jesień'04


wędrówka  strona główna



 6 lipca
   I          II     


 7 lipca
   I          II         III        IV         V          VI         VII        VIII   


 8 lipca
   I          II         III        IV         V      


 9 lipca
   I          II         III        IV     

 V

   VI         VII        VIII       IX         X      


 10 lipca
   I          II         III        IV         V      


 11 lipca
   I          II         III        IV         V      

w r o c ł a w  1 9 6 6 - g ü n t h e r  a n d e r s

9   l i p c a  -     V


Odniemczanie

Gdy pętam się tak ulicami, stawiam sobie co i raz pytanie, czy naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, czy w jakimś ukrytym zakątku mej duszy nie jestem oburzony, że to miasto jest teraz polskie, i nie tylko nazywa się Wrocław, lecz naprawdę jest Wrocławiem.

W końcu to tutaj nauczyłem się mówić, mówić po niemiecku, i to właśnie z tym językiem utrzymywałem przez całe życie, przynajmniej ze swojej strony, niemal uparcie-monogamiczny związek miłosny; tak bliski, że wobec tego, co działo się w Niemczech, i tego co uczyniono nam i innym i sobie samym, i także niemieckiemu językowi, byłoby dla mnie rzeczą niemożliwą wykrzyczeć me oburzenie inaczej niż po niemiecku – przypuszczalnie nawet milczeć potrafię jedynie w języku niemieckim. -

A teraz biegam tutaj oto w kółko, tutaj w rejonie źródła mojego mówienia, wzdłuż Stadtgraben, który nie jest już żadnym ‹Stadtgraben›, bo Wrocław to nie ‹Stadt› a Graben to nie ‹Graben› - tutaj więc biegam w kółko, i akurat tutaj nie mogę wymówić żadnego słowa i żadnego zrozumieć. I mimo to nie czuję się obrażony?

  Nie. Ani troszeczkę. Co najwyżej przepełniony bólem. Bólem, który bierze się stąd, że nie jestem obrażony, i stąd, że z tego powodu nie cierpię.

Wiem, gdy wrócę niejeden z mych niemieckich przyjaciół weźmie mi to za złe. Żałuję. Lecz nie zamierzam uwzględniać podobnego braku doświadczenia i wyobraźni.

Czy może wolno od kogoś, kto jedynie przypadkowi zawdzięcza, że, jak większość jemu podobnych, nie przeturlał się po moście w Oppeln ku piecom Auschwitz, i nie wzniósł się jako dym w niebo Oberschlesien, jak Edith Stein – czy wolno od takiego człowieka, choćby jeszcze i dzisiaj, oczekiwać niemieckich ojczyźnianych uczuć? Ach, oburzenie było moim powszednim chlebem przez dziesiątki lat, w oburzaniu się doprawdy nie jestem początkującym. Być może kiedyś oburzało mnie też odniemczanie Breslau, a nawet doprowadzało do białej gorączki.

Lecz nie to odniemczanie, które rozegrało się w roku 1945, nie to, które miało miejsce, gdy Polacy, kiedy to w łachmanach i wygłodniali ciągnęli na zachód przez swój spustoszony (przez kogo?) kraj, zaczynali sprzątać niezliczone miliony metrów sześciennych (zawinionego przez kogo?) gruzu, aby stworzyć dla siebie nowy dom. To odniemczanie, które dokonało się w roku 1945 i które rozpoczęło się uprzątaniem niemieckiego gruzu, było samo w sobie już tylko ostatnim aktem dłuższego procesu.

Odniemczanie rozpoczęło się bowiem dwanaście lat wcześniej, w marcu 1933, i było ono – dyskutować na ten temat nie ma sensu – dziełem samych Niemców. A rozpoczęło się ono tutaj w Breslau, kiedy to w prezydium policji przejął urzędy sławetny Heines. W tym okamgnieniu miasto było już odniemczone, a nawet, nawet jeśli zewnętrzny architektoniczny obraz zdawał się być niezmieniony, spustoszone – co w końcu oczywiście omotało głupców (także żydowskich, przez co zginęli) iluzją, jakoby nic się w zasadzie nie zmieniło i wszystko pozostało po staremu. Nic nie oszukuje nas gorzej aniżeli to, co zdaje nam się pozostawać lub być jakim było.

źródło: wrocław na fotografii - http://hydral.com.pl/neo/test.php?content=frame

manifestacja na pl.wolności (wówczas zamkowym) 1 maja 1933 pod hasłem "zerwania okowów" traktatu wersalskiego

  Nie, winę za odniemczenie, i nie tylko za to, lecz także za śmierć tego miasta, i nie tylko za śmierć tego miasta, lecz za śmierć tysięcy, którzy tutaj zginęli, ponosi Hitler; Hitler, który jeszcze w owej godzinie, gdy już nie mogła istnieć żadna wątpliwość co do końca Niemiec, chełpliwie mianował Breslau ‹twierdzą›, który żądał, by miasta tego broniono do ostatniej ulicy, ostatniego domu, ostatniej ruiny, a więc aż do ostatecznego upadku. I również ci, którzy jeszcze za pięć dwunasta nie widzieli powodu, ani nie potrafili wzbudzić w sobie odwagi, żeby się temu rozkazowi oprzeć, lecz przeciwnie byli mu niewolniczo posłuszni i wysadzali w powietrze własne domy i wysyłali w ogień chłopców z HJ (Hitlerjugend). To oni są tymi, którzy zakończyli odniemczanie tego miasta, i tym sposobem ostatecznie przegrali do niego swoje prawa.

Oburzenie z powodu odniemczenia? Nie, teraz nawet już nie ból. Tylko jeszcze nadzieja, że temu miastu, które powstaje tutaj na nowo, i jego dzisiejszym i jutrzejszym mieszkańcom, podobny los zostanie na wieki wieków zaoszczędzony.




9 lipca - VI



besuch im hades © verlag c. h. beck, münchen, zweite auflage. 1985
z niemieckiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)


wędrówka  strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni