|
|
wrocław'02 - tydzień trzynasty
"Tyle słońca w naszym mieście". Piastowska buda tętni piosenką, śpiewamy drugi tydzień. Potem znów sączymy piwo, Łepkowicz mówi: "Główny bohater w filmie
Migacza, kiedy wychodzi z psychiatryka, rusza po ulicach, a w podkładzie leci właśnie <<Tyle słońca...>>". Migacz to dobry człowiek. A ja grałem w jego filmie
"Ruskiego".
Głównego bohatera grał Wirus. Siedzę, wspominam film, przypomina mi się rozmowa z Wirusem w mieszkaniu Migacza i Moniki - już po zdjęciach. Wirus siedział
na podłodze, ja na materacu, piliśmy bananowe wino, ja tłumaczyłem ideę nowej rewolucji, zaciskałem pięści, mówiłem twardo, rzeczowo, dobitnie. Później
machałem rękami, perorowałem już bardziej szeroko, emocjonalnie, mówiłem, że teraz ponieść może już tylko religia, chrześcijański flower-power, bo tylko religia
się ostała, w pył obróciły się wszystkie inne fundamenty, tylko na gruncie religii można próbować stworzyć alternatywę. Opowiadałem o sakrorewolucji, o
programie walki z Kościejem, o nowej rzeczywistości, o wizji Polski i Świata, w którym zwolnił czas. Mówiłem, że jedyna szansa to zwolnić obłędny, wirtualny pęd,
bo Kościej czas zjada, on przyspiesza, stymuluje, tuczy, hoduje na rzeź, na chemiczną kastrację mózgu. Tak, Kościej spekuluje czasem - wtłacza ludzi w obłędny
pęd, który skrywa skrupulatnie za odnowionymi fasadami, za syntetyczną skórą, za face-liftingiem, za nowym lakierem samochodów, pudrem, kostką "puzzle",
sztucznym światłem, szkłem - Kościej zabija objawy upływu czasu - podkręcając jednocześnie tempo, obłędny, mechaniczny, bezmyślny rytm. Nie potrafiłem
wytłumaczyć Wirusowi swojej diagnozy, sam jeszcze nie zdołałem określić mechanizmu, przeszedłem więc zręcznie do wizji świata po sakrorewolucji, do tego jak
rzeczywistość zmienić, jak naprawić, jak zawrócić. A więc wszystkie pociągi będą sypialne, wszystkie osobowe, zatrzymywać się będą na każdej stacji, w każdej
wiosce. W składzie: wagon biblioteczny, w którym wypożyczasz książki. Jest też - zamiast warsu - wagon sklepowy - piwo tyle co w sklepie kosztuje. Kupujesz
mocnego bączka 0,3, idziesz do wagonu parkowego, tam siadasz na ławce, pijesz browara, dyskutujesz, kontemplujesz. Kiedy czujesz znużenie - zasypiasz na
trawie, na ławce, albo wracasz do sypialni. Czas płynie leniwie, nikt się nie spieszy, bo podróż musi trwać. Jeździsz nie po to, by dotrzeć na miejsce w dwie godziny,
a by być w drodze. Samochody będą tylko elektryczne, na olej rzepakowy, wszędzie ograniczenie do trzydziestu na godzinę (oprócz karetek). Można świat
przekształcić jeszcze głębiej: na drogach zbójcy, gazety dostępne w punktach pocztowo-konnych, wkoło lasy, bory. Ale to już wizja zbyt odległa, nierealna.
Najważniejsze - uruchomić program na rzecz spowolnienia tempa życia.
Wirus zgadzał się co do pryncypiów, mówił, że rzeczywiście tylko religia może ponieść, zgadzał się co do diagnozy - Kościej naciera. "Jednako" - Wirus podnosił
rękę - "Jednako sakrorewolucja nie jest metodą. Ewolucja tylko w grę wchodzi". Mówił jeszcze o potrzebie przywrócenia wartości, ja przytakiwałem, piłem piwo,
niestety: sakrorewolucja - wielki przełom, przewrót - nie wchodzi na razie w grę. Pozostaje nam walczyć samotnie, pozostawić ślad, bronić choć cząstki tego, co
jeszcze pozostało.
Chyba, że uda się odnaleźć To-Czego-Szukamy. Ale szukają już przez wieki, szukali w bajkach, baśniach, bylinach, szukały Iwany papierowe, literackie,
legendarne, szukali i ludzie z krwi i kości, członkowie sekt, tajemnych bractw, starowiercy wędrowcy, bieguny, przez dwa wieki z górą przechowują tajemne spisy
członków bractwa, sporządzają kryjówki, powtarzają legendy. Jedni mówią o kolejnym przyjściu, inni o Państwie Opońskim, inni wreszcie o Szambali, czy o życiu
Kościeja - ukrytym w jajku, na dnie morza - no, nie wiadomo gdzie, stąd wędrówka, stąd rozpaczliwe poszukiwanie. Wędrowcy, strażnicy, rozproszeni, nie
wszyscy świadomi misji, nie wszyscy świadomi swej siły, wielu zastraszonych, zamkniętych, wtłoczonych w system, ostrożnych, dwu-mówiących, dwu-myślących,
zrezygnowanych, złamanych, niedojrzałych. Ale są. Jesteśmy. Wielu nas jest, więcej niż myślimy. Trzeba tylko okrzepnąć, trzeba dojrzeć, urosnąć w siłę. Wyjść na
powierzchnię, zjednoczyć realność z legendą, tak, by żadnej z dwu płaszczyzn nie zdusić. Przyjdzie czas.
Na razie wędrujemy.

koniec
|