lato'04


wędrówka  strona główna



 6 lipca
   I          II     


 7 lipca
   I          II         III        IV         V          VI         VII        VIII   


 8 lipca

 I

   II         III        IV         V      


 9 lipca
   I          II         III        IV         V          VI         VII        VIII       IX         X      


 10 lipca
   I          II         III        IV         V      


 11 lipca
   I          II         III        IV         V      

w r o c ł a w  1 9 6 6 - g ü n t h e r  a n d e r s

8   l i p c a  -     I

Höfchenstrasse

źródło: wrocław na fotografii - http://hydral.com.pl/neo/test.php?content=frame


Odległości, które miałem w pamięci jako półgodzinne, pokonywane autem skróciły się do zera. Naturalnie wiem to. Ale czymże jest wiedza? Ledwie wyjechaliśmy, i oto już znowu siedzimy w środku. «To jest Höfchenplatz», wyjaśniam Ch. - «Gdzie?» pyta, i, ponieważ nie może na tym będącym jednym wielkim placem pustkowiu dojrzeć żadnego innego osobnego placu, nazywa moje stwierdzenie «the overstatement of the year».

Patrząc z własnej perspektywy ma naturalnie rację. Dla niej bowiem widoczna jest jedynie czerwona pseudogotycka budowla, która znajdowała się pośrodku placu. Jakieś ubezpieczeniowe pudełko. Ja natomiast dostrzegam znacznie więcej. Tym bowiem co nadawało ówczesnemu Höfchenplatz jego twarz, a co najmniej przy całej swej przeciętności decydowało o jego wyglądzie, było właśnie to pudło, i dlatego że owo pudło – obojętne czy jeszcze, czy też znowu – istnieje też teraz, istnieje zatem również i sam plac. Do czego dochodzi jeszcze i to, że ma on też już znowu nazwę. Mówię: ‹już znowu›, bo naturalnie nie nazywa się on już Höfchenplatz, lecz zupełnie inaczej, i to w rzeczy samej od więcej już znowu niż dwudziestu lat, tak że mieszkają tutaj dwudziestoletni ludzie, dla których owo Nic nigdy nie nazywało się inaczej.

W dziwny sposób jest to nawet nazwa żydowska, a to ‹Ludwika Hirszfelda›, kimkolwiek by on nie był, cokolwiek by się za tym kryło. Ale niby dlaczego nazwa ta miałaby być gorsza albo mniej uzasadniona niż nazwa ‹Höfchen›? Przypuszczalnie Ludwik Hirszfeld (przyp. autor bierze tutaj patrona ulicy za osobę płci żeńskiej) był bojownikiem ruchu oporu, a czy o pani lub panu Höfchen, których zasługi nie są mi znane, można byłoby zameldować coś bardziej chwalebnego, tego nie wiem. Nową nazwę ma nie tylko Höfchenplatz, lecz także znajdująca w nie istniejącym placu ujście nie istniejąca Höfchenstrasse, która nie istnieje bardziej jeszcze niż sam plac, jako że nie legitymuje się ani jednym choćby budynkiem – jak by nie było, owej nie istniejącej ulicy nadano miano niejakiego Tadeusza Zielińskiego, z tym trudnym do wypowiedzenia nazwiskiem łączę tak samo niewiele jak z nazwiskiem Ludwik Hirszfeld, niemniej wierzę, że uda mu się skutecznie dopilnować wybudowania swojej ulicy. Co raz zostało nazwane, kiedyś też zaistnieje, nazwa bez ulicy obiecuje więcej aniżeli ulica bez nazwy. Jeśli mielibyśmy tutaj jeszcze kiedyś przyjechać (w co oczywiście bardzo wątpię; kto wie, czy tym razem uda mi się ujść stąd bez szwanku; myśl, że miałbym spędzić dzień swoich urodzin akurat tutaj raczej nie jest przyjemna, ale, nie przymierzając, być może należę do długowiecznych i wystarczająco nieroztropnych, aby pewnego dnia raz jeszcze podrażnić dzikiego zwierza), wówczas, przysięgam ci to, zrobimy sobie przejażdżkę po bezdyskusyjnie istniejącej i solidnie wybetonowanej ulicy Tadeusza Zielińskiego i bezdyskusyjnie pięknym ‹Placu Ludwika Hirszfelda›.




*




Dawno już wysiadłem i patrzę do góry w lipcowe niebo. To spojrzenie staje się już przyzwyczajeniem.

  Co tam jest?

  Nic.

  A jakie nic?

  Okno.

  A jakie okno?

  To, które pokazała mi raz matka. Dokładnie z tego miejsca. Z tych stopni. Gdzieś tam w górze na nie istniejącym czwartym piętrze nie istniejącego budynku numer 101 (tak jest, 101, ta cyfra należy do tych trzech lub czterech niewymazywalnych cyfr mojego życia) nie istniejącej Höfchenstrasse. I to właśnie na to okno wskazała wtedy z pewną odświętnością. Tak jakby odgrywało to dla niej jakąś wielką rolę. I tak, jakby życzyła sobie, aby i dla mnie odgrywało to rolę jednakowo wielką.

  I odgrywało to dla ciebie tę rolę?

  Można by tak w rzeczy samej powiedzieć. Tylko oczywiście inną niż ta, jaką ona miała na myśli. -

I czerpię z głębi i opowiadam.




8 lipca - II



besuch im hades © verlag c. h. beck, münchen, zweite auflage. 1985
z niemieckiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)


wędrówka  strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni