lato'04


wędrówka  strona główna



 6 lipca
   I          II     


 7 lipca
   I          II         III        IV         V          VI         VII        VIII   


 8 lipca
   I          II         III    

 IV

   V      


 9 lipca
   I          II         III        IV         V          VI         VII        VIII       IX         X      


 10 lipca
   I          II         III        IV         V      


 11 lipca
   I          II         III        IV         V      

w r o c ł a w  1 9 6 6 - g ü n t h e r  a n d e r s

8   l i p c a  -    IV


  «Naturalnie nie rozumiesz tego. Aby to zrozumieć, musisz bowiem wiedzieć, że wtedy byłem jeszcze totalnie niewinny - czego nie mówię oczywiście w tym śmiesznym, specjalnym sensie, w jakim używają tego słowa idioci, kiedy winę i niewinność plasują w określonym regionie poniżej pasa, lecz w sensie całkiem szerokim, w tym ontologicznym mianowicie sensie, że, podobnie jak zwierzęta i rośliny, nie wiedziałem wówczas jeszcze, że mnie kiedyś nie było. A nawet nie wiedziałem, że ja, nie, że my: ojciec, matka i nas troje, w czasie wieczności, którą tutaj byliśmy, nie mieszkaliśmy kiedyś w naszym mieszkaniu przy Brandenburgerstrasse 54; nie, nawet tego, że choćby mogliśmy kiedyś mieszkać gdzie indziej. Pozytywne: do tego czasu, a więc poniekąd zawsze, byłem przekonany o tym, a w owym czasie wciąż jeszcze o tym przekonany, że byłem już zawsze. I to Zawsze- lub Nigdy(nie)-nie-bycie (Immer- oder Niemals -nicht -dagewesen), owa <nieśmiertelność do tyłu> była tym a priori mojego bycia (Dasein).

Wiem, jak głupio brzmią takie określenia tutaj w nicości, pośród odłamków cegieł i rozoranej ziemi, ale cóż z tego, ontologiczne terminy i teorie kompromitują się wszak nie tylko na tym tutaj pustkowiu, lecz wszędzie, nie ma nawet jednego będącego (Seiendes), które zaszczyciłoby nas ontologów jednym spojrzeniem. Zresztą określenie lepsze niż ‹a priori› nie jest też w tej chwili konieczne, gdyż to, na czym mi tutaj zależy, nie jest owym ‹a priori› samym w sobie, lecz jego rozpadem - a jakie określenie byłoby najodpowiedniejsze aby nazwać coś, co i tak się rozpadło, jest doprawdy próżnym pytaniem.

Krótko: w tym okamgnieniu, w którym matka, wskazując zieloną parasolką, wyłożyła mi znaczenie tego tam na górze okna, w tym okamgnieniu rozpadło się moje a priori, niby ściana budynku ostrzelana z najcięższej artylerii. A do dlatego, iż oświadczyła mi (w tonie świątecznego szeptu, jaki rezerwowała dotąd jedynie dla urodzinowych tajemnic), że za tym tam na górze oknem przyszedłem na świat. ‹Przyszedłeś na świat› rzekła. A więc nie, że ona <przyniosła mnie na świat>. W każdym razie nie mogę sobie uzmysłowić, by użyła tego określenia. Jeśli pamięć miałaby mnie jednak zwodzić, jeśli matka już wtedy miałaby jednak spróbować wyjawić mi coś bardziej dokładnego: a zatem że ja jako jej cząstka wyrosłem w mroku jej brzucha, to ta jej pierwsza próba spełzła na niczym. A to dlatego, że stwierdzenie, które tkwiło w sformułowaniu <przyjść na świat>, było tak bardzo porywające, że po prostu nie byłbym już zdolny przyjąć do wiadomości żadnych dodatkowych informacji, choćby i bardziej jeszcze porywających. W końcu sformułowanie to oznajmiało, że świat mnie uprzedził, że ja do niego, który istniał już przede mną, doszedłem, tylko do (szedłem, przyp.); i że wcześniej, niebiosa wiedzą co, jak i gdzie, prawdopodobnie (jako że tak nazywano stan tych, których nie było) byłem ‹nieżywy›, <jeszcze nieżywy> zatem, i nieżywy prawdopodobnie - trudno to sobie wyobrazić - przez całą wieczność. Czy po tym, jak na jaw wyszło coś tak straszliwego, istniały jeszcze jakieś zabezpieczenia? Któż gwarantował mi, że przyszłość będzie lepsza od przeszłości? Że za parę lat będę mniej śmiertelny, niż byłem nim przed paroma laty? Nie, nawet jeśli matka opowiedziałaby mi wtedy o tych dziewięciu miesiącach, podczas których kuliłem się w jej brzuchu - że poprzez to opowiadanie owa smutna wieść, co znaczy ‹smutna›, raczej ta potworna i porażająca informacja o wieczności mojego niebycia (Nichtdagewesensein), stałaby się mniej potworna i porażająca, jest całkowicie wykluczone. Gdy ktoś raz utracił niewinność, utracił ją raz na zawsze. Moje pytanie brzmiałoby wówczas, gdzie znajdowałem się więc przed moim pobytem w jej brzuchu - a to oznacza: problem zostałby po prostu przesunięty. Z tego to powodu jest rzeczą naprawdę obojętną, czy matka wtedy, gdy wskazywała tam w górę swoją zieloną parasolką, mnie, jak to się mówi, ‹uświadomiła› czy też nie. Słowa ‹ontologia› i ‹fizjologia› były mi wówczas, kiedy stałem czteroletni obok niej, wprawdzie zupełnie nieznane. Ale już wtedy broniłbym się rękoma i nogami przed karmieniem mnie fizjologicznymi formułkami, gdy chodziło o kwestie ontologiczne.»

  Teraz Ch. także wskazała do góry i nieco wystraszona zerkała na zmianę to na mnie to na obszar nieba, w którym przed ponad sześćdziesięciu laty musiałem unosić się wzorem amorka, niczym barokowy anioł.

«Tam?»

«Tak, mniej więcej tam», odpowiedziałem, «naturalnie teraz już nie orientuję się tam w górze zbyt dokładnie, nie ma tam układów współrzędnych ani punktów zaczepienia, a shade more to the left powiedziałbym, poniżej tej małej, białej chmury tam wysoko, ale czy wydarzenie to miało miejsce bardziej z prawej czy z lewej, taka dokładność nie ma tutaj znaczenia, gdzieś tam w górze w każdym razie się to odbyło, gdzie unosiła się matka, leżąc w bólach, i gdzie ja, przychodząc z ciemności, po raz pierwszy zapiałem w ten świat, tak jest, w ten świat; a to - proszę spójrz na moje usta - tymi oto wargami i tym językiem. Czy osiągnięcie to było bardziej jej czy bardziej moją zasługą, również tego nie da się już rozstrzygnąć, nawet już wtedy nie można byłoby tego prawdopodobnie rozstrzygnąć, podobnie jak i tego, czy podczas naszego akrobatycznego aktu tam w górze (by użyć cyrkowego idiomu) pracowaliśmy ‹z siatką› czy bez, pomyślałbym: z siatką, bo mieliśmy wtedy pod sobą podłogę czwartego piętra, a pod nią była dla bezpieczeństwa jeszcze podłoga trzeciego piętra, a poniżej dla dalszego bezpieczeństwa ta drugiego piętra i tak dalej, spaść nie mogliśmy zatem całkiem na pewno. -


źródło: wrocław na fotografii - http://hydral.com.pl/neo/test.php?content=frame

szpital, höfchenstrasse 112



Tyle jednak wiem pozytywnego, że oboje wykazaliśmy się godną podziwu prędkością i kompetencją, co wcale nie było zrozumiałe samo przez się, byłem bowiem dla matki dopiero opus 2, a ja sam nigdy wcześniej czegoś podobnego nie próbowałem. Cała sprawa była za nami w przeciągu nie więcej niż półtorej godziny, bo przy drugim śniadaniu, aczkolwiek matka podobno jeszcze o ósmej zjadła z apetytem pierwsze, już od dawna tu byłem - czym szczyciła się, i z pewnością nie bez racji (z czego kobiety miałyby być bardziej dumne), przez całe życie, albowiem nawet na kilka dni przed śmiercią, kiedy jej język stał się już był bardzo ciężki, jeszcze raz przypomniała mi ten rekord, wtedy zapewne, aby w ten sposób podkreślić, że do tej wielkiej pomocy, której w swej bezradności teraz z mojej strony wymagała, miała wszelkie prawo. Tak więc ponad czterdzieści lat owo presto-osiągnięcie, które miało miejsce tam w górze, odgrywało dla niej rolę. Ach po cóż? Dla mnie bowiem nie gra ono dzisiaj już żadnej roli, ja sam przypominam sobie jedynie jej wspomnienie o nim, a któż miałby kiedyś pamiętać o tym, że ja je pamiętałem?

  Co ci tu opowiadam, jest więc ostatkiem tego, co po tym pozostało. Ona sama (mam tu na myśli: jej prochy w urnie krematorium Happy Dale, o ile nie zostały już dawno wysypane, aby zrobić miejsce nowszym prochom; w znaczeniu tego, czemu zwykło się nadawać miano ‹nowe›) - ona sama nie ma naturalnie najmniejszego pojęcia o tym, że kiedyś tutaj w Breslau, przy Höfchenstrasse 101, czwarte piętro, w tym miejscu, gdzie teraz dmucha lipcowy wiatr, osiągnęła rekord świata w rodzeniu. Jakże miałaby też to wiedzieć, skoro nie wie już nawet tego, że ona sama kiedyś była.

Bycia nieżywym, moja kochana - tego nie możemy nauczyć się nigdy nazbyt wcześnie, w innym razie zbudzimy się którego dnia i będziemy silnie zdumieni - bycie nieżywym to nie tylko bycie nieżywym, lecz nigdy-nie-bycie (Niedagewesensein).»




8 lipca - V



besuch im hades © verlag c. h. beck, münchen, zweite auflage. 1985
z niemieckiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)


wędrówka  strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni