archiwum


wędrówka   strona główna



           TYGODNIE:  I   II   III   IV   V   VI   VII  

 wrocław'02 - tydzień ósmy


  Tak, "Sawa" jest nieczynna! Stara, dobra "Sawa", pierwsza knajpa Gastronomicznej Spółdzielni Inwalidów, którą poznałem, knajpa przed którą tramwaj linii "zero" urwał mi drzwi od wartburga, knajpa, w której wrośnięci w lokal konsumenci z sąsiedniego z stolika podpalili puszkę z lakierem, zionęli ogniem w stronę plecionych firanek, płomienie zajęły powietrze nad obrusami i znikły, uwięzione na powrót w opakowaniu, zaległa mroźna cisza, kelnerka pogroziła palcem, a potem zadźwięczały znów szklanki, buchnęły rozmowy, piroman skrył łobuzerski uśmiech za butelką, "Sawa" wróciła do swego gorącego rytmu, znów żyła, bełkotała, serwowała potrawy i trunki, "Sawa" trwała i miała trwać tak wiecznie. Czemu więc teraz nie trwa, czemu zamknięta? Czemu nieczynna właśnie "Sawa", knajpa, w której pierogi kupisz na kilogramy i talerze, barszcz na talerze i słoiki, a kieliszek wiśniówki niewiele więcej niż barszcz kosztuje?!

  Długo jeszcze staliśmy otępiali przed wejściem, długo wpatrywaliśmy się w kartkę "czynne od 11.00", długo kręciliśmy głowami, wzajemnie czyniliśmy sobie wyrzuty, oskarżaliśmy, złorzeczyliśmy, potem siedzieliśmy na kamiennym stopniu, milczeliśmy, wreszcie ruszyliśmy w dalszą drogę, bo ileż można siedzieć?





  Idziemy więc w stronę Jedności, stajemy na rozdrożu: przed nami Słowiańskie Wzgórze. Szlak na północ wiedzie w stronę Browaru i Kromera, na południu jest plac Świętego Macieja i "Arka", na południowym zachodzie "Syrenka", dalej Nadodrze i kominy elekrociepłowni. "Arki" nie znamy, knajpa istnieje tylko w sferze legend, kusi przygodą, odstrasza jednak ryzykiem sromotnej klęski. Cóż bowiem, jeśli i ona jest zamknięta? Ja wspominam coś o "Sabie", również należącej do GSI, lokalu blisko granic Kościejowego Carstwa, przytulnego jednak i dobrego. "Ludzie nas tam znają", tłumaczę, "czas grzęźnie w grubych firankach, zatacza pętle, zwalnia, osiada, będziemy tam siedzieć, pić, odpoczywać, omówimy sprawy, wyznaczymy cel, strategię działania, nabierzemy wiary, sił, by iść, póki krew w żyłach płynie, póki oddech jest ciepły, póki Kościej nie zje wszystkiego, nie usidli nas fantomem, marą, banknotowym bagnem lub też my nie znajdziemy Tego-Czego-Szukamy, ukrytego w jajku, w rybie, w podwórku, Biblii, w sobie, nie wiadomo gdzie, nie wiemy jeszcze jak TO wydobyć, dlatego właśnie poszukujemy, podróżujemy. Tak , idziemy ze świadomością, że ktoś przegrać musi: Kościej, albo my, w takim czasie nam żyć przyszło. A więc siądziemy w <<Sabie>>, skoro <<Sawa>> zamknięta, omówimy sprawy, pokrzepimy się jadłem. Wiem: droga z <<Sawy>> do <<Saby>> daleka. Pierwszy szlak każe zawrócić do Wyszyńskiego, zawinąć na południe i ciąć przez Ostrów, mijać kościoły ujarzmione upiornym sztucznym światłem i kamerami, którymi Kościej bacznie obserwuje tumskie uliczki. Ale możemy wybrać inną drogę - bezpieczniejszą i niewiele dłuższą: skręcić w stronę "Arki", jeśli będzie zamknięta - iść dalej - od Świętego Macieja na wschód, zahaczyć o monopolowy na Bema, a stamtąd do celu już dwa kroki - młyn, most i <<Saba>>. Droga nie jest łatwa, ale najpewniejsza" - kończę. Łepkowicz jednak kręci głową, mówi, że szlak zbyt długi, nie dotrwamy, czekałoby nas drugie tyle co przeszliśmy, a sił już brakuje. "Nadto zaś" - Łepkowicz unosi rękę do twarzy, pociera okulary - "nadto drogi się zmieniły od kiedy nimi ostatnio szedłeś. Mówisz, że ta przez Świętego Macieja jest bezpieczna? Zgoda, do <<Arki>> dojdziemy, ale dalej? Kościej postawił przed placem Bema nieludzką La Plazę, czy zdołamy tamtędy przejść bez szwanku? Ryzyko zbyt wielkie, ta droga jest niepewna i wyczerpująca". Stoimy dalej przed wzgórzem, wiemy, że nie pójdziemy na północ do Browaru, bo o tej porze jest tam zbyt zimno, a piastowska budka z piwem może być zamknięta. A i iść od Browaru nie ma gdzie - wkoło pustkowia, Odra, przy głównej drodze na Warszawę stoi zaś "Korona" - państwo w państwie, straszliwy marketowo-multipleksowy kompleks handlowy. Cóż więc pozostaje? "Syrenka" - mówi dobitnie Łepkowicz. - "jest otwarta, ręczę głową. Strony bezpieczne, strawa pewna. W <<Syrence>> nie zginiemy". Przystaję na propozycję, ruszamy żwawo na południe, obchodzimy wzgórze, skręcamy na zachód, przed nami tramwajowa zajezdnia i kręte ulice. Mnie jednak ciągle dręczy złe przeczucie. Tak kończymy ósmy tydzień podróży.


tydzień dziewiąty


wędrówka   strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni