Odwiedziny u profesora D.
Adres profesora D. brzmi: Plac Grunwaldzki. Tego ogromnego placu wcześniej nie było. Naprzeciw Scheitniger Park wybiegała tam bowiem Kaiserstrasse. Nie dziw, że błądzimy po tym obszarze całkowicie zdezorientowani, najpierw autem, następnie pieszo, i dopiero po długim szukaniu i dowiadywaniu się odnajdujemy właściwy budynek i właściwą bramę. Teraz wiem, gdzie byliśmy, uświadomił mnie o tym profesor D. Ten ogromny teren pod zabudowę, który w moich czasach nie istniał, zawdzięczać trzeba mianowicie, jak absurdalnie by to nie brzmiało, ‹Führerowi› - a to dlatego, że ten tuż przed upadkiem wydał zarządzenie, by tę leżącą w środku miasta szeroką ulicę wraz z kościołem i budynkami mieszkalnymi zrównać z ziemią, aby dla niemieckiego lotnictwa, które, po zdobyciu przez Rosjan lotniska Gandau, nigdzie już nie mogło lądować i startować, stworzyć nowy pas, żeby mogło ono jeszcze dostarczać amunicję. Ten rozkaz jest tak okropny, że nie wiadomo, nad czym ubolewać najpierw. Czy nad szaleństwem samookaleczenia, nad tym zatem, że Hitler, by rzekomo jeszcze jednak uratować zniszczone już w osiemdziesięciu procentach miasto, gotów był zniszczyć te jeszcze nienaruszone obiekty. Czy też nad podobieństwem z Auschwitz, bo przecież przemiana zamieszkanej, niemal nienaruszonej ulicy w pas startowy odpowiada przemianie ludzi w mydło. Czy też nad datą: czyli nad tym, że Hitler wydał swój rozkaz w chwili, gdy Drezno leżało już od czternastu dni w gruzach, i bezwarunkowa kapitulacja była sprawą najbliższego czasu. W każdym razie powodem mojej dezorientacji na Placu Grunwaldzkim był ów projekt <Flugschneise>. I teraz to właśnie jemu Polacy zawdzięczają ogromną urbanistyczną szansę, którą też rzeczywiście wykorzystują.
Z satysfakcją profesor D. opowiada mi, że z owym samookaleczeniem związana jest pewna ciekawostka. Ani jednemu hitlerowskiemu samolotowi nie udało się na tym pasie wylądować lub z niego wznieść w górę, gdyż bez wyjątku wszystkie maszyny zostały zestrzelone przez Rosjan.
Szczególny jest to więc plac, na którym się oto znajduję. A staje się on zupełnie szczególny, kiedy, podczas gdy profesor opowiada o pasie startowym, wychylając się z okna, sześć pięter pode mną coś odkrywam: mianowicie kompleks owych hal wystawowych, w których przed pięćdziesięcioma laty podziwiałem armaty i chorągwie i bitewne pola. A obok olbrzymi, osiwiały ze starości kopułowy budynek Jahrhunderthalle. -
I teraz ja zaczynam opowiadać. Zdziwiony profesor D. przerywa mi, by się dowiedzieć, co rozumiem pod pojęciem Hala Stulecia, jak wiadomo budowla ta jest największym polskim kinem; i w tych słowach pobrzmiewa nawet pewna narodowa duma. I słusznie, po tym jak Niemcy zniszczyli tysiące polskich budowli, spokojnie może on być z tego i tak wątpliwego budynku dumny. Z niczego mnie w ten sposób nie okrada, czy jednakże bierze on tym samym coś dla siebie, stoi dla mnie pod wielkim znakiem zapytania. Nieważne, podczas gdy wprowadzam go w tajemnice mej breslauskiej młodości, moje oczy wędrują tam, gdzie przed pięćdziesięciu laty dzień w dzień jako jedenastolatek wędrowałem. Przez operową lornetkę na pewno mógłbym pośród tysięcy, które tam, w Hali Stulecia znikają by obejrzeć jakiś film, rozpoznać grupę złożoną z pięciu osób: ojca, matki, Hildy, Evy i mnie.
Dopisek, sierpień, Wiedeń
Do ‹korytarza lotniczego›: plan miasta, z którego w czasie pisania swej książki <So kaempfte Breslau> korzystali owi dwaj komendanci Breslau , a więc zapewne w późnych latach pięćdziesiątych, i który opublikowali jako <Lagekarte>, nie jest bynajmniej planem z czasów Hitlera, lecz z czasów Republiki Weimarskiej. Oprócz niego leży teraz obok mnie Plan Miasta Breslau z roku 1934, porównuję obydwa. Nie do uwierzenia: Kaiserstrasse jest na późniejszym planie generałów już co prawda zaznaczona jako pas startowy. Ponieważ jednak ulica przebiegająca równolegle do tej bezsensownie zniszczonej jeszcze nie nazywa się ‹Adolf-Hitler-Strasse› (cóż za szalone «jeszcze nie»!), lecz jeszcze <Friedrich-Ebert-Strasse>, i ponieważ owej Friedrich-Ebert-Strasse nie przecina (jak było jeszcze w czasie walk o Breslau) ‹Horst-Wesel-Strasse›, lecz zupełnie beztrosko i idyllicznie <Grüneicheweg>, jak zwała się ona jeszcze za mojej młodości, można by wpaść na obłędną myśl, iż zniszczenie miasta rozegrało się w roku 1925. Innymi słowy: piętnaście lat po tym jak dokonali zrujnowania miasta, generałowie zaznaczyli tę akcję na mapie, która była ważna piętnaście lat zanim ją przeprowadzili. Można dostać choroby morskiej, nie, choroby czasowej.
10 lipca - IV
besuch im hades © verlag c. h. beck, münchen, zweite auflage. 1985
z niemieckiego: dziennikarze wędrowni (kumaszyński)