnie dwujęzyczny, z polszczyzną i kaszubszczyzną jako językami narodowymi.

Przypuszczam, że tak jak w wypadku Kaszubów, Warszawa podobnie „nagrodziłaby” Ślązaków uznaniem ich języka za regionalny, gdyby ci ostatni w przeważającej mierze zadeklarowali narodowość polską. Takie rozwiązanie też by dramatycznie obniżyło udział śląskiej „inności” w spisie, bowiem jedynie 57,000 zadeklarowało używanie języka śląskiego w kontaktach z rodziną. (Adamczuk 2006: 148). A podług środkowoeuropejskiej definicji narodu, do której polskie władze i elity są bardzo przywiązane, głównym wyznacznikiem odrębności narodowej jest język. Z tego punktu widzenia, w ciągu ostatniego pół wieku odniesiono ogromny sukces na polu homogenizacji etnicznojęzykowej, czyli polonizacji. W spisie jedynie 52,500 osób (czyli 0,14% całej ludności kraju) podało, że w domu mówi wyłącznie w języku niepolskim. (Adamczuk 2006: 148) Ergo, z wyłącznie językowego punktu widzenia w Polsce prawie nie ma nie-Polaków. A ponadto wykluczenie z wyników spisu największej mniejszości narodowej jaką okazali się Ślązacy dramatycznie obniżyła liczbę ludności etnicznie niepolskiej z 445,000 (1,2% ludności kraju) do 272,000 (0,7%). Zabieg ten ma szczególne znaczenie w przypadku Górnego Śląska, bowiem zamieszkuje tu aż 47,8% ludności o niepolskiej narodowości (w przeważającej mierze Ślązacy i Niemcy), czyli 186,000 osób w województwie śląskim i 133,000 osób w województwie opolskim. (Adamczuk 2006: 148)

 

Konkluzja

Pomijając przywiązanie do idei etnicznojęzykowo jednorodnego państwa narodowego oraz centralistyczno-biurokratycznych rozwiązań rodem z Francji, należy postawić pytanie skąd się to bierze, że niektóre grupy ludności poważa się w Polsce za mniejszości nawet jeśli by tego nie chciały (na przykład Romów i Żydów), a innym odmawia się tego statusu wbrew ich usilnym prośbom i deklaracjom (na przykład Kaszubom i Ślązakom). Zdaje się, że w ostatnim przypadku najważniejszym atrybutem, którego brak uniemożliwia uznanie Kaszubów i Ślązaków za mniejszości narodowe jest fakt, że nie istnieje ani kaszubskie ani śląskie państwo narodowe. Podług Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym posiadanie „macierzystego” państwa narodowego stanowi główną różnicę między mniejszościami narodowymi (legitymującymi się takowym państwem), a z definicji bezpaństwowymi mniejszościami etnicznymi. W tym wypadku fakt istnienia Izraela, czyli żydowskiego państwa narodowego, wyklucza Żydów z etnicznie zdefiniowanego narodu polskiego.

Ustawa stanowi, że mniejszość etniczna, aby zostać uznana za taką, musi w sposób istotny odróżniać się od pozostałych obywateli językiem, kulturą lub tradycją; dążyć do zachowania swojego języka, kultury lub tradycji; oraz posiadać świadomość własnej historycznej wspólnoty etnicznej i być ukierunkowaną na jej wyrażanie i ochronę. Ponadto przodkowie osób należących do mniejszości etnicznej musieli zamieszkiwać na obecnym terytorium RP od co najmniej stu lat. Wypisz wymaluj zarówno Kaszubi jak i Ślązacy oraz Górale bezspornie spełniają wymogi tej definicji. Jednak ustawodawca postanowił ograniczyć katalog uznanych mniejszości etnicznych do Karaimów, Łemków, Tatarów i Romów. Dlaczego? Otóż chociaż Karaimi i Tatarzy już dawno zatracili znajomość własnych (tureckich) języków, to ci pierwsi wyznają judaistyczną religię karaimską a ci drudzy islam. Pod względem religii część Łemków to prawosławni a reszta – grekokatolicy. Obydwie grupy na użytek obrzędów religijnych używają cyrylicy, którą też stosują do zapisu własnego języka. Za to w przypadku Romów, którzy w ogromnej większości są katolikami, oddziela ich od etnicznych Polaków własny, niesłowiański język, jak i ogromne uprzedzenie społeczno-rasowe, które względem Romów odczuwają Polacy.

Za to Kaszubów i Ślązaków łączy z Polakami rzymski katolicyzm oraz słowiańskie języki zapisywane alfabetem łacińskim. Zaobserwowawszy owe regularności, zaryzykuję tezę, iż w kwestii mniejszości polski nacjonalizm etniczny charakteryzuje odmowa uznania za mniejszości takich grup, które nie posiadają państwa narodowego, a wyznają rzymski katolicyzm i posługują się słowiańską mową, zapisywaną przy pomocy alfabetu łacińskiego. Stąd takie grupy odgórnie poważano i wciąż się poważa za grupy społeczne czy regionalne narodu polskiego. Przed rokiem 2005, do powyższego dochodziła także odmowa uznania za odrębne języki słowiańskie „mów” tychże grup, które uważano za regionalne dialekty języka polskiego. Teraz Warszawa uznaje kaszubszczyznę za odrębny język, lecz wciąż odmawia takiego statusu śląszczyźnie czy góralszczyźnie.

Ponieważ polski nacjonalizm etniczny to jeden z przykładów środkowoeuropejskiego nacjonalizmu etnicznojęzykowego, sądzę że powyższe ustalenia można rozciągnąć na inne nacjonalizmy tego typu występujące w tym rejonie Europy, a zwłaszcza na inne nacjonalizmy słowiańskie. Na przykład w Republice Czeskiej nie poważa się za mniejszości Morawian i Ślązaków, którzy jak Czesi wyznają rzymski katolicyzm (lub są ateistami), piszą w alfabecie łacińskim, a Praga uważa ich mowy za dialekty języka czeskiego, chociaż różnica między standardowym czeskim a śląskim i morawskim wydaje się być przynajmniej tak duża jak między czeskim a słowackim (a nawet większa w przypadku śląskiego). Ani w Czeskiej Republice ani na Słowacji nie uznaje się za mniejszość Czechosłowaków, którzy mówią i piszą albo po czesku, albo po słowacku i wyznają wiary (lub są ateistami), które najbardziej rozpowszechnione pośród Czechów i Słowaków. Podobnie rzecz się ma z Jugosłowianami nie uznawanymi za mniejszość w żadnym z krajów postjugosławiańskich.

Na Ukrainie nie uznaje się za mniejszość prawosławnych lub grekokatolickich Rusinów, którzy zapisują swą słowiańską mowę cyrylicą, bowiem dzielą wszystkie te cechy z Ukraińcami. Z kolei owe cechy wyróżniają Rusinów (Łemków) na Węgrzech, w Polsce i na Słowacji, gdzie przyznano im status mniejszości. Oczywiście Kijów poważa ich za regionalne grupy Ukraińców zamieszkujące tą część „etnograficznego obszaru” Ukrainy, który pozostał poza granicami ukraińskiego państwa narodowego. Podobnie na Białorusi nie uważa się za mniejszość prawosławnych i piszących cyrylicą Poleszuków. Owe podejście Mińska do Poleszuków a Kijowa do Rusinów jako żywo wyjęte z carskiej Rosji, gdzie Białorosjan (Białorusinów) i Małorosjan (Ukraińców) klasyfikowano jako grupy regionalne narodu Wielkorosjan (Rosjan), a zapisywaną cyrylicą mowę białorosyjską i małorosyjską jako „narzecza” (to jest dialekty) języka wielkorosyjskiego.

Bukareszt uważa, iż rozrzuceni po Bałkanach romańskojęzyczni a zarazem prawosławni Wołosi (Arumuni), Meglenowie i Istro-Rumuni to regionalne grupy narodu rumuńskiego a ich mowy to dialekty języka rumuńskiego. Sprawa trochę się komplikuje w kwestii pisma, bowiem grupy te używają alfabetu greckiego, cyrylicy i alfabetu łacińskiego, lecz ta rozbieżność pozostaje łatwo „wytłumaczalna” jako, że greka była oficjalnym językiem administracji i szkolnictwa w Mołdawii i na Wołoszczyźnie (późniejszej Rumuni) do początku XIX wieku, a cyrylicę, w której zapisywano język rumuński zastąpiono alfabetem łacińskim w latach sześćdziesiątych XIX stulecia. Tak więc fakt, że do roku 1989 używano cyrylicy w zapisie romańskiego języka mołdowiańskiego (który obecnie oficjalnym i narodowym postRadzieckiej Mołdowy), także nie przekonuje Bukaresztu, iż to język odrębny od rumuńskiego.

Nie inaczej rzecz ma się z podejściem Bułgarii do języka macedońskiego. Sofia uznaje państwowość postjugosławiańskiej Macedonii, lecz nie uznaje istnienia odrębnego języka i narodu macedońskiego. W bułgarskiej wykładni słowiańskojęzyczni i prawosławni Macedończycy to „po prostu” grupa regionalna narodu bułgarskiego, a macedoński to dialekt bułgarskiego, lub alternatywnie – drugi równorzędny z sofijskim standard języka bułgarskiego. Sprzeciw w tym względzie Skopje, lub w wypadku mołdowiańskiego – Kiszyniowa, jest słabo słyszalny na niwie międzynarodowej. Wejście Bułgarii i Rumunii do UE w roku 2007, umocniło pozycję Sofii i Bukaresztu (także językową, bo teraz bułgarski i rumuński to jedne z oficjalnych języków unijnych). Od dłuższego czasu w Bułgarii zezwala się Macedończykom ubiegać o obywatelstwo i paszport bułgarski, a w Rumunii Mołdowiańczykom o obywatelstwo i paszport rumuński. Oba obywatelstwa i paszporty to zarazem obywatelstwa i paszporty unijne. Ich wartość praktyczna jest trudno do przecenienia dla mieszkańców tak biednych państw jak Macedonia i Mołdowa, które na dodatek nie mają widoków na szybkie przyjęcie w poczet członków UE. Tak więc, w oczach Sofii i Bukaresztu intensyfikujący się „run” obywateli macedońskich i mołdowiańskich na, odpowiednio, bułgarskie i rumuńskie paszporty nijako „udowadnia”, że nie ma języka i narodu macedońskiego, czy też mołdowiańskiego.

Nie inaczej rzecz się ma z katolickimi Bunjewcami z Vojvodiny, których Belgrad uznał za odrębną mniejszość narodową z własnym językiem (zapisywanym alfabetem łacińskim) w roku 2005. Odrębność etniczno-językowa Bunjewców kształtowała się już od wieku XIX, kiedy Vojvodina była częścią Królestwa Węgier. Budapeszt popierał ten trend, bowiem tym to sposobem grupa ta nie zlewała się ani z katolickimi Chorwatami ani z prawosławnymi Serbami. W węgierskich spisach ludności Bunjewci byli wykazywani aż do roku 1947. W międzywojennej Jugosławii poważano ich za Serbochrowatów, a po 1945 roku za Serbów lub Chorwatów. Po rozpadzie Jugosławii, prawosławnemu Belgradowi na rękę by w wieloetnicznej Vojvodinie Bunjewci nie wzmocnili liczebnie mniejszości chorwackiej. Oczywiście, niezależnie od tego co twierdzi Belgrad i sami zainteresowani, Zagrzeb odgórnie definiuje Bunjwców jako część mniejszości chorwackiej w Serbii.

Odruchowe, bezrefleksyjne przywiązanie do modelu etnicznojęzykowo homogenicznego, silnie scentralizowanego państwa narodowego wciąż trwa w Europie Środkowej i Wschodniej, pomimo tragedii dziesiątków milionów osób, które były wysiedlane, przesiedlane, represjonowane i eskterminowane w imię dążenia do tak sformułowanego ideału państwowości. Dążenie takie obserwuje się nawet obecnie w postkomunistycznej i demokratycznej Polsce, chociaż stoi ono w jawnej sprzeczności z Konstytucją, która jako „Naród Polski” definiuje wszystkich obywateli RP, niezależnie od wyznania, języka, czy etnicznie zdefiniowanej narodowości. Artykuł 32.2 jasno napomina, że to, iż kogoś język ojczysty (etnolekt) różny od oficjalnej polszczyzny a etniczne pochodzenie inne niż polskie nie może stanowić podstawy do jakiejkolwiek dyskryminacji. Ponadto Konstytucja ta gwarantuje szeroką ochronę praw mniejszościom narodowym i etnicznym. Z zapisów tych wyłania się wizja Polski jako kraju wielokulturowego, tolerancyjnego i otwartego na świat. Jednak praktyka codzienna świadczy o zupełnie czymś innym, co poważnie obniża próbę polskiej demokracji oraz atrakcyjność Polski jako kraju docelowego imigracji. A bez takiej atrakcyjności nie ma mowy o odniesieniu sukcesu w globalizującym się świecie. Poszanowanie (lub nie) praw Ślązaków – jako największej mniejszości narodowej we współczesnej Polsce – to najlepszy papierek lakmusowy, za pomocą którego można badać jakość demokracji w Rzeczypospolitej. A poważną skazą na polskiej demokracji fakt, że od 18 lat wyklucza z pełnego uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym znaczną grupę obywateli RP, bo jakby nie było co najmniej 173,000 Ślązaków.

 

Cytowana literatura

Adamczuk, Lucjan i Łodziński, Sławomir, red. 2006. Mniejszości narodowe w Polsce w świetle Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku. Warszawa: Scholar, Polskie Towarzystwo Socjologiczne, i XII Ogólnopolski Zjazd Socjologiczny.

Alter, Stephen G. 1999. Darwinism and the Linguistic Image: Language, Race, and Natural Theology in the Nineteenth Century. Baltimore MD: The Johns Hopkins University Press.

Bahlcke, Joachim. 1996. Schlesien und die Schlesier (Ser: Studienbereihe

der Stiftung Ostdeutscher Kuturrat, Vol 7). Munich: Langen Müller.

Bloch, Howard R. 1990. New Philology and Old French (s 38-58). Speculum. Nr 1, styczeń.

Böckh, Richard. 1866. Die statistische Bedeutung der Volksprache als Kennzeichen der Nationalität. Berlin: Dümmler.

Breza, Edward, red. 2001. Kaszubszczyzna/Kaszëbizna (Ser: Najnowsze Dzieje Języków Słowiańskich). Opole: Uniwersytet Opolski and Instytut Filologii Polskiej.

Byczkowski, Józef. 1976. Mniejszości narodowe w Europie, 1945-1974. Opole: Instytut Śląski.

Chałasiński, Józef. 1935. Antagonizm polsko-niemiecki w osadzie fabrycznej „Kopalnia” na Górnym Śląsku. Warszawa: Dom Książki Polskiej.

Chałupczak, Henryk i Browarek, Tomasz. 1998. Mniejszości narodowe w Polsce, 1918-1995. Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Čolović, Ivan. 2007. Bałkany – terror kultury (Ser: Sulina). Wołowiec: Czarne.

Cząstka, Bożena i Synowiec, Helena. 1990. Kształcenie sprawności językowej (ćwiczenia dla uczniów środowiska śląskiego). Kraków: Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego.

Duby, Georges. 2004. Grand atlas historique. L’histoire du monde en 520 cartes. Paryż: Larousse.

Dziwisz prosi: bez przesady z folklorem. 2005. Gazeta Wyborcza. 30 grudzień. http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/2029020,68586,3089193.html, 17 may 2007.

Edwards, John. 1994. Multilingualism. Londyn i Nowy Jork: Routledge.

Eisler, Rudolf. 1904. Volksgeist. In: Rudolf Eisler. rterbuch der philosophischen Begriffe. Berlin: Mittler. http://www.textlog.de/5373.html, 24 sierpień 2006.

Faruga, Arkadiusz. 2004. Czy Ślązacy są narodem? Przemilczana historia Górnego Śląska. Radzionków: Rococo.

Finkielkraut, Alain. 1992. Porażka myślenia. Warszawa: Niezależna Oficyna Wydawnicza.

Gorzelik and Others v Poland Referred to Grand Chamber. 2002. http://www.echr.coe.int/Eng/Press/2002/july/GorzeliktoGCepress.htm, 1 czerwiec 2007.

Grand Chamber Judgement in the Case of Gorzelik and Others v. Poland. 2004. http://www.echr.coe.int/Eng/Press/2004/Feb/GrandChamberJudgmentGorzelikvPoland.htm1, czerwiec 2007.

Gumbrecht, Hans Ulrich. 1986. Un souffle d’Allemagne ayant passé: Friedrich Diez, Gaston Paris, and the Genesis of National Philologies (s 1-27). Romance Philology. Nr 1, sierpień.

Habermas, Jirgen. 2002. Postnacionalna konstelacija. Belgrad: Biblioteka Otkrovenje.

Hoyt, David L. 2006. Dialects of Modernization in France and Italy, 1865-1900 (s 85-118). In: David L Hoyt i Karen Oslund, red. The Study of Language and the Politics of Community in Global Context. Lanham MD: Lexington Books.

Jerczyński, Dariusz. 2006. Historia Narodu Śląskiego. Zabrze: Narodowa Oficyna Śląska.

Kamusella, Tomasz. 2001. Language as an Instrument of Nationalism in Central Europe (s 235-252). Nations and Nationalism. No 2, Apr. Londyn: Blackwell and Association for the Study of Ethnicity and Nationalism.

Kamusella, Tomasz. 2003. Global State System (s 196-200). In: I I Mazour, A N Chumakov and W C Gay, red. The Global Studies Encyclopedia. Moscow: Raduga and Tsentr Nauchnykh i Prikladnykh Programm “Dialog”.

Kamusella, Tomasz. 2006. The Isomorphism of Language, Nation, and State: The case of Central Europe (s 57-92). In: W Burszta, T Kamusella, and S Wojciechowski, red. Nationalisms Across the Globe: An Overview of Nationalisms of State-Endowed and Stateless Nations (Vol 2: The World). Poznań: Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa.

Kamusella, Tomasz. 2006a. Schlonzska mowa. Język, Górny Śląsk i nacjonalizm. Zabrze: Narodowa Oficyna Śląska.

Kamusella, Tomasz. 2007. Silesia and Central European Nationalisms: The Emergence of National and Ethnic Groups in Prussian Silesia and Austrian Silesia, 1848-1918. West Lafayette IN: Purdue University Press.

Klich, Aleksandra i Krzyk, Józef. 2004. Kaj żeśmy som? Gazeta Wyborcza. 14 grudzień, http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2445433.html, 2 czerwca 2007.

Kohn, Hans. 1962. The Age of Nationalism: The First Era of Global History. New York: Harper & Row.

Lebensraum. 2007. http://www.dhm.de/lemo/html/weimar/wegbereiter/lebensraum/. 31 czerwca.

Leuschner, Torsten. 2004. Richard Böckh (1824-1907). Sprachenstatistik zwischen Nationalitätsprinzip und Nationalstaat (s 389-421). Historiographia Linguistica (Special issue: Linguistica Berolinesia). Nr 2-3.

Linek, Bernard i Ruszczewski, Jacek. 1994. Rozważania wokół obrazu Instytutu Śląskiego w świetle polskich publikacji prasowych (s 103-112). In: Krystian Heffner, red. Instytut Śląski 1934-1994. Opole: Instytut Śląski.

Linek, Bernard. 2000. Polityka antyniemiecka a Górnym Śląsku w latach 1945-1950. Opole: Instytut Śląski.

Linek, Bernard. 2001. Próba eliminacji języka niemieckiego na Górnym Śląsku w latach 1945-1950 (pp. 81-102). Przegląd Zachodni. No. 1.

Magocsi, Paul Robert. 1978. The Shaping of a National Identity: Subcarpathian Rus’, 1848-1948. Cambridge MA and London: Harvard University Press.

Martin, Terry. 2001. The Affirmative Action Empire: Nations and Nationalism in the Soviet Union, 1923-1939 (Ser: The Wilder House Studies in Politics, History and Culture). Ithaca NY: Cornell University Press.

Michna, Ewa. 1995. Łemkowie. Grupa etniczna czy naród? Kraków: Nomos.

Nitsch, Kazimierz. 1911. Mowa ludu polskiego. Kraków: L Frommer i Warszawa: E Wende.

Nitsch, Kazimierz. 1920. Granice państwa a granice języka polskiego (s 97-101). Język Polski. Nr 5.

Ogonowski, Jerzy. 2002. Uprawnienia językowe mniejszości narodowych w Rzeczypopsolitej Polskiej, 1918-1939. Warszawa: Wydawnictwo Sejmowe.

Olender, Maurice. 2002. The Languages of Paradise: Aryans and Semites. A Match Made in Heaven. Nowy Jork: Other Press.

Pop, Ivan. 2005. Dějiny Podkarpatské Rusi v datech. Praga: Libri.

Porter, Brian A. 2000. When Nationalism Began to Hate: Imagining Modern Politics in Nineteenth-Century Poland. Nowy Jork: Oxford University Press.

Pszon, Joanna. 2007. Groźne okrzyki na Górze św. Anny. Gazeta Wyborcza. http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4105464.html, 3 maj.

Rocznik statystyczny 2002 Rzeczypospolitej Polskiej / Statistical Yerabook of the Republic of Poland. 2002. Warszawa: GUS.

Rychlík, Jan. 1998. Češi a Slováci ve 20. století. Česko-slovenské vztahy 1945-1992. Bratisława: Academic Electronic Press i Praga: Ústav T G Masaryka.

Šatava, Leoš. 1994. Národnostní menšiny v Evropě. Encyklopedická příručka. Praga: Ivo Želazný.

Schmalz-Jacobsen, Cornelia and Hansen, Georg, red. 1997. Kleines Lexikon der ethnischen Minderheiten in Deutschland. Bonn: Bundeszentrale für politische Bildung.

Sčítaní lidu, domů a bytů 2001. 2007. http://www.czso.cz/sldb/sldb2001.nsf/tabx/CZ0000, 2 czerwiec.

Summary Record of the 1572nd Meeting: Poland 21/03/2003. 2003. Geneva: Committee on the Elimination of Racial Discrimination, United Nations. http://www.unhchr.ch/tbs/doc.nsf/0/2b8ff2aaf7e34ecec1256e900046aed0?Opendocument, 30 Apr 2007.

Tomaszewski, Jerzy. 1985. Ojczyzna nie tylko Polaków. Mniejszości narodowe w Polsce w latach 1918-1939. Warsaw: MAW.

Trampe, Ludwig. 1908. Sprachenkampf und Sprachenrecht in Preußen und seiner Ostmark. Systematische Darstellung der Entwicklung der Sprachenfrage in Preußen-Deutschland, unter besonderer Berücksichtigung des preußischen Ostens, auf Grund der einschlägigen öffentlich-rechtlichen Bestimmungen und parlamentarischen Verhandlungen. Lipsk: Dietrich.

Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. 2005. http://ks.sejm.gov.pl/proc4/ustawy/223_u.htm, 30 Apr 2007.

Walaszek, Adam, red. 2001. Polska diaspora (Ser: Leksykon Historii i Kultury Polskiej). Cracow: Wydawnictwo Literackie.

Waldenberg, Marek. 1992. Kwestie narodowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzieje. Idee. Warszawa: PWN.

Wanatowicz, Maria Wanda. 1982. Ludność napływowa na Górnym Śląsku w latach 1922-1939. Katowice: Śląski Instytut Naukowy i Uniwersytet Śląski.

Wanatowicz, Maria Wanda. 2004. Od indyferentnej ludności do śląskiej narodowości? Postawy narodowe ludności autochtonicznej Górnego Śląska w latach 1945-2003 w świadomości społecznej (Ser: Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Vol 2224). Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.

Weber, Eugen. 1976. Peasants into Frenchmen: The Modernization of Rural France, 1870-1914. Stanford CA: Stanford University Press.

Wolf, Adolf. 1996. Der Status des Spätaussiedlers nach dem Kriegsfolgenbereinigungsgesetz. Wiesbaden: Kommunal- und Schul-Verlag.

Wyderka, Bogusław. 1998. O konieczności nowych badań gwar śląskich (pp. 1-4). Śląsk Opolski. Nr. 3.

Zakarpatśka obłrada wyznała rusyniw na terenach obłasti. 2007. http://zik.com.ua/index.php?news_id=74748, 15 maj.

Żelazny, Walter. 2000. Francja wobec mniejszości narodowych. Etniczność, etnopolityka, etnosocjologia. Tyczyn: Wyższa Szkoła Społeczno-Gospodarcza w Tyczynie.

Związek Ludności Narodowości Śląskiej w dokumentach (Część II). 2006. Zabrze: Narodowa Oficyna Śląska.

Żlabowa, Janina. 1959. Mówimy poprawnie po polsku. Katowice: Śląsk.


[1] Właśnie wtedy wytworzyła się pojęciowa dychotomia: naród – narodowość od niemieckiego Volk/Nation – Nationalität. Politycy austro-węgierscy uważali, że jak narody miały prawo do własnych państw narodowych, tak narodowości jedynie do autonomii. Tym to sposobem wypracowano kompromis pomiędzy aspiracjami etniczno-narodowymi „narodowości” a jednością państwa.

[2] Grupy te określano jako „narodowości” (narodnosti, nacjonalnosti) a nie narody, tym samym, tak jak wcześniej w Austro-Węgrzech, podkreślając ich prawo do autonomii, lecz nie do odrębnych i niepodległych państw narodowych.

[3] Pierwszy, nieśmiały krok w tym kierunku poczyniono w marcu 2007 roku, kiedy to władze regionalne ukraińskiego Zakarpacia uznały istnienie Rusinów na tym terenie. (Zakarpatśka 2007)

[4] „Przestrzeń językowa” oraz dalej – przez analogię z pojęciem Volksgeist – „przestrzeń duchowa” narodu stała się popularnym toposem polityki w okresie międzywojennym na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej, „uzasadniającym” pretensje do „prawdziwych granic”, których wciąż się nie udało uzyskać narodowi „pokrzywdzonemu” przez sąsiadów i mocarstwa. Odmianą tego pojęcia był biologizująco-rasistowski koncept „Lebensraum”, „przestrzeni życiowej”, bez osiągnięcia której naród jest pono skazany na atrofię i degenerację. Twórcą pojęcia Lebensraum był niemiecki geopolotyk Friedrich Ratzel, który je zaproponował w pracach z lat 1897 i 1901. (Čolović 2007: 79-80; Lebensraum 2007)

[5] Pomimo wyraźnych wyborów identyfikacyjnych Aussielderów, Warszawa do dzisiaj poważa ich za Polaków, co daje asumpt o mówienia o istnieniu „dwumilionowej Polonii” w Niemczech. Z kolei Berlin, wlicza w poczet grupy polskich emigrantów jedynie 277,000 osób, które nie legitymują się statusem Aussiedlera. (Schmalz-Jacobsen 1997: 123; Walaszek 2001: 248)

[6] Jednak w roku 2005 nastąpił zwrot przeciwko językowi góralskiemu, kiedy to arcybiskup krakowski Stanisław Dziwisz zakazał używania w liturgii góralskiego tłumaczenia Nowego Testamentu oraz śpiewania góralskich pieśni w kościele. (Dziwisz 2005) Zda się, że zarządzenie te stoi w sprzeczności z zaleceniami Soboru Watykańskiego II, aby językiem liturgii i obrzędów kościelnych był język ludności. W ten sposób nastąpił zwrot do rzeczywistości przedsoborowej, z tym, że polszczyzna zastąpiła łacinę w roli języka liturgicznego.

[7] Art. 20.1 Traktatu między RP a RFN o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy uznaje jedynie istnienie mniejszości niemieckiej w Polsce, choć przyznaje w RFN prawa ochrony i rozwoju tożsamości etnicznej, kulturalnej, językowej i religijnej niemieckim obywatelom polskiego pochodzenia etnicznego, lub przyznającym się do języka, kultury lub tradycji polskiej. Z prawnego punktu widzenia Polacy zamieszkujący w RFN to imigranci, a w większości prawodawstw środkowoeuropejskich status mniejszości przyznaje się tylko „ludności rodzimej”, czyli zamieszkałej „od pokoleń” na danym terenie. A o tym co oznacza mglisty zwrot „od pokoleń” decyduje dane państwo.

[8] Oczywiście tym samym naukowcom, fakt nieznajomości języka polskiego przez, na przykład, repatriantów z Kazachstanu czy członków pono dziesięciomilionowej Polonii w USA, nie przeszkadzał w uznaniu tychże za Polaków.

[9] Ironicznie, Konstytucja 3 maja z 1791 roku nigdy nie obowiązywała na obszarze Górnego Śląska oraz na innych dawnych terenach niemieckich, które inkorporowano do Polski po 1945 roku, albowiem po większości terytoria te nigdy nie należały do Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, lub zostały przyłączone do Prus już w trakcie pierwszego rozbioru (1772).

[10] Spis przygotowano jeszcze za rządów AWS (1997-2001) w ramach przygotowania Polski do członkostwa w Unii Europejskiej. W skład AWS wchodził ZChN, i to zapewne za poduszczeniem tego etnonacjonalistycznego ugrupowania wprowadzono do spisu pytanie o tak subiektywne w swej naturze odczucia jak narodowość i język.

[11] Stąd można wysnuć ciekawy wniosek, że mamy w kraju co najmniej kilka, lub nawet kilkanaście tysięcy szkół z nauczaniem w „angielskim języku ojczystym”.