|
|
Wrocław, w którym wszystko płynie
łukasz medeksza
Idąc spod Pręgierza na południe maszeruje się ul. Świdnicką - formalnie najważniejszą w mieście. Niestety ostatnio wyraźnie zaniedbaną, jakby dla kontrastu z
dobrze utrzymanym Rynkiem. To główna ulica handlowa, na przełomie XIX i XX w. rozkwitająca licznymi domami towarowymi. W latach 70-tych przecięta
paręset metrów za Rynkiem Trasą W-Z (która powtarza linię niegdysiejszej fosy wewnętrznej, zasypanej w 1866 r.). Pod trasą przekopano z tej okazji siermiężne,
gierkowskie przejście podziemne - ulubione miejsce żebraków, akwizytorów, ulicznych grajków itp. Z jednym, jedynym lokalem w postaci działającej "od zawsze"
tościarni (tost z keczupem - 3,70 - polecam, choć to za mało na obiad). Tu zbierali się pierwsi wrocławscy punkowcy. Było to tuż po uruchomieniu przejścia, które
nie wiedzieć czemu zostało przez załogę ochrzczone mianem "Brodłeju". Tu podobno dostał w ryja od załogantów gitarzysta pierwszej wrocławskiej kapeli
punkowej - "bo był za mało punkowy". Ostatnio władze miasta ogłosiły, że za parę lat przejście będzie zasypane.
Tuż przed przejściem, po lewej ręce (idąc od Rynku) stoi zegar. Obecny, na metalowej nóżce, zastąpił starszy, który miał formę wysokiego kamiennego kloca
wyłożonego kafelkami. To był właśnie słynny "Zegar" z ulotek Pomarańczowej Alternatywy - miejsce rozpoczęcia większości happeningów ("16.30 pod Zegarem").
Tu bywało gorąco, w tym miejscu milicja -w pierwszej fazie działań PA (1987)- łapała co aktywniejszych uczestników. Nic dziwnego, że w końcu ktoś kiedyś
napisał sprejem na zegarze, że "tu mieszka Duch Czasu". Major lubił te zabawy w podchody z milicją. Miał hopla na punkcie militariów i dowodzenia. Podpisywał
ulotki jako "komendant Twierdzy Wrocław" ("Twierdza Wrocław" to twór jeszcze pruski, 18-wieczny, reaktywowany podczas oblężenia z 1945). A jako swojego
antenata ideowego lubił przywoływać Karola von Clausewitza, autora słynnego traktatu "O wojnie". Też wrocławianina. Von Clausewitz został po śmierci w 1831 r.
pochowany na nieistniejącym już cmentarzu przy dzisiejszej ul. Krasińskiego (na pd.-wsch. od centrum, tuż za zakolem istniejącej do dziś fosy zewnętrznej).
Tak się składa, że po wyprowadzce z Pomorskiej przeniosłem się z rodzicami właśnie na Krasińskiego, do plomby stojącej niemal dokładnie nad eks-cmentarzem
(obecnie parczkiem). I to właśnie tę okolicę zalała powódź, wypełniając eks-cmentarz do cna wodą...
*
fragment pochodzi z książki Moje miasto wydanej przez Duch Miejsca, Instytut Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego
zainteresowanych publikacją odsyłamy do autorów: jaWsieci - moje miasto
|