|
lato'04 |
7 lipca III 9 lipca 11 lipca w r o c ł a w 1 9 6 6 - g ü n t h e r a n d e r s
No ale cóż, życie człowieka nie jest bez następstw, toteż nikt nie czyni dobra bezkarnie - i zapewne to właśnie tłumaczy osobliwą twarz matki, która właściwie mogła stać się tak piękna jak owa «piękna i wdzięczna» z ‹Pieśni nad pieśniami›, lecz w jej oblicze wpisały się rysy wcale doń nie przynależące: a to rysy córy z wyższych sfer, rysy staropanieństwa, rysy nadpoprawności i faryzeuszostwa. Wprawdzie nie zdeformowało to twarzy matki, jej profil aż do starości przyrównywany był do ‹gemmy›. To zaś, że mimo najpiękniejszego posagu nigdy nie mogła rozkwitnąć do prawdziwie promieniującej piękności Zulejki, na pewno miało swoją przyczynę w matriarchalnej pozłacanej młodości, na którą wszakże była skazana.
Ach, jakże straszliwie się to wszystko w końcu zemściło! Bo gdy czterdzieści lat później (ojcowskie marzenia o profesurze dawno się już były spełniły, i także te spełnienia dawno już znowu rozpłynęły się w nicości i również on sam już dawno odszedł) - a zatem gdy matka czterdzieści lat później leżała w Nowym Jorku na łożu śmierci, z jej twarzy nie pozostało nic ponad te pogłębione teraz do bruzd i zastygłe rysy nadpoprawności i faryzeuszostwa.
A pomimo to, moje dziecko, tak, jak stoi ona tutaj i teraz przed nami, tutaj na Höfchenplatz, i dzisiaj w roku 1906, jest ona jeszcze o dwanaście lat młodsza niż ty teraz, pomimo Hildy, Evy i mnie, których wydała już na świat, jednakże to, w jaki sposób nas się dorobiła, wie z pewnością tylko najzupełniej niedokładnie, nieco tylko dokładniej niż wiedziała o tych rzeczach przed małżeństwem, wiedzieć coś dokładniejszego, nie godzi się, nie przedtem i nie potem, a to że jest lub było coś pomiędzy, jest już wystarczająco złe, także pamięć podlega tabu epoki - zajrzyj pod rondo jej kapelusza, jest ładną żydóweczką, nieuświadomioną, wyglądającą na najwyżej dwadzieścia lat. I jeśli ją ci tutaj przekażę i poproszę byś się o nią trochę zatroszczyła, bo w moim towarzystwie, w towarzystwie tak starego człowieka czułaby się straszliwie zażenowana, i ponieważ ja ze swoimi sześćdziesięcioma czterema latami naprawdę nie umiałbym zabawiać tak młodej damy w kapeluszu z piórami - a więc gdybym ci ją tutaj przekazał, mogłabyś wtedy (wybacz przecież to twarde słowo: ale wszak masz już ponad trzydziestkę, temu nieszczęściu nie da się już dalej zaprzeczać), a więc wtedy ze względu na twój starszy wiek oraz twoje w porównaniu z jej wiedzą niemalże kosmiczne doświadczenie wolno by ci było spokojnie trakować ją jako swą młodszą siostrę i wziąć ją niczym pisklę pod skrzydełko. Wprawdzie z początku zachowywałaby się nieco nieśmiało i wydałabyś się jej nieco dziwna, ale oprócz tego również jednak (cokolwiek to dawniej tak lubiane, w naszych uszach idiotycznie brzmiące określenie miałoby oznaczać) «wysoce interesująca» - «wysoce interesująca» już choćby tylko dlatego, że pochodzisz z tak odległej i pachnącej przygodą krainy jak Kalifornia, no a ponadto jesteś jeszcze tak zwaną «artystką».
hotel monopol (ok. 1955)
«Już dobrze», uznaję po jakiejś chwili. «Naturalnie masz zupełną rację. Wtedy było wtedy. A dzisiaj jest dzisiaj. I nie jesteśmy tutaj we czworo. Tylko we dwoje. Ale obok tego tam na górze okna, obok tego nie istniejącego w nie istniejącym budynku nr 101, które matka wskazywała wtedy zieloną parasolką, aby nadać moim narodzinom szczególnie odświętną cechę, może nawet aby moment ten uczynić dla mnie niezapomnianym (i jak widzisz: poniekąd też jej się to udało) - tak przejść obok niego bez słowa, tego nie potrafię. A to dlatego, że to okno jest celem, któremu służy moja podróż; przynajmniej dlatego, że nie potrafiłbym zejść do ‹matek› głębiej.»
besuch im hades © verlag c. h. beck, münchen, zweite auflage. 1985 |
|
wędrowiec © dziennikarze wędrowni |